NOWY TARG. Gdy na Zakopane runęła nawałnica, na rozległej murawie nowotarskiego lotniska odbywał się piknik lotniczo-historyczny w stulecie wybuchu I wojny światowej. Atrakcji było mnóstwo. Emocje powiększały zygzaki błyskawic na ekranie ciemnych chmur sunących od południa.
Nim jednak zaczął padać deszcz, udało się zakończyć pierwszą (z dwóch zaplanowanych) turę popisów. Frekwencja na lotnisku od początku była duża, w stronę skoszonego i ogrodzonego na czas powietrznych akrobacji terenu od strony miasta cały czas ciągnęły grupki ludzi. Wielu wędrowało całymi rodzinami, zabrawszy lornetki i aparaty fotograficzne.
Pod hasłem „Skrzydła Wielkiej Wojny” Muzeum Lotnictwa w Krakowie prezentowało latające zabytki z początku minionego wieku, eksponaty, których świat nam zazdrości. Na całym świecie zachowało się z okresu pionierskiego lotnictwa i czasu Wielkiej Wojny ok. 70 samolotów, z czego 13 znajduje się w krakowskim muzeum, właściwie wszystkie w egzemplarzach pojedynczych, jak jedyny zachowany niemiecki Roland D.VI. czy najcenniejszy samolot z okresu Wielkiej Wojny na świecie – brytyjski Sopwith Camel. Takich przetrwało do naszych czasów pięć. Z tej maszyny znajdującej się w polskim posiadaniu zestrzelono 11 niemieckich samolotów, jej historia jest skrupulatnie udokumentowana. Unikatowa kolekcja Muzeum Lotnictwa Polskiego uznawana jest za jedną z najpoważniejszych na świecie, dotyczących pierwszej wojny światowej i pionierskiego okresu lotnictwa. Składają się na nią maszyny budowane od 1908 r. do połowy lat 30-tych XX w., ale trzon stanowią samoloty z okresu Wielkiej Wojny.
Piknikowa publiczność mogła obserwować cały proces uruchamiania tych maszyn. A o historii i szczegółach frapująco opowiadał Jan Hoffmann z krakowskiego Muzeum. Jemu i dyrektorowi Krzysztofowi Radwanowi oraz Pawłowi Kosowi – prezesowi Aeroklubu Nowy Targ, dziękował burmistrz Marek Fryźlewicz, wspominając społeczny zryw, jakim było zbudowanie w 1930 r., zaledwie w dwa miesiące, lotniska sportowego na 60 morgach darowanych z takim przeznaczeniem przez miasto.
Gromkimi brawami nagrodzili też obserwatorzy pokazy lotnicze w wykonaniu czeskiej grupy „Latający Cyrk Kindernaya”, na maszynach również z okresu I wojny światowej m.in. Curtis Jenny, Sopwith Camel, Bleriot, Eindecker czy replika pierwszego samolotu na świecie zaprojektowanego przez braci Wright o podobnej nazwie Wright Flyer. Założycielem jest czeski pasjonat awiacji – Martin Kindernay. Dzięki jego inicjatywie grupie udało się zgromadzić imponującą flotę statków powietrznych przenoszących widownię w początki XX wieku.
Temu, co działo się w powietrzu, na ziemi towarzyszyły akcje grup rekonstrukcyjnych: GRH Gorlice 1915 oraz 71. Bielawski Pułk Piechoty. Pośrodku murawy bielały pałatki dowództwa i polowego szpitala, sąsiadując z popielatym, obłym kształtem zeppelina (w tym przypadku balonu wojskowego). Strzelcy celowali w pikujące samoloty, powietrzem targały odgłosy wybuchów, wybuchały granaty, dym zasnuwał połać lotniska, uwijała się sanitariuszka.
To, co zaprezentowały latające maszyny, było klasyką działań bojowych w powietrzu z lat I wojny św.
Cudów akrobacji dokonywała natomiast najstarsza i najbardziej znana cywilna grupa akrobacyjna w Polsce – „Żelazny”. Prócz znanych ewolucji powietrznych, piloci za sterami małych, biało-czerwonych maszyn rysowali smugaczami w przestworzach serce przebite strzałą; lecieli w parze, krzyżowali trasy, mijali się „o włos”, prezentowali efektowne pościgi.
I najmłodszych, i starszych cieszyła oryginalna karuzela z początku XIX wieku, kręcącą się przy dźwiękach walca z „Nocy i dni” i innych sentymentalnych melodii.
Oferta gastronomiczna była godna historycznego pikniku imprezy, po części też wojskowa.
Chętni mogli skorzystać z lotów widokowych nad Podhalem i lotów balonem na uwięzi.
Chmury rozpędzała Miejska Orkiestra Dęta pod batutą Marcina Musiaka, wykonując m.in. porywający „Marsz Kozietulskiego”.
Sekwencję pokazów kończył – wzbijając się w powietrze – radziecki JAK 18, treningowo-szkoleniowy samolot z na wpół chowanym podwoziem, konstruowany zaraz po wojnie (i kryty płótnem!). Miał on wypełnić braki w powietrznej flotylli zwycięzców, pozbawionej szkoleniowych maszyn. Jak na ów czas – okazał się wcale udanym patentem.
Na lotnisku – historia i wyczyn
Fot. Anna Szopińska
Fot. Zdzisław Szklarzewicz
Fot. Anna Teper