Dla kogo ten Urząd? Dla kogo ta sesja?!

Stan drogi przez osiedle Fot. z archiwum mieszkańcówNOWY TARG. Podpadł magistrat, ale też podpadła znaczna część radnych mieszkańcom os. Bohaterów Tobruku. Oficjalna skarga na Urząd Miasta, ze szczególnym uwzględnieniem naczelnika wydziału gospodarki komunalnej i drogownictwa, Mariana Twaroga, poszła do marszałka województwa.

W czasie deszczu Fot. z archiwum mieszkańcówPrzedstawicielka Schlapane ogrodzenia Fot. z archiwum mieszkańców osiedla, dr Anna Ujwary-Gil, pięć i pół godziny spędziła na sesji Rady, by móc zreferować sprawę w… pięć minut, w wolnych wnioskach. Z powodu przedłużania się obrad przewodniczący wprowadził bowiem limity czasowe dla zabierających głos. I dostało się wtedy całemu Urzędowi z burmistrzem na czele…

32 mieszkańców os. Bohaterów Tobruku za dowód „skandalicznej bylejakości urzędniczej”, indolencji i lekceważenia uznało potraktowanie ich 12-letnich już starań o doprowadzenie do przyzwoitego stanu drogi przez osiedle, leżące kilkaset metrów od centrum miasta.

Anna Ujwary-Gil w imieniu mieszkańców osiedla starała się poruszyć sumienie władz miasta:

– Droga jest nieoświetlona, nie można po niej chodzić, jeździć samochodem, ogrodzenia są zbryzgane błotem, a latem unoszą się tumany kurzu.

Mówiła o dziewięciu złożonych pismach, o kilkudziesięciu w sumie wizytach u naczelnika wydziału gospodarki komunalnej i drogownictwa oraz u burmistrza. Boje „tobrukczyków” – najpierw o kanalizację i wodociąg, teraz o drogę, „z której można normalnie korzystać” – ciągną się już 12 lat. Mieszkańcy osiedla to 67 osób, w tej liczbie 32 dorosłych.

Walcząc z błotem i kurzem pokrywającym elewacje, upominajac się o godziwy dojazd do domów, tworząc pisma, załączniki i robiąc zdjęcia – nie przypuszczali z początku mieszkańcy osiedla, że będą musieli walczyć także z Urzędem, który przecież powinien działać dla dobra obywateli i być ich naturalnym sojusznikiem. Ale wyszło inaczej…

Gdy 1 października reprezentantka mieszkańców skierowała do przewodniczącego Rady, adresowaną imiennie oficjalną skargę na Urząd reprezentowany przez burmistrza i naczelnika „drogownictwa”, skarga ta została przekazana wiceprzewodniczącemu Lesławowi Mikołajskiemu, a przez wiceprzewodniczącego – burmistrzowi. To, że burmistrz miałby być „sędzią we własnej sprawie”, jeszcze bardziej rozsierdziło skarżących się.

A skarga dotyczyła zaniechania „jakichkolwiek działań skutkującymi trwałą poprawą stanu drogi do jej użytkowalności, bez szkód dla pieszych oraz mienia prywatnego”. Załącznikami były skany pism i materiał zdjęciowy ilustrujący stan rzeczy.
Przykład „pseudodziałań” podjętych przez naczelnika „drogownictwa” w 2009 r. to poprawa drogi wykonana przez „drogowców podpierających się łopatami, którzy przejechali dwukrotnie walcem mając do dyspozycji 1 metr sześcienny podsypki”. Wkrótce „poprawiona” droga wróciła do jeszcze gorszego stanu. Na sposób wykonania „poprawy” mieszkańcy skarżyli się znowuż dwukrotnie. I bez widocznego skutku. Urząd wytłumaczył im ten brak należytej staranności tym, że „nie są w układzie miejskiego oddziaływania”.

Jakie konsekwencje wyciągnięto wobec Mariana Twaroga? Dlaczego urzędnicy w naszym mieście czują się bezkarni?! (takich spraw jest kilkadziesiąt: kto odbierał drogę Partyzantów? Na skargę mieszkańców o stan tej drogi po remoncie usłyszeli oni od Naczelnika: „chcecie nowej drogi, zaraz będziecie chcieli progi zwalniające” (niewiarygodne!). Jak wygląda droga Schumana, po której nie da się przejechać rowerem, a co dopiero przejść pieszo? Poprawa drogi miała miejsce niedawno na ul. Pod Brzegiem, gdzie po 2 tygodniach droga wymaga ponownej poprawy) – piszą teraz skarżący się.

– Pan Burmistrz zapytał mnie: „a ile osób mieszkało na os. w 2000 roku?” – nie może zapomnieć Anna Ujwary-Gil. – Mamy 2012 rok! Inne pytanie: „po coście się tam budowali?”, lub inne w rodzaju” po coście się tam budowali, jak żeście wiedzieli jaka tam jest woda?”.

Uraziło ja również zachowanie wielu radnych, którzy śmiali się, zwracali uwagę, gdy niechcący zajęła miejsce w trzecim rzędzie sali obrad, żuli gumę, ale przede wszystkim nie wykazali żadnej woli, by mieszkańcom os. Bohaterów Tobruku ulżyć w trudach bytowania przy nieutwardzonej ulicy, choć problem był zgłaszany.

Determinacja walczących o drogę jest tak duża, iż rzeczywiście gotowi są skarżyć się nawet do instytucji europejskich.
Jeden tylko radny, Grzegorz Watycha, zabrał w tej sprawie głos, stwierdzając:

– Pani należy się słowo „przepraszam” za zachowanie urzędników. Nie tak obywatele powinien być traktowany.

On też postulował, by sprawę załatwić przez położenie choćby cienkiego dywanika asfaltowego, który zapobiegnie rozjeżdżaniu i deformowaniu się żwirowej drogi. Bo inaczej już wykonana robota zostaje zmarnowana.
Ale nic na razie nie wskazuje, by Urząd zareagował szybko i zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców wcale nie peryferyjnego osiedla.

Szerzej – wkrótce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *