„Cyrk Bumstarara”, czyli… papuga rządzi

mikbaj15NOWY TARG. Nie bez powodu Mikołajowa Bajka co roku gromadzi pełną salę widzów. I to widzów w różnym wieku. Tego roku amatorska – a zważając na sceniczne doświadczenie – już prawie profesjonalna grupa, wystawiła Bajkę jedenasty raz.

Teatralne przedsięwzięcie ma oczywiście swój zbożny cel. Biletem wstępu jest zawsze zakup Mikołajowej paczki dla dzieci z rodzin, które takiego gestu potrzebują. Listę dostarczają zawsze szkoły.

Poza tym spektakl cieszy wielorako: cieszy przygotowujących go, bo dają upust swoim scenicznym ciągotom i talentom; cieszy dziecięcą widownię jako jeszcze jedna Mikołajowa frajda, a być może jeszcze bardziej cieszy dorosłych, którzy nagle widzą miejskie VIP-y w zupełnie innych rolach niż związane z ich stanowiskami.

Dorośli też najbardziej nadstawiają uszu, próbując wychwycić polityczne aluzje i mrugnięcia okiem, bo wcześniejsze spektakle w nie obfitowały. Ale tym razem – czyżby się zawiedli?.. Żadnego buntu na dworze, żadnych pałacowych intryg, żadnych zdradzieckich dowódców straży, żadnych pałacowych przewrotów…

„Cyrk Bumstarara” wygląda wcale normalnie, tak, jak życie: papuga Ara stroi fochy i nie chce gadać, co u dyrektora dyrektora cyrku, który tyle czasu strawił nauczenie jej tej sztuki, wywołuje wściekłość i rozpacz. Tym bardziej, że zbliża się data ważnego występu. Stary treser lwów, ojciec akrobatki Małgosi (brawo Kasia!), zniknął już jakiś czas temu, nagle i niespodziewanie, a więc nie wiadomo np. czy nie we wnętrznościach lwa Zena. W związku z podejrzeniami o agresję przyszłość Zena nie rysuje się różowo – dyrektor zamierza sprzedać go do ZOO. A do ZOO – wiadomo – nikt nie chce. W cyrku jest wesoło i można zaszaleć, a w ZOO – tylko czekanie, że ktoś rzuci ochłap mięsa albo banana i nuda… Zenowi towarzyszy w jego doli lwica Elza – taka, z którą Afryka na pewno nie chciałaby się pożegnać, czyli szefowa Sanepidu. Klauny w kolorowych szatkach co prawda wyglądają efektownie, ale zamiast poszerzać horyzonty i myśleć politycznie, zajmują się wygłupami i szukaniem tresowanej pchły. Zasiadająca w kasie biletowej żona dyrektora koniecznie chce zostać artystką i dowodzi swoich talentów, balansując aż do złamania nogi. Siłacze, czyli – jakbyśmy ich dzisiaj nazwali – strongmani – muszą ją przemocą usuwać ze sceny, ale co to dla nich, skoro cyrkowa brygada Mortale ma w swoim składzie szefa skarbówki i lidera opozycji w Radzie Miasta… Starego tresera, którego nawet lwy lubiły, z woli dyrektora zastąpił nowy treser, Rudolf – ponoć rewelacja.

Całą tę menażerię w panikę wprawia wieść o zamiarze eksmisji lwa Zena do ZOO. I próżne są ryki wściekłości..

Ale od czegóż przemądrzała papuga? Cwane ptaszysko, które co prawda nie chce gadać na rozkaz, ale tak naprawdę umie nawet dramaty pisać, wymyśla sposób na ocalenie Zena i jednocześnie upokorzenie Rufolfa. Ale w tym celu musi się odbyć to ważne przedstawienie.

Występują w nim wszyscy – Małgosia – akrobatka, wytrenowani także poza oficjalnymi próbami siłacze, woltyżerka, klauny, pchła, nawet matematyczny fenomen, koń Pegaz, którego pokonało dopiero pytanie, ile to jest „pi razy drzwi”. I przychodzi ten kulminacyjny, mrożący krew w żyłach moment, czyli tresura lwów. Zen posłusznie skacze przez obręcz i wykonuje inne sztuczki. Napięcie rośnie aż do momentu, w którym Rudolf odważnie postanawia włożyć głowę w paszczę Zena. Robi to i… widownia zamiera z przerażenia. Bo wyjąć jej nie może… Nie pomagają prośby ani groźby. Stary Zen doznał szczękościsku. W cyrku panika. Na to tylko czekała przebiegła papuga.

Oświadcza, że Zen głowy Rudolfa nie wypuści, dopóki dyrektor nie przysięgnie, że lwa do ZOO nie sprzeda. Bo poczucie zwierzęcej solidarności nawet takiej papudze nie jest obce. Struchlały dyrektor oczywiście solennie przyrzeka nie ruszyć Zena. Ale co to?.. Szczękościsk trwa, tymczasem z instrukcją obsługi lwa nikt nie miał do czynienia. Nawet w cyrku. Wszystko stoi w obliczu katastrofy, czyli wielkiego „ – Bums!…”. Deus ex machina pojawia się wszakże niespodzianie stary treser. I – patrzcie państwo – tylko on wiedział, że trzeba lwa połaskotać w łapę, od spodu, a wtedy wszystko z paszczy wypuści, nawet głowę obmierzłego Rudolfa.

Dorosła widownia, wcześniej uśpiwszy swoją czujność, w tym momencie zaczęła jednak strzyc uszami. Powrót starego tresera? Cyrk, bo cyrk, ale ryzykowaliby taki scenariusz? Może się im pomyliły kartki albo sufler usnął w tym rozgardiaszu… Jednak: – Uff!.. – stary treser to nowy burmistrz, całkiem zgrabny w tych dżokejskich pantalonach. Brawo burmistrz!

Wszystko w cyrku wraca do ładu. Cwana papuga triumfuje i stroszy pióra. Brawo Ewa!

Co więcej – Elza wyprowadza na światło dzienne dwa małe lwiątka – potomstwo jej i Zena. Teraz zagrożonego eksmisją do ZOO lwa już nikt nie ruszy, a mogą jeszcze dostać po pięć stówek na lwiątko… Brawo Elza! Ogólna radość. Rudolf musi zmykać. Więcej perypetii nie było, bo akurat w cyrku „Bumstarara” nie trzymają małp, które są zawsze wredne, złośliwe i nieprzewidywalne.

Ponieważ Mikołajowy spektakl osnuty na tekście Doroty Terakowskiej reżyserowali tym razem aktorzy Narodowego Starego Teatru w Krakowie – zaprzyjaźniony już z Nowym Targiem Juliusz Chrząstowski i Beata Paluch – ich też nie ominęły głośne owacje. Muzyka to dzieło krakowskiego kompozytora związanego z „Piwnicą pod Baranami”, Andrzeja Zaryckiego. Teksty piosenek stworzył również krakowski poeta – Leszek Aleksander Moczulski. Obok aktorów zaprawionych już przez lata w scenicznych bojach – w tym spektaklu równie dobrze sprawił się nowy zaciąg. Teatralny bakcyl działa bowiem podstępnie, ale skutecznie. Sama aktorska grupa przyznała: – Może nie odnieśliśmy spektakularnego sukcesu, ale uniknęliśmy druzgocącej klęski. Jednak to zbytnia skromność…

Finał należał do Mikołaja, który nieuchronnie musiał wkroczyć na deski. Aktorzy ruszyli na widownię z koszykami słodyczy, rzucali cukierki do wyciągniętych rąk i rączek. Kto nie był i nie widział – obejdzie się smakiem.

Chyba, że… pani dyrektor MOK-u, Barbara Pachniowska, zapowiada ponowienie fantastycznie kolorowego, brawurowego spektaklu w styczniu, może podczas finału Wielkiej Orkiestry. Kto przegapi i tę datę – będzie żałował.

Cyrk Bumstarara

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *