NOWY TARG. Briefing kolejnego kandydata na burmistrza w sali Euroregionu „Tatry” miał trwać godzinę lekcyjną, a przerodził się w prawie półtoragodzinną konferencję. Udział brali tylko ludzie z Komitetu Wyborczego Podhalańska Wspólnota Samorządowa i dziennikarze. Ci ostatni – uczestnicząc w kolejnej już takiej prezentacji – odnosili wrażenie, że stolica Podhala nie ma pięciu (jak się zanosi) kandydatów na burmistrza, ale… jednego.
Priorytety i planowane zadania pokrywają się bowiem – jak na razie – prawie idealnie. Może w lekko zmienionej kolejności.
Co ich zatem różni kandydatów? Wychodzi na to, że tylko powierzchowność, charaktery, doświadczenia, dokonania i zaplecze.
Szefem KW PWS – czyli teraz „więcej niż żoną” – jest Marcin Ozorowski, który skrupulatnie przygotował multimedialną prezentację i mowę wprowadzającą do wystąpienia Marka Stanisława Fryźlewicza. Zaznaczył on, że burmistrz – kimkolwiek by nie był – jest tylko zakładnikiem obowiązującej do 2020 r. Strategii rozwoju miasta, a rola samorządu to dostosowanie jej do zmieniającej się sytuacji gospodarczo-społecznej.
Obecnego burmistrza i kandydata jednocześnie rekomendował on jako osobowość na tyle silną, że rządzi miastem od prawie 20 lat. Inwestycyjne zadania – jak mówił – są na różnych etapach, wiele udało się ostatnio sfinalizować i oznacza to ogromne zmiany, ale że każda inwestycja musi się kończyć efektem, czyli „efektywnym zagospodarowaniem” – jest ono właśnie programem kandydata na kolejne 4 lata.
– Stawiamy na rozwój i doświadczenie – mówił Marcin Ozorowski.
Hasła PWS i jej kandydata streszczone do kilku punktów przedstawiają się tak: przedsiębiorczość, zatrudnienie, integracja społeczna, planowanie partycypacyjne, gospodarka niskoemisyjna. Kampanijne hasło brzmi natomiast: Wspólnie możemy więcej. Ma kandydat i swój Komitet Honorowy (skład na załączonym zdjęciu)
Od strony prywatnej burmistrz zdradził, że decyzja o jego kolejnym kandydowaniu wcale nie wzbudziła entuzjazmu w rodzinie, zwłaszcza u córki, która miała 3 latka, gdy objął stanowisko, a teraz studiuje w Niemczech i nie doczekała się, żeby tata miał wolny czas.
To, co przesądziło o przystąpieniu do wyborów, przedstawiał tak:
– Oprócz projektów, które trzeba przygotować – albo zlecić wyspecjalizowanym firmom – potrzebne są kontakty, doświadczenie we współpracy z wieloma instytucjami i ludźmi. W tej sferze, myślę, że mam sporo do zaoferowania. Samorząd jest jeszcze bliższy ludzi. Nie unikam spotkań i dobrze się czuję nawet na dużym forum, tam, gdzie jest krytyka. Myślę, że jeszcze w rutynę nie popadłem, chodzę twardo po ziemi, spotykam się z ludźmi, wiem, co myślą ludzie prości. My w PWS-ie robimy swoje od kilkunastu lat, mamy kilkadziesiąt osób aktywnych, płacących składki. Tymczasem niektóre grupy budzą się co cztery lata, czyli rzadziej niż niedźwiedzie… My spotkaliśmy się, żeby zrobić coś ponad partiami. Bo partyjny szyld to czasem kaganiec. A dla mnie partią jest Nowy Targ. Za jeden z największych sukcesów uważam to, że – mimo sporów i konfliktów – udało się znaleźć większość do wspólnego działania.
Rozwinięciem hasła „przedsiębiorczość” byłyby Strefa Aktywności Gospodarczej (12,5 hektara) i park technologiczny planowany na terenie b. NZPS „Podhale”, tworzony we współpracy z Podhalańską Wyższą Szkołą Zawodową i np. Górnośląskim Parkiem Przemysłowym w Katowicach, zorientowanym na energooszczędność; system ulg dla przedsiębiorców i zdobycie unijnej pomocy finansowej dla mikro- i makroprzedsiębiorczości.
Zatrudnienie, zwłaszcza ludzi młodych, byłoby pochodną funkcjonowania stref.
Oznaką integracji społecznej już w tej chwili jest aż 88 wniosków złożonych do budżetu obywatelskiego. A w zamysłach kandydata znalazł się jeszcze rozwój usług opiekuńczych dla seniorów na bazie b. prewentorium, jeśli uskuteczni się przejęcie go przez Caritas i to również byłby duży teren dla współpracy z „Podhalanką”, która kształci kadry pielęgniarskie.
Jeśli chodzi o „planowanie partycypacyjne”, kandydat na burmistrza stwierdził:
– Jestem zwolennikiem, żeby działać razem z mieszkańcami, a nie w imieniu mieszkańców.
Szansa na zmniejszenie niskiej emisji wiąże się natomiast z energooszczędnymi technologiami, opracowywanymi i wdrażanymi w parku technologicznym II Strefy. Aby program ograniczenia niskiej emisji mógł objąć już nie 20-30, ale ponad 200 obiektów rocznie, potrzebne są środki unijne, a tych środków (ani pieniędzy z Urzędu Marszałkowskiego) nie da się pozyskać bez analiz, które na zlecenie Urzędu Miasta przygotowuje teraz specjalistyczna firma.
– Myślimy o otwarciu turystycznym – mówił burmistrz i kandydat. – Miasto, które ma 28 miejsce w Małopolsce pod względem liczby udzielonych noclegów, a nie jest miastem turystycznym, ma, z tego wynika, potencjał i duże możliwości – oczywiście przy zaangażowaniu lokalnych inwestorów.
Hasłowo już potraktowane zostały: „otwarcie na Gorce” (w tej sprawie przychodzą do Urzędu przedsiębiorcy), „wsparcie rodziny”, „lotnisko”, „zakopianka”.
W komentowanie haseł wyborczych i wypowiedzi konkurentów Marek Fryźlewicz „wkręcić się” nie dał. Z jednym wyjątkiem:
– Każdy powinien mówić o sobie – stwierdził. – Po co mam oczerniać innych?… A jeśli ktoś firmował „stagnację”, to jego problem, a nie nasz… Jeśli ktoś „administrowaniu” przeciwstawia „zarządzanie”, to w właśnie ja kończyłem zarządzanie w administracji publicznej na Akademii Ekonomicznej w Krakowie, z wynikiem bardzo dobrym, u prof. Hausnera, którego bardzo szanuję. Od dziadka legionisty nauczyłem się, że trzeba swoje robić i iść do przodu. „Polekućku, a wzdy” – mówił dziadek. Moje zalety znacie, o moich wadach najlepiej wiedzą żona i dzieci (na ekranie wszakże wyświetlały się z pewną częstotliwością: („doświadczenie, skuteczność, siła” – przyp. red.) Wiem, że potrafię być uszczypliwy, ale taki już jestem… Co do krytyki – św. Łukasz napisał: „Biada wam, jeśli wszyscy ludzie chwalić was będą” i jest jedno z bardzo nielicznych „biada” w Ewangelii.
Proszony o wymienienie priorytetowej inwestycji, wskazał – może mało popularną wśród elektoratu – budowę nowego cmentarza. Wśród skarg i problemów, z jakimi zwracają się do niego „prości ludzie”, wymienił: rozdrobnienie działek (wszakże przy sukcesie, jakim będzie objęcie 75 procent powierzchni miasta planami przestrzennymi), za mała ilość koszy na śmieci w mieście, kłopoty z dojazdami, wreszcie wiele sporów sąsiedzkich, przy których zwaśnione strony próbują wykorzystać osobę burmistrza.
– Jeśli decyzja w takich sporach musi być przez Urząd wydana, to biorę ją na siebie z całymi konsekwencjami – mówił kandydat. – Ale nie mogę się opowiadać za jedną ze stron, bo właściwy do rozstrzygania niekiedy jest sąd, a ja często znam obydwie strony. Trudno mi jednak zarzucić, że nie chcę się spotykać, nie chcę rozmawiać z ludźmi. W poniedziałki siedzę „do oporu”. Istnieje cały rejestr ludzi i spraw, z którymi oni przychodzą, a większe natężenie tzw. dziwnych wizyt notujemy zawsze, jak się zbliża „halny”…
Szef sztabu nie omieszkał natomiast oświadczyć, że posądzenie o brak wizji jest wobec Marka Fryźlewicza „kłamstwem publicznym”.
Résumé przyszło wygłosić prof. Stanisławowi Hodorowiczowi, który swoim autorytetem wspiera kandydata PWS-u. Mówił on o korzeniach, o zrozumieniu tradycji, i tego, czym jest wspólnota; o znajomości realiów Nowego Targu, o etycznej, prawdziwie ludzkiej postawie człowieka z charakterem; o tym, co już zostało dokonane i było oparte o wizję, o woli działania wykazywanej od lat.
– Wyróżniają go upór, siła, konsekwencja – mówił profesor i senator. – Ten upór jedni poczytują mu za cechę pozytywną, drudzy – za negatywną. Jest doświadczenie, są wielkie dokonania. Powiem otwarcie: to, co się stało w Nowym Targu, należy oceniać niezwykle pozytywnie. Jest też utrwalona pozycja wśród samorządowców szczeble lokalnego, wojewódzkiego, ogólnopolskiego. Te rzeczy zdobywa się latami. Nie jest tak, że po zostaniu burmistrzem ma się wejście do różnych gabinetów. Do wszystkiego trzeba dorosnąć. Marek Fryźlewicz – czego byłem świadkiem wielokrotnie – potrafi rozmawiać z każdym – i z maluczkim, i z wielkim; z różnych kręgów, także z kręgu kultury. Niewykorzystanie tego potencjału byłoby marnotrawstwem. Eksperymenty są potrzebne w różnych dziedzinach nauki, ale tu osobiście uważam, że nie należy eksperymentować.
Kolejnym sztabem, który – w najbliższy poniedziałek, 20 października – zaprasza na otwarcie kampanii
wyborczej, połączone z prezentacją następnego kandydata na burmistrza – Grzegorza Watychy – jest KWW Ruch Obywatelski Nasze Miasto.
Fot. Anna Szopińska