PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Marcinem Przybylskim, wychowankiem Śląska Wrocław, aktualnie zawodnikiem NKP Podhala Nowy Targ, który wiosną znajduje się w wybornej dyspozycji.
7 bramek w 8 meczach rundy wiosennej robi wrażenie. Jesteś w życiowej formie?
– Widzę, że zaczynamy od mocnego pytania. Na pewno fajnie że strzelam bramki, ale nic nie dzieje się bez powodu. Dobrze się czuję, urazy – odpukać – mnie omijają, głowy nie mam niczym zaprzątniętej, więc w stu procentach mogę skupić się na swoich zadaniach na boisku. Aczkolwiek wiem, że mam jeszcze dużo rzeczy do poprawy, nad którymi muszę pracować.
W meczu z Wiślanem Jaśkowice ustrzeliłeś hat-tricka. Wcześniej często Ci się to zdarzało?
– Raz. Grając w rezerwach Śląska strzeliłem 3 gole w wygranym 5:1 wyjazdowym meczu z Piastem Karnin.
W czym tkwi sekret Twojej znakomitej dyspozycji na wiosnę?
– Przede wszystkim nasz sposób grania na wiosnę bardzo mi odpowiada i dobrze się w nim odnajduje. Poza tym mam olbrzymie wsparcie w mojej dziewczynie Idze, która jest ze mną na dobre i na złe, wspiera mnie na każdym kroku i dopinguje jak nikt inny.
Łącznie masz w tym sezonie już 11 bramek. W rezerwach Śląska zdobyłeś najwięcej w sezonie 14 goli w 31 meczach. Jest więc dobra okazja by poprawić swój rekord. Zależy Ci na tym?
– Skłamałbym gdybym powiedział, że nie. Ale też nie będą robił nic na siłę. Wychodzę z założenia, że dopóki piłka w grze wszystko się może zdarzyć.
… Zgodzę się, że jego największym problemem Marcina jest mentalność, ale zapewniam, że w przeciągu dwóch ostatnich lat mocno się zmienił. Początkowo miewał muchy w nosie, ale teraz jego podejście jest już inne… Wiesz czyje To słowa?
– Jasne. Wypowiedział je w jednym z wywiadów mój były trener w rezerwach Śląska Andrzej Bator.
Jak się do nich odniesiesz?
– Jest w nich sporo prawdy, ale to też już przeszłość. Dorosłem i wiem, że na samym talencie nie da się dużo zwojować. Musi być ciężka praca. Żeby stać się lepszym piłkarzem na każdym treningu trzeba ostro zasuwać. A nie zawsze tak było.
A podpisze się pod słowami że „grzeczni chłopcy w piłkę nie grają” ?
– Jak najbardziej.
Trener Janusz Niedźwiedź trafił do Twojej głowy?
– Przede wszystkim przekonał mnie swoją filozofią gry. Pomógł mi zrozumieć co na boisku jest najważniejsze, co muszę zmienić, nad czym popracować i jak widać są tego efekty.
Twoja kariera nie potoczyła się raczej tak jak sobie zakładałeś. Mając 18 lat debiutowałeś w ekstraklasie. Grałeś też w reprezentacji Polsko do lat 19. Dziś biegasz po boiskach tylko trzecioligowych. Co poszło nie tak?
– Życie pisze różne scenariusze. Jednym się powiedzie, innym niekoniecznie A co poszło nie tak? Wiele rzeczy na to się złożyło. W dużej mierze sam sobie jestem winny. Byłem młody, głupi, mało rozsądny. Po tym jak zadebiutowałem w ekstraklasie myślałem że cały świat leży u moich stop. Gdzieś się pogubiłem. Dziś jestem mądrzejszy i mam nadzieję, że jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa. Swoje przeszedłem, wnioski wyciągnąłem. Mam nadzieję, że wiele dobrego przede mną.
Czyli rozumiem, że marzy Ci się powrót na boiska ekstraklasy…
– Tak jak mówię: broni jeszcze nie złożyłem.
Do Podhala latem sprowadził Cię Tomasz Kulawik. Dziś tego szkoleniowca nie ma już w klubie. A ty jak się tutaj czujesz?
– Takie jest życie trenera. Teraz jesteś tu by jutro być gdzie indziej. Co do mnie to czuję się w Podhalu bardzo dobrze. Jest tutaj wszystko czego potrzebuje piłkarz.
Wiosną imponujecie formą. Po przegranej na inaugurację w z Motorem, od 8 meczów notujecie serię spotkań bez porażki…
– To są efekty bardzo sumiennie przepracowanej zimy i realizacji tego co starał się nam przez te kilka tygodni wpajać trener.
Rozmawiał Maciej Zubek