NOWY TARG. Prezentacja kandydata na burmistrza Komitetu Wyborczego „Nasze Miasto” przerodziła się w tłumne spotkanie. Jedni mówią, że przyszło na nie 70-80, drudzy, że ok. 150 osób. W każdym razie dla uczestników brakło miejsca w lokalu Ruchu Obywatelskiego, (dawny budynek sądu), gdzie spotkania mają się odbywać już systematycznie. Na zewnątrz wykładano kolumnę nagłośnienia. Grzegorz Watycha jako „jeden mocny kandydat opozycji” wystąpił w asyście liderów „Naszego Miasta”, kandydatów do Rady.
Rozróżnienia opozycji „prawdziwej” od „udawanej” (czyli kontrkandydata z PiS-u i radnych „opozycyjnych” w obozie obecnego burmistrza) dokonała zaraz po powitaniu przybyłych Joanna Iskrzyńska-Steg, przypominając o początkach Ruchu wyrosłego inicjatywy budowy basenu i o niemałym sukcesie, jakim był kandydat, który z obecnym burmistrzem przegrał tylko 300 głosami. – Pięć kadencji Marka Fryźlewicza to dość. Odświeżmy to miasto – zachęcała do udziału w wyborach i oddania głosów na Grzegorza Watychę, bo to „jedyny w dobry wybór”. Przekonywała, że Ruch Obywatelski, który przekształcił się w Komitet Wyborczy jest teraz mocniejszy, bardziej, doświadczony i ma znakomitych kandydatów, z dużymi szansami na sukces.
Jako świetnego fachowca, samorządowca z doświadczeniem, osobę konsekwentną, przy tym uczciwą i skromną, ze znajomością miasta i problemów mieszkańców, skłonną, by przyznać się do błędu (jak np. w sprawie Strefy Płatnego Parkowania) – rekomendował kandydata „Naszego Miasta” i swojego młodszego kolegę radny Janusz Tarnowski.
Postanowił też zdemaskować „sytuację, jaka wytworzyła się na nowotarskiej scenie politycznej miesiąc przed terminem wyborów”:
– Nie jest żadną tajemnicą, że Pan Liszka i Pan Fryźlewicz, choć startują z dwóch różnych komitetów, to na swoich listach mają ludzi z jednego układu, układu który buduje obecny Burmistrz już osiemnaście lat, wraz ze swoimi zastępcami, dwoma doradcami i większością radnych – mówił. – Szczerze wątpię, aby celem takiego przymierza było tylko dobro tego miasta i ogółu jego mieszkańców. Przecież jeszcze do niedawna wraz z innymi radnymi wspierającymi Pana Fryźlewicza, Pan Liszka był aktywnym członkiem PWS-u. Dzisiaj postanowił zamienić dotychczasowy bezpartyjny szyld na politykę na wyższym poziomie jako kandydat PIS-u. Moim zdaniem jest to przemyślana walka o zachowanie za wszelką cenę władzy w tych samych rękach, po prostu utrzymanie status quo w nowotarskim samorządzie. Każdy, kto choć trochę orientuje się w tym, co dzieje się w naszym mieście wie, że Burmistrz, nie będąc członkiem żadnej partii, ma ogromny wpływ na lokalne środowiska polityczne. Wystawienie Pana Liszki i części swoich radnych do wyborów z listy PIS-u, a wcześniej utworzenie w mieście nowego koła Platformy Obywatelskiej, na czele której stanął jego zastępca Pan Eugeniusz Zajączkowski, to nic innego jak chytrze zaplanowana kampania, której celem jest osłabienie opozycji, a zwłaszcza jej kandydata na burmistrza, Pana Watychy. Ta sytuacja nas nie zraża, wręcz przeciwnie. To nas motywuje do jeszcze większej aktywności w tej kampanii, tak, by ją wygrać. Komitet Wyborczy „Nasze Miasto” skupił na swoich listach i w swoich szeregach prawie całą siłę opozycyjną, z którą idziemy do wyborów z najlepszym dzisiaj kandydatem na burmistrza, z Grzegorzem Watychą. Determinacja jest ogromna, bo walka ta jest potwornie nierówna. Ruch Obywatelski Nasze Miasto to jedyne wyraźnie odróżniające się środowisko skupiające przeciwników obecnej władzy i panującego układu.
– Mamy zrewitalizowany z unijną pomocą rynek, ale takich rynków jest sto… – bez entuzjazmu kwitował inwestycyjne efekty.
Sam kandydat zaczął od wizytówki: 41 lat, żona Anna, pięcioro dzieci, dyplom Akademii Ekonomicznej w Krakowie na kierunku „zarządzanie”, stanowisko sekretarza powiatu nowotarskiego, mandat radnego miejskiego i stanowisko przewodniczącego największego w Radzie Klubu „Nasze Miasto”. Później przedstawiał się jako człowiek porozumienia, dialogu, konsensusu, współpracy z wieloma partnerami, słuchający ludzi. Jego hasło wyborcze to: „Konsekwentnie i z wizją, tu i teraz”.
Swoje motywacje do kandydowania przedstawiał m.in. tak:
– Pełniąc różne funkcje, obserwuję z różnych stron sposób sprawowania władzy w Nowym Targu, który nie jest akceptowany przez znaczną części społeczeństwa, a mimo to trwa niezmiennie przez niemal dwie dekady. Przez ten czas utrzymuje się przy władzy jedna i ta sama ekipa, pomimo faktu, że Nowy Targ przez ostatnich 20 lat, po okresie burzliwej transformacji ustrojowej i powrotu do samorządu gminnego, nie potrafił wejść na ścieżkę dynamicznego rozwoju. Dynamiki, jaką znamy choćby od lat 60-tych XX wieku. (…) A jak jest dzisiaj? Po 18 latach sprawowania władzy przez obecnego burmistrza, bez wypracowanej wizji miasta w przyszłości, dorobiliśmy się co prawda zrewitalizowanego centrum, powstał szlak bacowski i lodów, co okazuje się jednak zbyt słabą ofertą, by oprzeć na tym perspektywę rozwoju miasta. Mimochodem godzimy się z opinią, że Nowy Targ jest miastem przy drodze do Zakopanego, a od niedawana też do Białki, bo tam nowotarżanie znajdują zatrudnienie przy obsłudze ruchu turystycznego. Ale nie możemy popadać z tego powodu w melancholię. Kandyduję na burmistrza, bo widzę przestrzeń, jaką należy uporządkować, aby uwolnić energię, która drzemie w Nowotarżanach i Nowym Targu. Wiem, gdzie tkwi potencjał naszego miasta, który trzeba zacząć wykorzystywać do ożywienia gospodarczego i stworzenia nowych miejsc pracy. Z przykrością stwierdzam, że mimo zakrojonych na dużą skalę inwestycji miejskich w ostatnich kilku latach, przy udziale środków unijnych”, nie przełożyły się one na adekwatny do nakładów wynik w postaci nowych miejsc pracy czy wzrostu dochodów własnych.
Przykładów „bałaganu, przypadkowości, braku logiki, wyczucia miejsca i rozmiaru oraz niegospodarności” w inwestycjach podał kilka, w postaci:
– zniszczenia przy okazji rewitalizacji wyremontowanych wcześniej za pieniądze podatników i będących w dobrym stanie szaletów w rynku
– ekspertyz i koncepcji dotyczących rozbudowy lotniska przy równoczesnym „obudowywaniu go inwestycjami ograniczającymi rozwój, w postaci osiedla bloków z jednej strony, a wysypiska odpadów z drugiej”
– „pięknej i znacznie przewymiarowanej szkoły na Niwie, w miejscu, do którego nie ma bezpiecznego dojścia, nie ma też doprowadzonego gazu i trzeba kupować drogi olej opałowy, a w planach rozwojowych mamy zapisane rozwój budownictwa wielorodzinnego na drugim końcu miasta, bo na Równi Szaflarskiej”
– „budowy małego kawałka obwodnicy bez środków zewnętrznych”
– „planowania SAG-u, a zapuszczenia infrastruktury drogowej w starej strefie przemysłowej na terenie b. NZPS
– stadionu lekkoatletycznego z zakazem rzucania dyskiem, oszczepem i młotem „bo sztuczna trwa utraci gwarancję”.
– A tak ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że inwestycje miejskie kosztują o wiele więcej niż podobne, realizowane w sąsiednich miejscowościach – podsumował kandydat krytyczny wątek.
Sam natomiast chce: „budować wizerunek miasta w oparciu o turystykę, która dotąd niewłaściwie traktowana, jest jedyną szansą rozwoju Nowego Targu i okolicznych miejscowości leżących u podnóża Gorców”, także „odbudować zaufanie obywatela do urzędu burmistrza, co w efekcie da bodziec do wyrwania miasta z atmosfery swoistej niemocy i niemożności załatwienia kluczowych spraw”.
Jego pierwszym zamiarem jest „wypracowanie formuły Nowego Targu jako miejsca ciekawego, wartego odwiedzenia, spędzenia interesującego weekendu, a kiedyś urlopu” – oczywiście przy pomocy zaangażowanych ludzi z pasją.
Poza turystyką – dwa inne filary jego program to praca i edukacja (rozszerzenie na stronie Komitetu Wyborczego).
Do kandydowania skonił go, jak mówił: „wewnętrzny sprzeciw wobec marnotrawienia pieniędzy nas wszystkich podatników”, onieważ burmistrz – dobry gospodarz „nie może myśleć i planować krótkowzrocznie od wyborów do wyborów, podcinając tym samym gałąź na której siedzi”.
– Burmistrz nie wsłuchuje się w głos obywateli i nie odpowiada na ich oczekiwania, czego dowodem namacalnym jest basen, który powstał tylko i wyłącznie dzięki ogromnej presji społeczeństwa, a władza do chwili jego wybudowania nie miała pojęcia jak jest potrzebny – mówił. – Myślę, że burmistrz już się wypalił. Ja chcę i mogę wiele zmienić. Słucham ludzi, radzę się innych i podejmuję odpowiedzialnie decyzje, nawet jeśli jest to przyznanie się do błędu, jak w przypadku Strefy Płatnego Parkowania. (…) Czuję się przygotowany, czuję się na siłach, żeby przejąć pałeczkę i pociągnąć mocno do przodu. Wydaje się, że po tak długim okresie sprawowania władzy przez obecną ekipę przyszedł czas na zmiany – choćby dla dania miastu świeżego oddechu, powiewu czegoś innego, bo inaczej miasto będzie się dusić. Jestem pełen zapału do pracy i pomysłów jak ożywić miasto, wykorzystać nową perspektywę finansową UE bez pogłębiania zadłużenia miasta, które by miały spłacać nasze dzieci.
Kandydatów KW „Nasze Miasto” na radnych rekomendował jako samorządowców z doświadczeniem, odważnych i przekonanych o potrzebie zmian. Ale są jego zapleczem także „ludzie nowi”.
Najmłodsza kandydatka tego Komitetu to Agata Jaskierska.
Kandydat „prawdziwej opozycji”
Fot. Anna Szopińska