NOWY TARG. Kwestowanie u bram nowotarskiego cmentarza odbywało się przez dwa dni – od strony ul. Św. Anny i przy wejściu od ul. Szpitalnej. Z puszkami m.in. stali samorządowcy, strażacy, dyrektorzy szkół, członkowie Związku Podhalan, strażacy-ochotnicy, panie bibliotekarki, młodzież, osoby różnych profesji i publicznie znane.
Kwestarzy często wspomagały dzieci, także krewni i znajomi. Bramy stawały się miejscami spotkań i pogwarek. A odwiedzający cmentarz byli hojni. Było ich też wielu. Pieszym wyprawom na cmentarz sprzyjała pogoda.
Przez dwa dni ludzie palili światła na grobach bliskich, ale także na mogiłach zbiorowych i symbolicznych: żołnierzy Armii Krajowej, ofiar hitlerowskich zbrodni, legionistów, poległych w walce o wyzwolenie Nowotarszczyzny, ks. Jerzego Popiełuszki, dzieci nienarodzonych, w lapidarium.
Gdy na cmentarzu o dwa lata starszym od Rakowickiego od rana do późnych godzin panował ruch i gwar, wielu brało udział w nabożeństwie i procesji po cmentarzu, tak na kirkucie przy ul. Św. Jana Pawła II – tylko cisza i cienie… O kilkutysięcznej przed wojną społeczności Nowego Targu i tych, którzy modlili się, by ich imiona były zapisane w Księdze Żywota – nie pamiętał prawie nikt. Przed bramą żydowskiego cmentarza w dzień Wszystkich Świętych pełgały światła tylko dwóch lampek.
A o tym, jak z roku na rok, pod wpływem innych wzorców kulturowych, zmienia się nam obyczajowość – świadczył (jeszcze w piątkowy wieczór) tłumek rozbawionej młodzieży przed gastronomicznym lokalem (pewnie niejednym w mieście). Przyciemniony makeup dziewczyn i czarne elementy odzieży obojga płci sugerowały, że część populacji postanowiła spędzić wigilię Wszystkich Świętych w konwencji Halloween. W takim też nastroju grupki młodych wędrowały w sobotni wieczór na cmentarz.
A jutro – podliczenie efektów XV Kwesty Nowotarskiej.
Fot. Anna Szopińska