NOWY TARG. Co roku w Gimnazjum Nr 1 powstaje niezwykły spektakl. Jest on ogniwem w łańcuchu dobra świadczonego innym. Co roku ma inną formę. Zawsze jednak młodzi twórcy, aktorzy, wykonawcy wychodzą z nim przed szerszą publiczność. I mają w tym swój zamysł. Bo jest to spektakl-przesłanie. Na scenie MOK-u odegrali go przy pełnej sali.
Tytuł: „Gdybym
miłości nie
miał…” w zasadzie
tłumaczy
wszystko.
Słowa hymnu
św. Pawła
zabrzmiały w
symbolicznym i
wymownym
finale widowiska
przygotowanego
przez młodych dla młodych i dla innych, którzy mają oczy do patrzenia, uszy do słuchania i serca otwarte.
Tym zamysłem jest przełożenie Pisma Świętego na dzisiejszą rzeczywistość. Umożliwiła to fabuła osnuta na obrazach z biblijnych przypowieści: o ogrodniku, który nadejdzie, o darowanych talentach, o czuwaniu, oliwie do lamp, pannach roztropnych itd.
Taniec wyobrażający odwieczną walkę dobra ze złem, człowiecze upadki i podniesienia, działanie szatana i jego skutki: nałogi, cierpienie, ubóstwo, samotność – był przerywnikiem scen inspirowanych słowami przypowieści. Choreografia wpleciona między symboliczne sceny przydawała dynamiki widowisku. Taniec był jak wichry targające ludzkim życiem.
Kolejne odsłony spektaklu łączyły postaci Maryi z Dzieciątkiem i Józefa, pojawiające się, by podnosić z upadku, czuwać, ratować, nieść nadzieję. Bo dobro zawsze zwyciężało.
Spektakl przygotowany przez gimnazjalistów pod okiem i ręką ich nauczycielek: Iwony Warpechy (scenariusz), Agnieszki Chowaniec i Anny Zabrzeskiej-Nowak (choreografia) oraz Doroty Kret (piosenki, warstwa muzyczna) – był zaledwie widocznym wierzchołkiem góry dobra po cichu, stale i w różnych formach świadczonego innym. Zasługa to przede wszystkim szkolnej grupy wolontariatu. Teatralna część tego wychodzenia ku bliźnim zaczęła się od przedstawienia, na które gimnazjaliści zawsze zapraszają podopiecznych nowotarskiej „Chatki”, przygotowując dla nich prezenty świąteczne.
Tego roku pokazali, jak św. Franciszek sposobił się do Bożego Narodzenia. I zaskoczyło ich samych, wzruszyło niezmiernie, gdy w pewnym momencie niepełnosprawni znaleźli się obok nich na scenie – tak, jakby po prostu chcieli wejść w świat przeniknięty dobrocią i miłością do całego stworzenia.