Bój o stawki, czyli walka targowic

oplattarg1NOWY TARG. Po wielu perypetiach i weryfikowaniu zapisów projektu – radni uchwalili stawki opłat targowych. Dramatycznej batalii o nie podczas sesji już nie było. Burzliwa dysputa przetoczyła się natomiast kilka dni wcześniej przez komisję komunalną.

oplattarg2Poprzedzające sesję posiedzenie komisji komunalnej można nazwać finalnym już starciem wszystkich stron sporu o przyszłość targowania w mieście targowym od kilu wieków. Teoretycznie wszystkim powinno zależeć, by handel rozkwitał i by odbywał się w godziwych warunkach, a przestrzeń bud po obu stronach alei Tysiąclecia przestała być obśmiewanym przez przyjezdnych „Bangladeszem”.

Ale są też strony tej sprawy. Miejskim władzom zależy na uporządkowaniu targowego żywiołu ze względu na konieczność poprowadzenia przez stary plac fragmentu obwodnicy wschodniej. W tym celu trzeba przenieść handel na Nową Targowicę, między ul. Konfederacji Tatrzańskiej a oczyszczalnią ścieków. Dlatego spółce Nowa Targowica został wcześniej wydzierżawiony miejski grunt; dlatego w stawkach opłat targowych pojawiła się pozycja „nowa targowica”. Pomimo, że od 1. stycznia 2016 r. ustawa o podatkach i opłatach lokalnych znosi obowiązek naliczania opłat targowych, miasto nie chce z nich rezygnować, ponieważ zasilają samorządowy budżet pieniędzmi potrzebnymi przede wszystkim na udział własny przy staraniach o środki zewnętrzne.

– Możemy zrezygnować z pobierania opłat targowych, tylko za co utrzymamy wtedy Halę Lodową, za co będziemy remontować i budować drogi? – pytał skarbnik miasta, Łukasz Dłubacz, w ferworze dyskusji na posiedzeniu komisji.

Spółka, która kilka milionów zł zainwestowała w przygotowanie dla handlu nowego, rozległego terenu, oczekuje natomiast od miasta jak najdalej idących ulg, które dadzą Nowej Targowicy czas na rozwinięcie się i pomogą stworzyć handlującym warunki zachęcające do porzucenia bud na starym placu oraz w jego rejonie. Na obszarze – jak mówił Janusz Chowaniec, prezes spółki – „niezdatnym wcześniej nawet na pastwisko” powstaje obiekt stylowy i imponujący, którym miasto chwaliło się nawet przed konsulem generalnym Stanów Zjednoczonych podczas jego wizyty w stolicy Podhala. Oczekuje też spółka od miasta długofalowej i przewidywalnej polityki w kwestii opłat targowych, sprzyjającej rodzimym przedsiębiorcom, a najlepiej – całkowitego zniesienia opłat, jak to już uczyniły inne miasta.

Jest i trzecia strona, czyli właściciele terenów do tej pory wykorzystywanych pod handel. Ci z kolei podnoszą larum, że skrajnie dla nich krzywdząca i niesprawiedliwa jest różnica w wysokości opłat targowych obowiązujących do tej pory, czyli głównie na starej targowicy, w stosunku do stawek proponowanych przez miasto dla nowej. Między 8 złotymi a 70 groszami za metr kwadratowy powierzchni wykorzystywanej pod handel dysproporcja jest bowiem dramatyczna. Posesorzy twierdzą, że to dyskryminacja i „zarzynanie” handlujących, którzy chcą pozostać w dotychczasowych miejscach, bo po przeniesieniu się na nowy plac stracą klientelę. Reprezentant posesorów i inkasentów, Andrzej Mirek, na posiedzeniu komisji nie szczędził ostrych słów ani miejskim władzom, ani hołubionej jego zdaniem konkurencji, w postaci Nowej Targowicy. Przypominał, że trudno było inwestować w estetyczne stragany, gdy przez lata stara targowica była prowizorką zagrożoną przeniesieniem, a pomysły na docelowe miejsce zmieniały się kilkakrotnie.

Znaczna część radnych, na czele z Pawłem Liszką, uważa teraz, że funkcjonowanie system poboru opłat targowych to jeden wielki chaos, fikcja i korupcja, skutkiem czego do budżetu miasta nie wpływają środki należne za zajmowanie powierzchni pod handel.

Konstruując projekt uchwały, który jako stawkę podstawową proponował 70 gr (przy pierwotnym pomyśle 1 zł i 50 gr) miejskie władze uznały, że i tak dały daleko idące preferencje Nowej Targowicy. Jest to bowiem kwota ponad siedmiokrotnie niższa od dotychczas obowiązującej. Burmistrz Grzegorz Watycha podnosił przy tym, że to nie opłaty targowe znikomej wysokości, ale przede wszystkim czynsze na nowym placu będą decydować o kosztach ponoszonych przez handlujących.

I projekt w takim kształcie, czyli ze stawką 70-groszową, przedłożył pod głosowanie Radzie Miasta. Prezentującego go skarbnika radni upomnieli jednak zdecydowanie, że na posiedzeniu komisji, z inicjatywy radnych Jana Łapsy, Leszka Mikołajskiego i Andrzeja Swałtka, przegłosowano przecież treść autopoprawki do projektu. Autopoprawka stawkę podstawową obniżała do 50 groszy za metr kwadratowy, zwalniała Nową Targowicę z opłat na trzy miesiące od chwili przeniesienia handlu i znosiła zapisany w projekcie krótki czas obowiązywania nowych stawek. Ustalała też autopoprawka, że opłaty na starej targowicy, na nowej targowicy i przy ul. Nadwodniej będą pobierane trzy dni w tygodniu, czyli w czwartki, soboty i niedziele, natomiast w innych miejscach – codziennie.

W takim kształcie uchwałę o stawkach opłat targowych radni przyjęli już jednogłośnie. Zmartwieniem spółki Nowa Targowica będzie teraz zapewnienie obłożenia potężnej powierzchni powstającego obiektu i pod tym kątem – czyli konkurencyjnie w stosunku do starej targowicy – musi kształtować swoją politykę cenową. Z podaniem zainteresowanym, czyli prowadzącym handel cennika spółka czekała właśnie na uchwałę Rady.

Gdy w Nowym Targu trwał spór o przyszłość targowania, konkurencja zewnętrzna też nie zasypiała gruszek w popiele. Targowica w Jabłonce już szykuje się do działalności także w soboty, oferując handlującym znacznie nieporównanie warunki niż do tej pory stolica Podhala.

Spór o stawki

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *