NOWY TARG. Miało być merytorycznie i konkretnie – bez show, quizu, zabawy we wzajemne komplementy i bez dłużyzn w wypowiedziach, czemu służył ścisły limit czasowy. Z taką formułą debaty gospodarczej wyszły do sześciorga kandydatów na burmistrza Nowego Targu Nowotarska Izba Gospodarcza i Kongregacja Kupiecka.
Nic więc dziwnego, że w sali Euroregionu „Tatry” na stole zadających pytania najczęściej używanym rekwizytem był dzwonek. Ale organizatorzy grali fair – w związku z ograniczeniem czasowym i wagą pytań, przedstawili je kandydatom odpowiednio wcześniej, dając szansę przygotowania krótkiej i treściwej wypowiedzi, nawet na piśmie. Ponieważ cała szóstka występowała wcześniej publicznie, każdy z niej musiał wiedzieć, iż minuta pozwala na szybkie odczytanie niecałej kartki „znormalizowanego” maszynopisu lub wypowiedzenie zaledwie kilku zdań. I nie więcej. Dali więc przepytujący przepytywanym niezgorszy „wycisk” w dziedzinie dyscypliny słowa.
Można było takich warunków nie przyjąć, ale cała szóstka – w osobach Jolanty Bakalarz, Marka Fryźlewicza, Pawła Liszki, Norberta Rapackiego, Gabriela Samoleja i Grzegora Watychy (kolejność alfabetyczna) zgodziła się jak jeden mąż. Debata gospodarcza to bowiem dla każdego jeszcze jedna szansa zaprezentowania publicznie choćby elementów wyborczego programu. Żeby było sprawiedliwie a nie „za alfabetem” i bez sugerowania się z góry wiadomymi poprzednikami – na każde z pytań kandydaci odpowiadali w kolejności wcześniej wylosowanej.
Nie każdy jednak zmieścił się w minucie – począwszy od autoprezentacji na wstępie. Prowadzący, czyli Leszek Jędrysko, musiał przerywać. Bo pytań czekało kandydatów jeszcze dziesięć.
Dotyczyły one:
– sytuacji gospodarczej Nowego Targu i pomysłu na jej poprawienie
– struktury firm i sposobu polepszenia warunków funkcjonowania małych przedsiębiorstw
– kierunku rozwoju przedsiębiorczości w mieście
– opinii o wysokości podatków lokalnych i wizji tego systemu
– stosunku do Strefy Płatnego Parkowania
– woli i sposobu współpracowania z samorządami gospodarczymi
– możliwości zapobiegania bezrobociu
– stref gospodarczych i partnerstwa publiczno-prywatnego
– lokalnych marek, promowania produktów regionalnych i jarmarków
– wizji rozwoju turystyki, zagospodarowania Gorców, pomysłów na nowe atrakcje oraz sposobu „dogadania się” z Gorczańskim Parkiem Narodowym i Lasami Państwowymi.
Materia – jak widać – obszerna, a limit czasowy – krótki. Skutkiem tego już przy pierwszym pytaniu wielu nie zdążyło przejść od analizy sytuacji gospodarczej miasta do pomysłu. Albo padały hasła – np. „konsolidacja rodzimego kapitału” – bez wytłumaczenia, jak ma się to dokonać. Wypełniający salę „Euroregionu” nie zdążyli usłyszeć, jak można zahamować wypływ młodzieży za granicę, czym przyciągnąć inwestorów i jak odtworzyć „urwany” handel ze Wschodem.
Konkretniej wyglądały już pomysły na poprawienie warunków funkcjonowania małej przedsiębiorczości: zmniejszenie podatków od nieruchomości, preferencje podatkowe, stworzenie „marki nowotarskiej” w opozycji do hipermarketów, wdrożenie unijnej pomocy finansowej oraz doradztwa dla mikro- i makroprzedsiębiorstw, różnicowanie podatków w zależności od strefy miasta.
Rozwój przedsiębiorczości w mieście kandydaci wiązali głównie ze strefami ekonomicznymi i sprzyjaniem inwestycjom, z partnerstwem publiczno-prywatnym, rozwojem branży takiej jak technologie związane z gospodarką niskoemisyjną, z obsługą ruchu turystycznego, produkcją (już nie usłyszeliśmy jaką), stworzeniem ośrodka narciarskiego w Gorcach i inkubatorów przedsiębiorczości we współpracy z Wyższą Podhalańską.
Fakt, że żaden z kandydatów – wbrew faktom i terenom przeznaczonym w planach przestrzennych na takie obiekty – nie roztaczał wizji Nowego Targu jako podhalańskiego centrum handlu wielkopowierzchniowego, trzeba zapewne tłumaczyć tym, iż audytorium tego spotkania stanowili głównie przedstawiciele drobnej przedsiębiorczości…
Podatki lokalne okazały się tematem wcale nie łatwym, jako że z jednej strony stanowią przychód miasta, z drugiej – trzeba mieć świadomość społecznych i gospodarczych skutków ich wysokości oraz „konkurencji” sąsiednich gmin, nawet Słowacji. Jedni twierdzili, że powinny być obniżone, drudzy – że „wypośrodkowane”, inni – że promujące tradycyjne zawody, rozwój biznesu i tworzących miejsca pracy.
Dość mocno zróżnicował natomiast kandydatów stosunek do Strefy Płatnego Parkowania: od „konsekwentnie przeciw” Gabriela Samoleja po twierdzenie, Marka Fryźlewicza, że „bez tego nie rozwiążemy problemu braku miejsc parkingowych, choć można się zastanawiać nad zasięgiem Strefy”. Reszta była za tworzeniem miejsc parkingowych przy obiektach użyteczności publicznej; za reorganizacją ruchu i zmianą sposobu parkowania na „ukośny”.
Do współpracy z samorządem gospodarczym deklaratywnie chętni byli wszyscy, choć kamyczkiem do ogródka Izby i Kongregacji było przypomnienie braku ich odpowiedzi na prośbę o opinię w sprawie Strefy Płatnego Parkowania w fazie przygotowań. Jeden z kandydatów zapowiadał reaktywowanie Społecznej Rady Gospodarczej przy burmistrzu – jak to było za kadencji Józefa Ramsa.
Bezrobociu kandydaci chcą zapobiegać albo przez ofertę kształceniową PPWSZ odpowiadającą potrzebom rynku, albo przez rozmowy z inwestorami we celu tworzenia miejsc pracy dla nisko kwalifikowanych sił i długotrwale bezrobotnych. Wracali do szans, jakie stwarzają strefy aktywności gospodarczej. Jeden mówił o sprzężonym zaangażowaniu do zwalczania bezrobocia samorządu, instytucji, szkół i biznesu.
Partnerstwo publiczno-prywatne (którego przykładem w mieście są na razie tylko „Dekada” i Targi Bożonarodzeniowe) chcieliby kandydaci wykorzystać przy: modernizacji hali Lodowej, budowie ośrodków narciarskich, rozbudowie lotniska dla potrzeb małego ruchu pasażerskiego. Jeden z nich rozpędził się tak, że w odpowiedzi na pytanie o partnerstwo ujął nawet szynobus i szybki pociąg z Nowego Targu do Zakopanego. Chociaż – kto wie, jak daleko zajdzie w najbliższych latach prywatyzacja…
Mówiąc o markach, produktach regionalnych i jarmarkach, widzieli potrzebę rozszerzenia listy certyfikowanych wyrobów, wspominali o akcji „kupujcie u swoich”, o perełce, jaką jest szlak rowerowy, o nowotarskich lodach, kożuchach, hokeju, szlaku bacówkowym, o powrocie sprzedaży produktów regionalnych na rynek.
Przy kwestii turystycznego zagospodarowania Gorców jeden z kandydatów oświadczył, że jest szansa „dogadania się” z Lasami Państwowymi i GPN-em, by w otulinie Parku można było tworzyć infrastrukturę narciarską. Inny zwracał uwagę, że Lasom Państwowym trzeba by zapłacić, poza tym lepiej unikać wylesienia. Była mowa o konieczności współpracy z sąsiednimi gminami przy tworzeniu dróg rowerowych i tras narciarskich, o przekształceniu Hali Lodowej w obiekt widowiskowo-sportowy. Nie brakło też przypomnienia, że chcąc „otwarcia na Gorce”, lepiej zacząć od pomysłów realnych, czyli od Dziubasówek, ponadto pierwszym warunkiem rozwoju turystycznego jest szybki i bezpieczny (w godzinę) dojazd z Krakowa.
W finale kandydaci mieli możliwość ocenienia formuły i przydatności debaty. Wszyscy byli za nią wdzięczni, choć „przypominała maraton” i choć termin wydał się im zbyt późny w stosunku do kampanijnego kalendarza. Ale w kwestii, że zawsze warto spotykać się z mieszkańcami, sprawiając, „żeby byli mądrzejsi” – zawsze warto. Ocenie debaty towarzyszyła nawet nadzieja, że podobne będą już systematycznie organizowane przez gospodarczy samorząd.
Kampania tymczasem trwa – nawet w barwniejszych niż poprzednie kampanie przejawach. Nie ogranicza się bowiem do „walki” na bilboardy, banery, plakaty, ulotki wrzucane do skrzynek wyborców czy zostawiane w uczęszczanych miejscach. Były też happenngi, poczęstunki, rozdawania gadżetów i słodyczy, kandydato-busy i megafony na samochodach. Gdyby konieczna okazała się druga tura – inwencja komitetów może być jeszcze większa.
Na kanwie debaty także – list do Redakcji:
Fot. Anna Szopińska