Czynił tę ziemię piękniejszą (z galerią zdjęć)

tutkaposBIAŁY DUNAJEC. Grudzień to miesiąc, w którym minęła pierwsza rocznica śmierci Władysława Trebuni-Tutki – człowieka, który był artystyczną „marką” Białego Dunajca i osobowością niepospolitą. Nic dziwnego, że na rocznicowych posiadach zebrała się cała plejada podhalańskich twórców, plastyków, muzyków, ludzi krzątających się wokół kultury i góralszczyzny. Bo Władysław Trebunia był człowiekiem wielu talentów i przyjacielem mistrzów wszech dziedzin.

Malarz, projektant, muzyk, architekt, laureat m.in. Nagrody im. Oskara Kolberga, honorowany mnóstwem innych nagród, odznaczony m.in. Srebrnym Medalem „Goloria Artis”; człowiek, którego dzieła zdobią ileś podhalańskich świątyń – do końca swoich dni robił dobry użytek zarówno ze swoich uzdolnień, jak i z wykształcenia zdobytego w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Rozliczne talenty Władysława Trebuni przeszły i na jego wszystkie umuzykalnione dzieci: Krzysztofa – architekta i nauczyciela, Anię – graficzkę i malarkę, Jana – artystę lutnika, projektanta mody. Dzięki swojej artystycznej kulturze, wszechstronności, zakorzenieniu w góralszczyźnie i wyczuciu jej charakteru – pozostanie kimś niezapomnianym. Kimś, kto zostawił wiele dowodów swojego talentu rozsianych po różnych miejscach skalnej ziemi.

Nic dziwnego, że grudniowe, wieczorne posiady w GOK-u zgromadziły tylu krewnych i przyjaciół, znajomych i sąsiadów białodunajeckiego artysty. Rodzinna gmina oddawała mu hołd razem z kwiatem podhalańskich twórców, duchownymi, samorządowcami. Płynęły na tym wieczorze wspomnienia ujmujące za serce, barwne, z osobistej znajomości i serdecznej przyjaźni płynące.

Wszystko odbywało się w otoczeniu Władysławowych dzieł, przy dźwiękach góralskiej muzyki dobywanej z wszelkiego rodzaju instrumentów – od potężnych trombit Krzysztofa, przez „kozę”, po skrzypce i basy. Towarzyszył wspominkom i taneczny wir. Wszak muzyka i taniec były nieodłączną częścią jego pięknego żywobycia.

Spod samych Tatr przyjechali, by uczestniczyć w tym serdecznym wspominaniu m.in. starosta tatrzański Andrzej Gąsienica-Makowski, zawołany tancerz i gawędziarz Józef Pitoń, przyjaciel z artystycznego i nauczycielskiego kręgu, również białodunajczanin – Ireneusz Wrzesień.

Spod jego pióra właśnie wyszedł liryczny rys poświęcony osobie i sztuce Władysława Trebuni, w której splatają się nierozerwalnie, sycą się wzajemnie dźwięk z ruchem i obrazem:

Trudno jest oddzielić muzykowanie Władysława Trebuni-Tutki od szerokiej przestrzeni jego malarskich dokonań. Obie pasje artysty były tak mocno i silnie ze sobą powiązane, że stanowiły o istocie jego osobowości.
Ogromnie trudno także ująć w jakiekolwiek ramy malarską dyspozycję Władysława.

Tematycznie byłoby to najprościej: jest to malarstwo rodzajowe, pejzażowe, portretowe, a przede wszystkim malarstwo o świecie góralskim, który przemija. Jesień i zima, błyszczące płaty śniegu w załomach skalnych, potem już redyki, wiosenne przepaski, turlikanie dzwonków, bek owiec i przyśpiewki honielników… Szarugi jesienne, obolałe drzewa i koń strudzony, bacówka niewygód pełna, tajemnicza koleba, watra przygasła, to znów żywiołowy taniec – wszystko wplecione w codzienność góralskiego trudu.

Tak na pozór malowanie Władysława – może i prędkie, może zbyt spontaniczne – przy głębszym spojrzeniu jest pełne uroku i intymności. Charakteryzuje go wyjątkowa celność obserwacji, poczucie ruchu, nastrój i pogodny liryzm. Ważnym jest, że przywiązanie Władysława do ziemi, domu rodzinnego i starej góralszczyzny były szczere. W tym tkwi z pewnością siła jego malarstwa i wszystkich innych dziedzin plastycznych, jakie uprawiał.
Tematyka górska w malarstwie zawsze inspirowała twórców. Temat to niełatwy, dobrze malować góry udawało się tylko najlepszym. Góry Władysława, pełne skalnego ogromu w błękitach, wzruszają, ich skamieniały świat w ciszy wielkiej przepływa wolno pod zielonym niebem…

Tysiące rysunków, niezliczone studia portretowe, projekty tkanin i witraży to niekończący się ciąg twórczych doświadczeń i eksperymentowania. Był Władysław niestrudzonym dokumentalistą góralskiego obyczaju, wiarygodnym świadkiem jego przemijania i rodzenia się na nowo. Malarskie opisy tej rzeczywistości, tak różnorodne w formie i treści, są dla nas wobec nowoczesnej cywilizacji szerokiego świata nie tylko ukojeniem, ale także wyrazem uświadamiających lęków o naszą drogę -do jutra. Z uporem prawie powtarzany wielokrotnie portret starego Stanisława Mroza – to jakby wewnętrzny, rodzinny obrachunek Władysława, to wyraz ciągłości wielu światów podhalańskiej egzystencji.

Ireneusz Wrzesień

Fot. Stanisław Gał i Krzysztof Jarosz (z archiwum GOK-u w Białym Dunajcu)

Tutaj – galeria zdjęć:

Pierwsza rocznica

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *