NOWY TARG. Takich spraw w całej Polsce toczy się ponoć kilka. Ale tylko jedna dotyczy rozgrywek hokejowych, bo cała reszta – meczów piłki nożnej. Przed Sądem Rejonowym w Nowym Targu odbyły się już dwie rozprawy w postępowaniu rozpoczętym w październiku ubiegłego roku, zawiadomieniem policji i prokuratury, że Miejski Młodzieżowy Klub Sportowy zorganizował pierwsze w sezonie 2011/2012 mecze z naruszeniem Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych.
Termin trzeciej rozprawy sędzia wyznaczył na styczeń. I na razie nic nie wróży ani polubownego zakończenia ani uznania obecności kibiców na trybunach za czyn „o małej szkodliwości społecznej”.
Reprezentująca MMKS pani prezes Agata Michalska jest zagrożona poważnymi konsekwencjami, które opisuje art. 58 wspomnianej ustawy:
(…) Kto organizuje imprezę masową bez wymaganego zezwolenia lub niezgodnie z warunkami określonymi w zezwoleniu albo przeprowadza ją wbrew wydanemu zakazowi, podlega grzywnie nie mniejszej niż 240 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
Zawiadomienie na policję i do prokuratury złożył ówczesny dyrektor Miejskiego Zakładu Gospodarczego Zieleni i Rekreacji, Krzysztof Wojtaszek, po pierwszych rozgrywkach ligowych, czyli dwumeczu Podhale – Polonia Bytom. Zawiadomienie było kolejną odsłoną konfliktu, jaki od początku sezonu 2011/2012 nabrzmiewał wokół lodowiska, pomiędzy administratorem obiektu a Klubem.
Dyrektor Wojtaszek zarządzał wtedy obiektem z ramienia miasta, a pani prezes MMKS pełniła swoją funkcję zaledwie dwa miesiące.
Co roku przed sezonem, w sierpniu lub we wrześniu, Komenda Powiatowa PSP przeprowadza na lodowisku dużą kontrolę pod kątem sprawności systemów zabezpieczenia przeciwpożarowego. Tak było i wtedy, jednak kontrola nie zakończyła się podpisaniem protokołów i wystawieniem przez straż opinii potrzebnej do uzyskania zgody na organizowanie imprez masowych.
Przyczyną były drobne sprawy techniczne. W międzyczasie Zarząd MMKS-u przedstawił burmistrzowi swoje stanowisko, wskazując winnego tego stanu rzeczy, czyli Krzysztofa Wojtaszka. On natomiast, podczas rozmowy z komendantem powiatowym PSP, kpt. Mariuszem Łaciakiem, dowiedział się, że straż opinii dopuszczającej obiekt do organizowania imprez masowych nie wystawiła, bo nikt o nią nie wystąpił. A jest to obowiązkiem organizatorów imprez, w tym przypadku Klubu. Dzwonił jeszcze do Komendy Powiatowej Policji, gdzie uzyskał informację, że MMKS wystąpił o zgodę zorganizowania meczów dla publiczności 299-osobowej (podczas gdy wyznacznikiem imprezy masowej jest udział 300 i więcej osób).
Opinia straży pożarnej jednak nie musiałaby być wiążąca, gdyby zgodę na imprezę masową podpisał burmistrz, biorąc na siebie pewne ryzyko. Ale tak się nie stało.
W każdym razie weekendowe mecze się odbyły.
Czy można ustalić, ilu kibiców znajdowało się wtedy na trybunach?
Dyrektor ZGZiR powoływał się na przekazy medialne mówiące nawet o ok. 1.000 osób.
Pani prezes Michalska przedstawiła natomiast dowody w postaci protokołów meczowych (tworzonych przez niezależnych sędziów PZHL) oraz protokołów kasowych, gdyż MMKS udostępnił do sprzedaży tylko 299 biletów.
– Zdecydowaliśmy się rozegrać te mecze ze świadomością, że 229 osób na trybunach nie powoduje uznania imprezy za masową – mówi ona. – Kontaktowaliśmy się wcześniej z policją i z prezesami innych klubów, z ochroniarską firmą „Solid”, która zabezpiecza duże imprezy sportowe w Krakowie. To samo mówili i burmistrz, i radca prawny – że impreza z udziałem mniej niż 300 kibiców masową nie jest. Jeśli tyle osób, które muszą być dla mnie autorytetem twierdziło zgodnie, że 299 osób imprezy masowej nie stanowi, to oparłam się na ich opinii, uznając, że taka wiedza panuje. Ponadto w dniu meczu, na stronie internetowej MMKS, opublikowaliśmy informację o sytuacji z prośbą do kibiców, by nie przychodzili na mecz, gdyż mogą go obejrzeć w telewizji. Na policję i do straży pożarnej wysłaliśmy informację, że impreza nie jest masowa. Mieliśmy już wtedy zgody policji, Sanepidu, służb medycznych. Brakowało tylko zgody straży pożarnej, bo instalacja gazowa na lodowisku nie miała jeszcze zrobionego przeglądu. To jednak leżało już w gestii administratora obiektu.
Dyrektor podnosi, że MMKS nie wystąpił o pozytywną opnię do straży pożarnej. Pani prezes twierdzi, że wniosek złożyła, lecz wycofała go za radą strażaka, który sugerował, że jeśli wycofa i potem złoży ponownie – uniknie dłuższego czekania na pozytywną opinię. Tydzień później taką opinię MMKS rzeczywiście już miał.
Do tej pory sąd wysłuchał zeznań b. dyrektora ZGZiR, burmistrza, strażaka i – z ramienia MMKS – Grzegorza Batkiewicza odpowiedzialnego za imprezy masowe. Trzecia rozprawa pokaże, czy będą powoływani kolejni świadkowie, czy też postepowanie będzie już zmierzać do rozstrzygnięcia.
Na razie prokuratura stoi na stanowisku, że w tej sprawie mniej istotna jest liczba osób na trybunach i pozytywne opinie poszczególnych służb (z wyjątkiem straży pożarnej), gdyż mecze bez zezwolenia na organizowanie imprez masowych po prostu nie miały prawa się odbyć. Nawet przy jednej osobie na trybunach.
– Presja społeczna na to, by się odbyły z publicznością, była wtedy ogromna – przypomina pani prezes Michalska. – Ludzie chcieli już przyjść na mecze. – Poza tym trzy walkowery oznaczają wykluczenie z rozgrywek ligowych. Elementów wpływających na podjęcie decyzji o zorganizowaniu meczów było wiele. Wniosek główny o pozwolenie na organizowanie imprez masowych złożyliśmy już w sierpniu i prokuratura teraz twierdzi, że od tego momentu liczył się czas. Było to więc zrobione nawet znacznie wcześniej niż wymagają przepisy mówiące o 30 dniach przed meczem. Dziś jestem bogatsza o wiedzę, że wcale nie musiałam wycofywać wniosku złożonego wtedy o pozytywną opinię do straży pożarnej i że burmistrz mógł nam wydać zgodę warunkową na dwa tygodnie. Ale wtedy byłam prezesem zaledwie dwa miesiące…
W toczącym się przed sądem postępowaniu pod względem praktycznym nikt niczego nie wygrywa: dyrektor Zakładu Zieleni stanowisko stracił po wypowiedzeniu mu umowy przez burmistrza, pani prezes MMKS może stracić funkcję społeczną, a nawet pracę. Jest to więc spór o interpretację przepisów i o zasady, wszczęty w sytuacji, gdy – jak wskazuje rekonesans poczyniony przez MMKS – wiele polskich klubów mecze bez wymaganego zezwolenia jednak jakoś organizuje. Wszakże sądową machinę trudno już zatrzymać.
Fot. Anna Szopińska