NOWY TARG. Choć wciąż nie może dojść do podjęcia strategicznych decyzji w sprawie rozbudowy lotniska – otaczająca go infrastruktura już się tworzy. Dziś został otwarty duży gastronomiczny obiekt tuż przy ścieżce przyrodniczej w stronę rezerwatu „Bór na Czerwonem”.
To otwarcie wieńczy pierwszy etap gruntowanych remontów, adaptacji i inwestycji czynionych przez prywatnego już właściciela dawnego Ośrodka RSW „Prasa-Ksiażka-Ruch”, nabywanego ze zobowiązaniem, że rekreacyjno-turystyczna funkcja obiektu zostanie przywrócona.
Grill-bar „Rancho” w gabarytowej stylowej chałupie jest pierwszym punktem gastronomicznym przy trasie do wieży widokowej, skąd rozciąga się widok na kopułę torfowiska. Poświęcił go dzisiaj ks. kanonik Henryk Paśko – proboszcz „od św. Jadwigi”. Przybyli też na otwarcie nowotarski nadleśniczy Roman Latoń, prezes Aeroklubu Nowy Targ Paweł Kos, burmistrz Marek Fryźlewicz (akurat z delegacją władz Zgierza) i reprezentacja Auto Moto Klubu „Gorce”.
– Mirek i Zosia to społecznicy. Mirek jak się za coś weźmie, to skończy... – komplementował gospodarza ośrodka, Mirosława Węgrzyna, przedstawiciel motorowego Klubu, w którym dały się już poznać dwie latorośle tego małżeństwa.
Aktualny właściciel nabył ośrodek od miasta kilka lat temu, w przetargu. Od początku było wiadomo, że w wyeksploatowaną, starą substancję dawnego RUCH-owskiego ośrodka trzeba będzie sporo zainwestować.
Najpierw – co wielu wytykało właścicielowi, jako że w pobliżu rezerwatu – założył on na terenie ośrodka bazę traktorów, ciężkiego sprzętu i magazyn zwojów kabli. Ale równocześnie rozpoczął remont obiektów. Na pierwszy ogień poszły domki, w których trzeba było zmienić wszystko, z instalacją włącznie. W tej chwili pięć domków (z ośmioma miejscami noclegowymi każdy) oferuje już przebywającym bardzo dobre warunki. Każdy domek ma łazienkę i kominek.
Za otwartym teraz „Ranchem” prawie gotowy jest już przyszły Dom Weselny (w przebudowanej dawnej jadalni). Plany właściciela idą jeszcze dalej. Chce stworzyć plac zabaw dla dzieci, boisko do siatkówki, korty tenisowe. Wtedy byłby to już rekreacyjny kompleks z prawdziwego zdarzenia. W niewątpliwie atrakcyjnym sąsiedztwie lotniska i rezerwatu. Tym bardziej, że od blokowych osiedli i ul. Sikorskiego w stronę lotniska prowadzi już ładny ciąg pieszo-rowerowy, z asfaltową dróżką do kładki, ławkami przy trasie, ławkami i stolikami w ogrodzonej enklawie oraz urządzonym parkingiem dla aut osobowych na skarpie lotniska.
Ale jest pewien problem…
– Teraz jeszcze, panie burmistrzu, wypadałoby coś zrobić z drogą... – „przygadywał się” na otwarciu nadleśniczy Latoń. – Bo chcemy przywieźć autokarem dzieci na ścieżkę przyrodnicza, a tu ograniczenie do 2,5 tony…
Ograniczeniu trudno się dziwić, jeśli jedyna droga dojazdowa od lotniska do rezerwatu i do ośrodka jednocześnie, to głównie asfaltowe koleiny i łaty. Rowerem idzie przejechać, samochodem osobowym powoli też, lecz autokar już nie ma prawa.
Burmistrz na razie nic nie obiecał, ale jaki jest stan drogi – każdy widzi. Zresztą sam tamtędy właśnie wiózł gości ze Zgierza… Jeśli rezerwat, ścieżka, lotnisko i jego otoczenie lotniska mają być rekreacyjną wizytówką miasta, to bez porządnego dojazdu nie będą. No i teraz trzeba się głowić, jak w kryzysowym budżecie znaleźć jeszcze pieniądze na remont tych kilkuset metrów, a może około kilometra (licząc od drogi na Bukowinę).