FELIETON. Z Tater widziane – zakopiański mętlik.

logofbJako prawdziwy ceper w góry poszedłem by od zgiełku miejscowego, zakopiańskiego odpocząć. Siadam ja na kamieniu przy szlaku na wierchy i patrzę na północ, na kraj nasz rozległy i miasto pod Giewontem usytuowane. Patrzę i oczy przecieram ze zdziwienia. Oto ekipy stolarzy po ulicach biegają, deski z płotów wyrywają, drzewa wycinają, tartaki pracują pełną parą. Gorączka budowania urn nastała. Uff… na szczęście stosy jeszcze nie płoną – o urny wyborcze chodzi….

Biegają zakopiańczycy, jak w ukropie się uwijają by w tym roku jeszcze zdążyć z odwołaniem władzy, którą sami wybrali niespełna dwa lata temu. Dziwaczny to widok, aczkolwiek jakby skądś znany. Zna to każdy trener reprezentacji naszego kraju grającej w tzw. piłkę nożną. Zanim jeden z drugim zdoła cokolwiek zbudować to już go odwołują, bo zbudować nic nie zdążył. Włodarz Zakopanego pewnie czuje się podobnie – jeszcze nie wyremontował ulic, na co ma jeszcze dwa lata, a już psy na nim wieszają. Nie ważne czy słusznie.

Odrywam wzrok od biegających stolarzy szukających w gorączce referendalnego zapału drewna na urny wyborcze i spoglądam na okolice. A tam płacz i zgrzytanie zębów od skalnych ścian się odbija z łoskotem. Na Olczy – Zoniówce wysypisko czy też składowisko śmieci śmierdzi na całego. Ni to otwarte a do zamknięcia. W Tatry kolejka jeździ, jeszcze po polsku, niebawem po słowacku. Mówią na dole, że nawet może na zawsze stanąć – jeśli nikt nic nie zrobi. Dalej na północ – zakopianka stoi w chmurze spalin, korek od dwóch dni, kanapki trzeba brać w podróż do Poronina. I już wiem, że tak będzie przez najbliższe lata. Że nic się nie zmieni. Ważniejsze wszak referendum i walka o władze…

Nic, idę dalej. Szkoda patrzeć w dół na ten mętlik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *