Festiwal Barok Na Spiszu 2013 pod patronatem naszej gazety internetowej Podhale Region.
Spacerkiem przez Podtatrze – Maciej Pinkwart
Wyjaśnijmy sobie najpierw, co to jest Podtatrze. Otóż niektórzy utożsamiają tę nazwę z bezpośrednią okolicą Tatr, którą Kazimierz Przerwa-Tetmajer – a za nim inni – od początków XX w. nazywają Skalnym Podhalem. To błąd!
Podtatrze to są cztery krainy geograficzno-historyczne, otaczające Tatry: od północy polskie Podhale, między Tatrami a Gorcami i Pasmem Podhalańskim, od południa słowacki Liptów, między Tatrami a Tatrami Niżnymi, od zachodu podzielona między Polską a Słowację Orawa, między Tatrami a Beskidem Wysokim, Beskidem Żywieckim, Skoruszyńskimi Wierchami i Górami Choczańskimi, od wschodu polsko-
słowacki Spisz, między Tatrami i Pieninami a Niżnymi Tatrami, Słowackim Rajem i pasmem Braniska. Podhale to dorzecze Dunajca, Liptów jako główną rzekę ma Wag, Orawa – Orawę, a Spisz przecinają Poprad i Hornad. Jak motyl nad tym podtatrzańskim czteropłatkowym kwiatem unoszą się Pieniny. I po tym to Podtatrzu będziemy sobie mniej więcej co tydzień wędrować, czasem oddalając się o spory kawałek drogi – jako że z dalszej perspektywy podobno lepiej widać (zwłaszcza w moim wieku…), trzymając się raczej traktów kulturowych, historycznych i krajoznawczych, wystrzegając się polityki i dystansując od bieżących awantur, których niestety i u nas nie brakuje.
A że ponoć muzyka łagodzi obyczaje – od muzyki tedy zaczynam.






Sierpień przyniósł w naszym regionie sporo koncertów o rozmaitym charakterze, spośród których wybieram dwie szczególnie ciekawe imprezy muzyczne, odbywające się w dwóch przeciwnych krańcach Podtatrza. Najpierw, 4 sierpnia 2013 rozpoczął się Festiwal Muzyki Kameralnej, organizowany od pięciu lat przez Krzysztofa Leksyckiego w Zubrzycy Górnej, przy wydatnym poparciu Stowarzyszenia Rozwoju Orawy i Orawskiego Parku Etnograficznego, na terenie którego, w zabytkowym XVIII-wiecznym kościele Matki Bożej Śnieżnej od 2009 r. odbywają się koncerty. Prezentowana jest muzyka tzw. poważna, o różnym zresztą charakterze (kościelna i świecka), oraz z różnych epok: najczęściej słychać barok, co jest zgodne z historią i wystrojem wnętrza kościoła, ale słuchamy tam też muzyki klasyków, romantyków, a także modernistów. Jest to festiwal skromny, w rzeczy samej – kameralny, mający w dodatku poniekąd charakter rodzinny. W tym roku, poza organizatorem, który jest zarazem koncertującym skrzypkiem i nauczycielem gry na skrzypcach i jego żoną, także skrzypaczką Iloną Nieciąg, która od poprzedniej edycji festiwalu uzyskała skrzypcowy doktorat – występowali, podobnie jak na poprzednich edycjach imprezy, przyjaciele państwa Leksyckich: przede wszystkim wierne Orawie od lat polsko-włoskie małżeństwo Anna Armatys (wiolonczela) i Gianfranco Borelli (altówka), co pozwala przed nazwą festiwalu dodawać owo tak lubiane przez Polaków słowo „międzynarodowy”. Pierwszego dnia imprezy wystąpiło obok organizatorów inne zaprzyjaźnione małżeństwo: klawesynistka Joanna Solecka i fagocista Paweł Solecki. Koncert w całości był poświęcony innej muzykalnej rodzinie – Janowi Sebastianowi Bachowi i jego dwóm synom: Carlowi Philippwi Emanuelowi (to jeden syn) i Johannowi Christianowi. Dodam od razu, że rodzinna muzykalność młodych bachątek znalazła echo w bardzo sympatycznym występie uczniów kilku szkół muzycznych (15 sierpnia 2013), na którym spośród trojga dzieci państwa Leksyckich wystąpiły dwie panny: Bernadetta i Konstancja, grał także Luca Borelli oraz syn jednego z późniejszych wykonawców – Filip Krzeszowiec z Katowic. Poza nimi występowało jeszcze dziewięcioro uczniów i absolwentów szkół muzycznych z Jabłonki (którą kieruje Krzysztof Leksycki), z Nowego Targu (gdzie uczy Ilona Nieciąg) oraz z Poronina i Zakopanego: Weronika Świetlak, Melania Garbień, Jakub Malacina, Piotr Majerczyk, Natalia Sobczak, Julia Janowiak, Paweł Kutyła, Mateusz Zwijacz i Ola Kutyła.
Najgoręcej oklaskiwany był 11 sierpnia 2013 występ śpiewaczki Aliny Urbańczyk-Mróz, która z towarzyszeniem kwartetu smyczkowego wykonywała pieśni kościelne (nieliczne) oraz operowe i operetkowe. Na ostatnim koncercie (18 sierpnia 2013) z Kwartetem Festiwalowym (Leksycki, Nieciąg, Borelli, Armatys) wystąpili muzycy słynnego Kwartetu Śląskiego (Szymon Krzeszowiec, Arkadiusz Kubica, Łukasz Syrnicki i Piotr Janosik), a słuchaliśmy oktetów smyczkowych Szostakowicza i Mendelssohna.
Koncerty zubrzyckie powtarzane były w czwartki w Nowym Targu, nie zawsze z tym samym repertuarem, zawsze przy dużym zainteresowaniu publiczności. Tegorocznej edycji Festiwalu towarzyszyła publikacja antologii poezji orawskiej, opracowanej przez Ilonę Nieciąg. Publiczności na koncertach było sporo, program interesujący, a wykonanie bardzo dobre, jednak pewna sprawa budzi mój niepokój. Obserwując co roku tę imprezę, widzę jak z powodów ograniczeń finansowych festiwal musi stale się umniejszać, ograniczać w czasie i przestrzeni. Najpierw były to koncerty weekendowe, sobotnio-niedzielne, odbywające się nie tylko w Zubrzycy Górnej, lecz także w kościołach Orawki i Lipnicy Wielkiej. Teraz miejsce koncertu jest jedno, a koncerty są tylko przez trzy niedziele sierpnia. Brak środków naturalnie ogranicza liczbę „zewnętrznych” wykonawców, a tym samym wpływa na atrakcyjność programu. Jeszcze w II edycji brał udział kilkunastoosobowy zespół „Da Camera”, założony i prowadzony przy nowotarskiej szkole muzycznej przez Krzysztofa Leksyckiego. Zespół ten słyszeliśmy jeszcze kilkakrotnie w Nowym Targu, potem była duża kampania na rzecz utworzenia w Mieście orkiestry kameralnej, która miała być finansowana przez budżet miejski i nawet raz wystąpiła w Kościele NSPJ, po czym „w tym temacie” zaległa głucha cisza. Ja rozumiem, że środki miejskie są zbyt małe i pewno zeżarły je remonty ulic, Parku i Rynku oraz spłynęły z fontanną do basenu. Ale przecież budżety się planuje i nawet zmieniać się je powinno przy otwartej kurtynie – czemu więc sprawa orkiestry nagle wpełzła pod dywan?
Pozostawiając na razie tę kwestię na boku, przenieśmy się tymczasem na wschodnią stronę polskiego Podtatrza – na Spisz. Tamtejszy festiwal Barok na Spiszu, ma podobnie jak orawski charakter weekendowy, ale rozpoczął się nietypowo, bo w czwartek (15 sierpnia 2013) i zawierał również cztery koncerty. Impreza także poniekąd jest rodzinna (i kto mówi o kryzysie rodziny w Polsce?), bowiem jej inicjatorami i organizatorami są Katarzyna Wiwer (dyrektor artystyczny i jedna z wykonawczyń) oraz jej mąż – Rafał Monita (dyrektor wykonawczy, prowadzący koncerty). Jednak na tym podobieństwa z Orawą się kończą. Ten festiwal ma charakter monograficzny – obejmuje muzykę jednego tylko okresu, ale obywa się w rozmaitych miejscach regionu: pierwszy i ostatni koncert w kościele św. Bartłomieja w Niedzicy, pozostałe w kościele Wszystkich Świętych w Kacwinie i w kościele Św. Stanisława Biskupa we Frydmanie. Wszystkie te świątynie – murowane, wznoszone w okresie gotyku, o przepięknym, barokowym wystroju wnętrza – wspaniale harmonizowały z prezentowaną muzyką. Koncerty poprzedzane były mini-wykładami albo prezentującymi historię kościoła (Kacwin), albo omawiającymi historię prezentowanych dzieł (Niedzica, Frydman – gdzie historię budowli omawiano rok temu). Ponadto w czasie trwania festiwalu można było zwiedzać (i być oprowadzonym przez wolontariuszy) barokowe kościoły także w innych miejscowościach polskiego Spisza – Jurgowie, Krempachach, Łapszach Niżnych i Wyżnych, Nowej Białej i Trybszu.
Organizatorom (formalnie były nimi: Fundacja „Kulturalny Szlak” państwa Monitów, Oficyna Artystyczna „Astraia” Rafała Monity, Gminny Ośrodek Kultury w Łapszach Niżnych z siedzibą w Niedzicy, Zamek w Niedzicy i Stowarzyszenie Rozwoju Spisza i Okolicy) udało się pozyskać kilku znaczących sponsorów (Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Urząd Marszałkowski, ZEW w Niedzicy, Instytut Muzyki i Tańca), co umożliwiło zaproszenie wielu różnych wykonawców. We wszystkich koncertach brały udział zespoły muzyczne, w skład których wchodzili śpiewacy, skrzypkowie, trębacze, organiści, perkusiści, muzycy grający na pozytywie, klawesynie, violi da gamba i violonie. Najbardziej zapracowaną osobą na festiwalu była niewątpliwie Katarzyna Wiwer, która jako sopranistka wystąpiła w trzech koncertach: w składzie zespołów: „Harmonia Sacra” (Niedzica, 15 sierpnia), „Consortium Sedinum” (Frydman, 24 sierpnia) i „Scepus Baroque” (Niedzica, 31 sierpnia).
Programowo było bardzo interesująco: 15 sierpnia usłyszeliśmy ciekawe utwory z zaginionej na wiele lat biblioteki muzycznej klasztoru księży pijarów w Podolińcu (na słowackim Spiszu), 17 sierpnia dzieła na trąbki, organy i kotły, 24 sierpnia utwory z repertuaru Kapeli Jasnogórskiej z czasów „Potopu Szwedzkiego” i wreszcie 31 sierpnia przyjęty najgoręcej przez publiczność koncert, przedstawiany jako barok Ameryki Łacińskiej, choć po prawdzie w większości wypadków były to dzieła kompozytorów hiszpańskich i katalońskich, bardzo jednak możliwe, że wykonywane również po tamtej stronie Atlantyku w murach XVII i XVIII-wiecznych katedr Meksyku i Peru – o czym mogła świadczyć aranżacja, wykorzystująca m.in. oryginalne instrumenty perkusyjne, budowane z muszli czy wielkich, prawie półmetrowych strąków.
Dla mnie bardzo ciekawy był koncert szczecińskiego zespołu, prezentującego dzieła jasnogórskie: ciekawe, urozmaicone i niezwykle nowocześnie brzmiące, przy całej swojej XVIII-wiecznej proweniencji. Zdaje się jednak, że największym hitem festiwalu była XVII-wieczna pieśń Katalończyka Joana Prima Salgan la gente de guerra, mimo smutnej tematyki (pożegnanie żołnierzy…) bardzo rytmiczna, przedstawiona przez Katarzynę Wiwer i Meksykankę Julietę Gonzalez nie tylko melodyjnym śpiewem, ale także porywającym recitativem, a nawet jakby sylabicznym scatem. Towarzyszyli im Piotr Olech – alt, Maciej Gocman – tenor, Piotr Zawistowski – bas, Ewa Chmielowska i Anna Waszak – skrzypce barokowe, Karolina Koślacz – viola da gamba, Anna Wiktoria Swoboda – gitara barokowa, Andrzej Zawisza – klawesyn, także baryton), Daniel Zorzano – violone (coś w rodzaju kontrabasu), Meksykanin i zarazem dyrektor artystyczny zespołu oraz Aleksander Tomczyk – instrumenty perkusyjne. Trudno mi było uwierzyć, że dzieło ma blisko 400 lat…
Oba festiwale mają dla mnie jeszcze inne, pozamuzyczne uroki. Żeby dotrzeć do miejsc koncertowych, trzeba wyjechać z godzinę wcześniej, mknąć przez pustacie naszych kresów i być na tyle wcześnie, żeby znaleźć miejsce na parkingu i dobre krzesło na widowni. To umożliwia wczuwanie się w atmosferę na długo przed początkiem koncertu. Szczególnie urokliwe są wieczorne lub nocne powroty: po pustych zwykle drogach, wśród orawskich mgieł, podnoszących się nad torfowiskami i między spiskimi wierchami, oświetlonymi blaskiem księżyca, wyglądającego jak skarb Inków, zatopiony w jeziorze Titicaca. Choć stosunkowo młode, dorobiły się festiwale stałej publiczności, spotykającej się z koncertu na koncert – ludzi, którzy się sobie kłaniają, wymieniają uwagi o muzyce i wnętrzach, w których się ona odbywa – a czasami w ogóle się nie znają osobiście. Byli i tacy, którzy jeździli z Orawy na Spisz i odwrotnie. Wśród nich – zarówno mieszkańcy Podtatrza, jak i przyjezdni goście. Dla jednych i drugich – piękna muzyka, wykonywana we wspaniałej scenerii, staje się dodatkową atrakcją regionu.
Mam nadzieję, że będziemy się spotykać także i za rok.