PIŁKA NOŻNA. Fatalnie dla Dawida Bartosa zakończył się sobotni mecz w Ostrowcu Świętokrzyskim. Kapitan trzecioligowego Porońca Poronin w pozornie niegroźnej sytuacji nabawił się bardzo poważnej kontuzji, która na dłuższy czas wyłącza go z gry.
– Nie było żadnego kontaktu z przeciwnikiem. Po prostu przy próbie wybicia piłki z własnego pola karnego, poślizgnąłem się i całym ciężarem ciała upadłem na lewą nogę. Poczułem, tylko że coś strzeliło w nodze. Ból był olbrzymi. Zdałem sobie sprawę, że to coś poważnego. W szpitalu okazało się, że złamałem kość strzałkową. Od razu założono na nogę gips – wyjaśnia Bartos, który jak sam podkreśla to jego pierwsza tak poważna kontuzja w już ponad 20 letniej karierze: – Do tej pory jakoś miałem szczęście. Raz naderwałem mięsień czworogłowy, poza tym było trochę urazów mięśniowych, stłuczeń, ale na ogół przerwa w treningach czy meczach nie trwała dłużej niż kilkanaście dni. Teraz wygląda na to, że na dłużej odpocznę od piłki. Na pewno to dla mnie ciężkie chwilę, bo futbol to całe moje życie. Mam tylko nadzieję, że to nie koniec tej mojej przygody – przyznaje mocno podłamany wychowanek Ruchu Chorzów, który w swojej karierze zaliczył 49 występów na boiskach polskiej ekstraklasy. Oprócz Ruchu przywdziewał m.in. barwy Górnika Zabrze, Hetmana Zamość, Zagłębia Sosnowiec. Do Poronina trafił w przerwie zimowej sezonu 2012/2013 i od razu stał się wiodącą postacią Porońca, zaskarbiając sobie sympatię kibiców.