PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Jarosławem Lizakiem zawodnikiem trzecioligowego NKP Podhala Nowy Targ i autorem niezwykłej urody gola w niedzielnym meczu z Wolanią Wola Rzędzińska, wygranym przez nowotarżan 5:2.
Rzadko zdarzają się gole zdobyte wolejem z blisko połowy boiska. Takie trafienia zazwyczaj określa się mianem stadionów świata…
– Tak wyszło. Akurat wszystko się w tej akcji fajnie złożyło. Bramkarz był wysunięty na 20 metr przed swoją bramkę, piłka akurat spadła mi pod nogi, idealnie siadła na stopę, i w efekcie udało się uderzyć mocno i precyzyjnie. Nie ukrywam, że ten gol sprawił mi sporą frajdę i na długo go zapamiętam, ale najważniejsze, że spotkanie zakończyło się naszym zwycięstwem.
Konia z rzędem temu kto przed sezonem przepowiedziałby, że po dwóch kolejkach liderem tabeli z kompletem punktów będzie beniaminek…
– Faktycznie nasze wyniki mogą być dla wielu zaskoczeniem. Nie przesadzałbym jednak z optymizmem. To dopiero początek. Sezon się rozkręca. Myślę, że dopiero po 7-8 kolejkach będzie można wysunąć ewentualnie jakieś wnioski co do sił i możliwości poszczególnych zespołów. Cieszą zwycięstwa, ale w żadnym wypadku nie możemy popadać w samozachwyt.
W czym upatrywać klucz do sukcesów w pierwszych dwóch meczach ? Zadziałał efekt zaskoczenia?
– W jakimś stopniu na pewno. Jesteśmy absolutnym nowicjuszem w trzecioligowym towarzystwie. Dla zdecydowanej większość drużyn kompletną niewiadomą. Być może zespoły Hutnika czy Wolanii troszkę nas zlekceważyły, ale to już nie nasz problem. Srodze za to zapłaciły. Z drugiej strony nasza dobra gra to też efekt tego, że nie ciąży na nas żadna presja, a bez obciążenia psychicznego zawsze gra się o wiele lepiej.
Przed sezonem obawiano się głównie o zgranie. Doszło 11 nowych zawodników, łącznie z Tobą. Okazało się, że były do obawy bezpodstawne..
– Mieliśmy miesiąc czasu na przygotowania. To sporo aby się wzajemnej poznać. Poza tym większość z nas już kiedyś spotkała się ze sobą w innych klubach, często z wyższych lig. Jestem zdania, że jeżeli ktoś ma odpowiednie umiejętności i doświadczenie, to zgraniem i ze zrozumieniem problemów mieć nie powinien.
O ile mecz z Hutnikiem Nowa Huta mieliście pod kontrolą, to w starciu z Wolanią zaczęliście od szybkiej straty bramki…
– Faktycznie przebieg obu tych spotkań różnił się od siebie. Z Hutnikiem ułożyłosię nam ono rewelacyjnie od samego początku. Strzelony w miarę szybko gol, ułatwił nam grę w kolejnych fragmentach. Z Wolanią chcieliśmy zagrać podobnie. Stracony gol szybko jednak zmusił nas do zmiany taktyki. Musieliśmy bardziej się otworzyć, zaatakować. Na szczęście byliśmy tego dnia bardzo skuteczni.
Dwa zwycięstw w dwóch pierwszych meczach, potwierdziły że możecie być „czarnym koniem” trzecioligowych rozgrywek…
– Tak jak mówiłem wcześniej, zdecydowanie za wcześnie na tego typu przepowiednie. Poczekajmy kilka kolejek, zwłaszcza, ze okienko transferowe jeszcze jest otwarte i w drużynach może się jeszcze sporo zmienić.
Po takim początku sezonu teraz kolejni rywale zapewne będą was poważniej traktować. O wygrane będzie więc jeszcze trudniej?
– Na pewno teraz już przeciwnicy będą na nas spoglądać z większą uwagą i szacunkiem. My jednak patrzymy na siebie. Jeżeli chcemy być mocnym zespołem, to musimy umieć radzić sobie w każdej sytuacji i w każdym spotkaniu starać się udowadniać swoją wyższość.
Podhale zaczęło znakomicie. Podłe nastroje są za to w Porońcu Poronin, czyli klubie dobrze Ci znanym z racji występów w nim w rundzie jesiennej zeszłego sezonu. Zaskoczony jesteś tak kiepskim startem poronian?
– Chyba jak każdy, kto orientuje się jakim składem dysponuje zespół z Poronina. Nie sugerowałbym się jednak wynikami tych pierwszych dwóch kolejek. To drużyna, która ma w składzie zawodników bardzo doświadczonych, którzy nie z takich opresji wychodzili. Kwestią czasu jest kiedy ten zespół „odpali”.
Już za tydzień czeka was derbowe spotkanie. Ten pojedynek elektryzuje całe piłkarskie środowisko na Podhalu. To pierwsze w historii derbowe spotkanie dwóch podhalańskich drużyn na trzecioligowym poziomie…
– Zdajemy sobie sprawę, z tego. Szkoda tylko, że ktoś kto ustalał terminarz wrzucił akurat to spotkanie w środku tygodnia. To na pewno odbije się na frekwencji na trybunach. A szkoda bo tego typu mecze, są dla ludzi z regionu zawsze czymś w rodzaju święta futbolu.
Zanim dojdzie do derbów, czeka was jeszcze sobotni mecz na własnym stadionie z KSZO Ostrowcem Świętokrzyskim, który podobnie jak wy też po dwóch kolejkach ma komplet punktów…
– I podobnie jak w dwóch wcześniejszych meczach, chcemy zagarnąć pełną „pulę”. Łatwo na pewno nie będzie. KSZO od początku sezonu zgłasza aspirację walki o awans. To będzie dla nas kolejny sprawdzian w konfrontacji z mocnym zespołem. Szanujemy przeciwnika, ale nie zamierzamy się go absolutnie bać. Chcemy wygrać i pokazać przy tym fajny, ciekawy i skuteczny futbol.