NOWY TARG. Cudeńka – mówią o jej pracach ci, którzy z nimi obcowali jeszcze za życia Zofii Czubernat, artystki z Nowego Targu. Rzeczywiście – mimo trudnego i kruchego surowca – gliny kaflarskiej – zdumiewają delikatnością, urodą, ciepłem uczuć, z jakimi musiały być tworzone. Wczoraj w sali na piętrze nowotarskiego MOK-u została otwarta wystawa prac niezwykłej, samorodnej ceramiczki.
Gabriel
Wolski
– autor i
komisarz
wystawy –
postanowił
wyjąć
ze zbiorów
Ośrodka
dzieła i
pokazać
kolejną
postać,
która
współtworzyła
charakter
miejscowego
środowiska
plastyków –
amatorów.
A jest to
akurat
osobowość
równie
poetyczna,
eteryczna jak…
silna i
niezłomna, co
pokazała również w długich zmaganiach z ciężką chorobą.
Dziesiąta rocznica jej śmierci minęła 24 października, wystawa ma więc i upamiętniający wymiar. A prace nie pochodzą li tylko ze zbiorów MOK, gdzie przetrwało ich stosunkowo niewiele, choć autorka często darowywała placówce nagradzane w doocznych konkursach dzieła. Urokliwe ceramiki przetrwały w wielu kolekcjach prywatnych. Józef Różański, mistrz pszczelarski i kolekcjoner plastycznych wizerunków św. Ambrożego, który miał szczęście znać Zofię Czubernat osobiście, żałował, że – nie wiedząc wcześniej o wystawie – nie zdążył przywieźć z Kamiennej jej pięknych dzieł. Podobne ceramiki ma u siebie także wielu innych pszczelarzy.
Zofia Czubernat urodziła się w Rdzawce i rosła wśród jedenaściorga rodzeństwa. Po zamążpójściu zamieszkawszy w Nowym Targu, codziennie nosiła swojemu mężowi do pracy gorące obiady (bo nie były to lata restauracji z daniami „na telefon”…). A pan Czubernat pracował w kaflarni Polaka – wówczas już syna założyciela zakładu, Witolda. Tam zainteresowała się glinianym surowcem i sposobem jego obróbki. Najpierw spod jej palców wyszły zabawki dla dzieci. I kto wie, czy zaczęłaby poważnie myśleć o twórczości artystycznej, gdyby jej dziełami nie zainteresował się Leon Jończyk – „odkrywca” Edwarda Sutora i wielu innych prymitywistów, zafascynowany samorodna sztuką. Pod wpływem jego namów pani Zofia zdecydowała się brać udział w konkursach sztuki ludowej i amatorskiej twórczości plastycznej.
Zdobywała wysokie miejsca, nagrody, wyróżnienia; zachwycała wdzięczną kompozycją, serdecznym, ciepłym sposobem przedstawienia postaci. Z czwórki dzieci (Krystyna, Danuta, Andrzej i Piotr) jej ceramicznej pasji asystowały córki. Były lata, kiedy w domu Czubernatów działał ceramiczny piec i tam wypalała swoje cudeńka. Potem robiła to w kaflarni.
Istotę jej sztuki Gabriel Wolski ujął i przedstawił tak:
(…) Patrząc na postacie świętych, aniołów czy też zwykłych ludzi, można dostrzec wielkie „zamiłowanie”, jakie posiadała autorka, prostotę środków wyrazu. Figurki te emanują dobrocią, a co najważniejsze – widać w nich prawdę. Artystka opowiadała historie świętych oraz historię zwykłych ludzi, zajmujących się pracami dnia codziennego.
Wśród tematów jej prac możemy napotkać chłopa z owcami w zagrodzie czy mężczyzn rąbiących drewno w lesie. Tematem godnym utrwalenia stają się kobiety, które mielą zboże w żarnach, piorą za pomocą metalowej tarki ubrania lub chłop, który po pracy moczy nogi w miednicy. Zwykli ludzie są niemal tak ważnie jak świeci, potraktowani z równym pietyzmem i miłością. Twórczość Zofii Czubernat charakterem swych figurek wkracza w świat sztuki ludowej, gdzie Święci i zwykli ludzie żyją w tych samych izbach, spotykają się na tym samym poziomie, są sobie bliscy. Podział jest wątły, a czasem niezauważalny, widać tu pokorę wobec trudów świata, pewną naiwność, ale i wiarę w Boga i w dobroć człowieka.
Przy okazji rocznicowego wernisażu wspomnieniami o Zofii Czubernat dzieliło się kilka osób bliskich promiennej artystce i jej znajomych: córka Krystyna, Józef Różański, kuzynka Irena Łukaszka.
Pani Janina Tętnowska – dziś seniorka Uniwersytetu Trzeciego Wieku razem z nią uczestniczyła kiedyś w warsztatach Klubu Plastyka Amatora „Wizja”.
U początków istnienia tego klubu (wtedy jeszcze pod nieco inną nazwą) prowadziła go Zofia Giełczyńska, dziś dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej.
– To była osoba o wyjątkowej delikatności i wrażliwości, niezwykle czuła, zważająca, by kogoś nie urazić. Takich ludzi dzisiaj już nie ma… – wspominała ona artystkę. – Dodajmy, że szkliwa są szarym proszkiem i po nałożeniu, przed wypaleniem, nigdy nie wiadomo, jaki będzie efekt.
Do uzyskania „cudowności” potrzebna więc też była wyobraźnia. I tym większe uznanie budzi szlachetna kolorystyka.
Wśród Frasobliwych, świętych i ludzi zajętych codzienną krzątaniną swoją wymową zwracają uwagę piety. Matka Boska Boleściwa z Synem na rękach to w pracach Zofii Czubernat postać szczególna, bo jednocześnie z tego, z i tamtego świata. Orędowniczka współcierpiąca. Tak przejmująco i lirycznie mogła ją przedstawić tylko kobieta.
Fot. Anna Szopińska