ZAKOPANE. Mieszkańcy jednej z kamienic w centrum Zakopanego obawiają się, że ich budynek się zawali. Od kilkunastu lat podmywany jest przez Foluszowy Potok. Są oburzeni, bo uważają, że władze miasta nie chcą im pomóc.
Według mieszkańców budynkowi sąsiadującemu z oczkiem wodnym grozi zawalenie. To właśnie przez budowę oczka Foluszowy Potok miał zmienić strukturę swego nurtu, bo zalewanie zaczęło się zaraz po jego pojawieniu się na Krupówkach 13 lat temu.
– Pod budynkiem, gdzie płynie potok, zbiera się gruz, kamienie – mówi jednak z mieszkanek zagrożonego budynku. – Nikt go nie usuwa, mimo iż prosimy od lat. Tymczasem od powstania oczka wodnego ściany nasiąkają, zalewane są piwnice. Jak do tej pory zimy udało się przetrwać, ale jak znowu przyjdą trzydziestostopniowe mrozy, to budynek runie.
Tymczasem urzędnicy zakopiańscy nie mają sobie nic do zarzucenia. Twierdzą, że potok w razie potrzeby jest udrażniany. Powstały też specjalne progi przed budynkiem oraz krata, która ma nie dopuścić no nadkładania się kamieni.
– Owszem, było sprzątanie, ale tylko powierzchowne – mówi kobieta. – Koryto potoku trzeba całkowicie oczyścić do betonowej podkładki, która tam się znajduje. Albo zamknąć potok, bo to nie jest naturalny ciek wodny.
Te żądania według pracowników urzędu nie są do spełnienia.
– Potoku nie można zamknąć, bo część osób czerpie z niego wodę – wyjaśnia Andrzej Fryźlewicz, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta w Zakopanem.
Całkowite oczyszczenie koryta potoku też napotyka na trudności.
– Sondowaliśmy w tamtym terenie i nie napotkaliśmy betonowego dnia – mówi Wojciech Solik, wiceburmistrz Zakopanego. – Ja nie twierdzę, że takiego nie ma, ale musimy wiedzieć, na jakiej jest głębokości, aby nie pogłębić koryta do poziomu poniżej fundamentów budynku. Oczyszczenie koryta to poważna praca, trzeba by było wprowadzić ciężki sprzęt, zburzyć część chodnika.
Jak dodaje, stan budynku nie jest tak zły, jak to przedstawiają mieszkańcy. To jednak zakopiańczyków nie przekonuje. Powołują się na ekspertyzy wykonane na ich zlecenie.
– Znam te ekspertyzy i wedle innej, posiadanej przez miasto, osoba, która je robiła nie miała uprawnień dotyczących zagadnień wodnych – zaznacza Fryźlewicz.
Sprawa zatem ugrzęzła w martwym punkcie. Dlatego radni z komisji rewizyjnej postanowili w najbliższym czasie dokonać pod budynkiem wizji lokalnej przy udziale fachowców, aby znaleźć rozwiązanie problemu.