NOWY TARG. Miasto przed I wojną i w międzywojniu po prostu miało szczęście do lekarzy-społeczników, lekarzy – działaczy patriotycznych. Doktorzy byli jednocześnie luminarzami, a wymagające empatii powołanie czyniło z nich także rzeczników narodowej sprawy. Potwierdza to cała biografia dr Jana Bednarskiego, potwierdza i postawa dr Władysława Leona Mecha, który stał się bohaterem pierwszego ze wznowionych po wakacyjnej przerwie Wieczornych Spotkań w Bursie Gimnazjalnej z historią, kulturą i tradycją w tle.
Tę nietuzinkową, charyzmatyczną postać wskrzeszał prezes nowotarskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego, Robert Kowalski, korzystając z materiałów przekazanych Towarzystwu przez wnuczkę zmarłego w 1973 r. doktora, Bogusławę Hołowczyc.
Nowotarżaninem „z pnioka” co prawda dr Mech nie był, bo pochodził z Jasła, ale z miastem związał wiele lat swojego życia i działalności, przybywszy tu po medycznych studiach w Krakowie.
Wyobraźmy sobie człowieka, który za sanacyjnych rządów na sześć tygodni po aresztowaniu trafił do obozu dla więźniów politycznych w Berezie Kartuskiej; który w grudniu 1939 r. został uwięziony w zakopiańskim „Palace” i figurował już na liście osób do rozstrzelania w razie prób sabotażu; i który w styczniu 1945 r., zaraz po wyzwoleniu – aresztowany przez NKWD – cudem uniknął wywózki na Sybir. Przez tak ciężkie terminy przeszedł nowotarski internista i pediatra z powodu swojej postawy, zaangażowania, niezłomności.
Przed I wojną dr Mech prezesował miejscowemu kołu Obozu Wielkiej Polski, był członkiem Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego. Działał też w Towarzystwie Szkoły Ludowej, rozbudowywał bibliotekę, organizował akcje stypendialne dla uczniów, odczyty i wykłady o higienie. W latach po I wojnie zasłynął w całym powiecie jako lekarz zwalczający gnębiące ludność choroby epidemiczne i weneryczne, tyfus i szkarlatynę. Jego dziełem był memoriał do rządu Rzeczypospolitej, którym wymógł wprowadzenie badań Wassermana.
Czas okupacji to dla doktora i społecznika czas pracy w szpitalu powiatowym.
– Przedwojenny antysemita w czasie wojny wspierał ludność żydowską, ratował chorych od skierowania do ciężkich robót, pod pretekstem badań przywoził do fabryki leki i żywność – mówił Robert Kowalski.
Uwięziony w zakopiańskim „Palace” wydostał się stamtąd dzięki interwencji jednego z pacjentów. Ale koniec wojny też nie oznaczał dla doktora powrotu do normalności. Aresztowany przez NKWD w styczniu 1945 r. znalazł się, wraz z kilkunastoma innymi zatrzymanymi, w rabiańskim dworze. Tam też rozpoznała go jedna z pacjentek, Janina Łapkowa, pomagając lekarzowi w ucieczce i ukryciu się. Dzięki temu dr Mech uniknął wywózki w głąb Rosji. Inwigilowany, rozpracowywany i zatrzymany był on też w 1952 r., przez Urząd bezpieczeństwa Publicznego. Ze względu na dobre kontakty z szerokim środowiskiem, Urząd Bezpieczeństwa Publicznego widział w nim kandydata na tajnego współpracownika. Nigdy jednak dr Mech nie pdjął współpracy. W latach sześćdziesiątych nosił się zamiarem wyjazdu na Zachód, ludowa władza odmawiała mu jednak paszportu.
Na Wieczorne Spotkanie z historią przybył m.in. Kazimierz Murasiewicz z Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” w Zakopanem. O doktorze Mechu mówił on z szacunkiem należnym twórcy tej organizacji od kontynuatorów dzieła.