HOKEJ. Rozmowa z 29 letnim, Tomaszem Handzlem, nowo wybranym prezesem Miejskiego Młodzieżowego Klubu Sportowego Podhale Nowy Targ.
Pana wybór na prezesa MMKS Podhale wywołał w środowisku mieszane odczucia. Są tacy którzy mówią, że „porwał się pan z motyką na słońce” i nie do końca jest pan świadom wyzwania jakiego się podjął…
– To są opinie ludzi, którzy mnie nie znają. Ci którzy wiedzą jakim jestem człowiekiem mają zgoła odmienne zdanie. Przede wszystkim jednak sam jestem pełen wiary w to, że podołam temu wyzwaniu. Gdybym jej nie miał, na pewno bym nie zdecydował się kandydować. Od dziecka jestem kibicem Podhala, od 1999 roku jestem prawie na każdym meczu na naszym lodowisku. Dobro klubu leży mi na sercu i poczułem się w obowiązku by pomóc.
Tyle że kibicowskie spojrzenie na klub to zupełnie co innego, niż zarządzanie nim i podejmowanie kluczowych dla jego przyszłości decyzji…
– Zgadza się. Jestem tego w pełni świadom, ale nie boję się tego. Mam już pewne doświadczenie w zarządzaniu różnego typu organizacjami czy też prowadzeniem firmy. I tak samo podchodzę do pracy w stowarzyszeniu jakim jest MMKS Podhale. Poza tym nie jestem sam. Dobrałem sobie ludzi do pracy w zarządzie, którym ufam i w których wierzę. Ponadto w klubie jest wielu ludzi od lat związanych z hokejem: trenerów, działaczy czy byłych znakomitych zawodników z olbrzymi bagażem doświadczeń, a co też z tego wynika różnego rodzaju kontaktów na świat. Bardzo liczę na ich opinie, sugestie i podpowiedzi. Z każdym chętnie porozmawiam.
Ktoś pana namawiał do tego by kandydować na to stanowisko?
– Nikt. To tylko i wyłącznie mój świadomy wybór. Już przed rokiem chciałem zaangażować się w pewnym stopniu w życie klubu. Rozmawiałem nawet w tym temacie z ówczesnym zarządem, ale z różnych powodów nie udało się nam nawiązać współpracy. Kiedy więc pojawiał się informacja o tym, że będą wybory pomyślałem sobie czemu by nie spróbować.
Było o tyle łatwiej, że nie miał pan kontrkandydata…
– Proszę mi wierzyć, że gdyby była jakaś inna osoba, chętna na to stanowisko to bym się poważnie zastanowił nad tym czy samemu kandydować. Raczej nie widziałbym siebie w czymś rodzaju wyścigu po „stołek”, przekrzykiwaniu się na hasła wyborcze. To nie dla mnie. Zgłosiłem się bo z informacji jakie do mnie docierały wynikało że nie ma nikogo chętnego na prezesa. A to mogło by poważnie zachwiać całym klubem.
Poznał pan prawdziwe powody dymisji pana poprzedników? Bo te przedstawione przez byłego już prezesa Roberta Zamarlika w trakcie Walnego Zebrania raczej nikogo nie przekonały…
– Dla mnie to co zostało powiedziane w tym wystąpieniu jest zrozumiałe i w pełni akceptuję, i szanuję decyzję każdego z członków zarządu. Nie doszukuję się tutaj nic szczególnego. Po prostu zakończył się pewien etap w życiu klubu i z dniem 21 listopada rozpoczął się nowy. Do przeszłości już nie wracam.
A jak pan oceni tę kadencję byłego zarządu?
– Przede wszystkim mam do tych wszystkich ludzi olbrzymi szacunek. Doskonale wiemy w jakich okolicznościach przejęli władzę w klubie. Osobiście uczestniczyłem w 2012 roku w Walnym Zebraniu Wyborczym. Wiem co tam się wtedy działo. Klub znalazł się na zakręcie, groził mu tak naprawdę upadek. Pan Zamarlik wspólnie z Agatą Michalską i Januszem Kmiecikiem podjęli się karkołomnego wyzwania. Teraz możemy stwierdzić z całym przekonaniem, że mu podołali. Wyprowadzili klub na prostą, przywrócili mu należyte miejsce w hierarchii i myślę że dzięki temu już na stałe wpisali się w jego historię.
Tyle, że wynik w młodzieżowych kategoriach z roku na rok są gorsze…
– Dlatego ja tutaj jestem. Postaram się poszukać przyczyn i wcielić plan „naprawczy” by znów mówiono o tym, że Nowy Targ jest kolebką polskiego hokeja.
Sprecyzujmy pana hasła wyborcze. Pierwsze z nich mówi o ociepleniu w mieście klimatu wokół hokeja…
– Nie bez powodu mówi się, że w Nowym Targu każdy zna się na hokeju. To wynika przede wszystkim z olbrzymiej tradycji, którą zapoczątkowali nasi przodkowie. A wiadomo ile ludzi, tyle opinii. Przez to tworzy się wiele niepotrzebnych podziałów, także wewnątrz środowiska. Pojawia się jakaś dziwna walka na słowa. A to tylko i wyłącznie negatywnie wpływa na wizerunek klubu. Dlatego moim zadaniem w tej kwestii jest to by osoby decyzyjne w klubie rozmawiały ze sobą i wspólnie podejmowały działanie w wielu aspektach życia klubu. Już pewne kroki w tym kierunku podjąłem. Przeprowadziłem pierwsze rozmowy z pracownikami klubu. Rozmawialiśmy na wiele tematów. Ich odbiór jest bardzo pozytywny. Widzę, że każdemu bardzo zależy na losach klubu. To mnie cieszy, bo w życiu pozytywne podjecie jest bardzo istotne. W najbliższym czasie rozpocznę też spotkania z rodzicami każdej z grup. Jeżeli będzie taka wola, jestem gotów tego typu spotkania częściej organizować.
Kolejny postulat to działania mające na celu zebranie jak największe liczby dzieci do klubu…
– W tej kwestii pole działanie jest bardzo szerokie, przede wszystkim jeżeli chodzi o sprawy marketingowe. Musimy „otworzyć” się na świat, wyjść do ludzi pokazać czym jest hokej, jak ważną odgrywa w naszym mieście i jak wiele wnosi w kwestiach wychowania i dojrzewania dziecka. Musimy też stawić czoła błędnej opinii, która ostatnimi czasy nabrała na sile, że hokej jest drogim sportem. Oczywiście gra w hokeja ciągnie za sobą pewne zobowiązania, również finansowe, ale nie w takim stopniu, jak ostatnimi czasy przyjęło się mówić. Jest wiele narzędzi ku temu by minimalizować te koszta.
Dostrzega pan też błędy w sprawach organizacyjnych klubu…
– Przede wszystkim zła komunikacja i działanie wbrew pewnym standardom obowiązującym w świecie. Musimy też dopracować kwestie związane z przepływem informacji w klubie. Musimy dążyć by nasz klub działał jak dobrze prosperująca firma.
Co pan ma na myśli mówiąc o poprawie i ujednoliceniu programu szkolenia w klubie? Można się spodziewać w tej kwestii rewolucyjnych zmian?
– Żadnych rewolucji nie będzie. Uważam że mamy w klubie bardzo dobrych szkoleniowców. Są w tej grupie zarówno doświadczeni trenerzy jak Andrzej Słowakiewicz, Jacek Szopiński czy Ryszard Kaczmarczyk, ale też mamy nowe trenerskie pokolenie w osobach Marka Rączki czy Rafała Sroki. Musimy wykorzystać ich wiedzę. Jedyne nad czym musimy popracować to nad koordynacją całego pionu szkoleniowego. Świetnie by było gdyby udało się nam stworzyć w klubie stanowisko szefa wyszkolenia, czyli osoby która będzie miała za zadanie sprawować pieczę nad pracą każdego z trenerów, dbać o to by wszystko odbywało się w zgodzie z obowiązującymi standardami i monitorowało rozwój poszczególnych grup wiekowych. Czas pokaże czy finanse nam na to pozwolą.
Skoro o finansach mowa, to w swoim mówił pan o konieczności poszukiwań i wprowadzenia nowych źródeł finansowania….
– Wiadomo że pieniądze są niezbędne do tego by klub funkcjonował i się systematycznie rozwijał. Pomysłów na ich pozyskiwanie jest wiele. Mamy już pewne konkretne kierunki, ale za wcześnie o nich mówić, bo wszystko jest na etapie przygotowania. Musimy przede wszystkim stworzyć produkt, który zainteresuje sponsorów. To jest bardzo pracochłonne i wymaga czasu.
Zapuka pan do drzwi burmistrza…?
– Oczywiście. Hokej to nasze dobro wspólne. Dlatego uważam, że władze naszego miasta też powinny być aktywne na tym polu działania, włączyć się i zaangażować w życie klubu. Będę chciał w najbliższym czasie spotkać się z burmistrzem i zapytać w jakim stopniu możemy liczyć na pomoc z jego strony.
Ostatnimi czasy na tapecie jest sprawa podziału pieniędzy z miejskiej dotacji, która tylko w niewielkiej części trafiła do kasy MMKS Podhale. Zdecydowaną jej większość zagarnęła spółka KH Podhale…
– Nie znam dokładnie tematu, nie wiem jakie były ustalenia między stronami, dlatego nie chce się w tym temacie wypowiadać.
Jak pan zapatruje się na współpracę z zarządem KH Podhale ?
– Jestem optymistą. Nie dopuszczam myśli, żeby nasze działania nie były spójne. Mówiąc w językiem sportowca musimy grać do jednej bramki. Żadna ze stron nie jest w stanie funkcjonować osobno. Liczę że będziemy często się spotykać, rozmawiać i szukać wspólnych rozwiązań.
Ile daje sobie pan czasu na to by były widoczne pierwsze efekty pana rządów?
– Nie chciałbym składać żadnych deklaracji. Od pierwszego dnia mojej prezesury praktycznie nie wychodzę z klubu. Staram się zebrać jak najwięcej informacji, które pomogą mi w podjęciu pierwszych działań.
Rozmawiał Maciej Zubek