NOWY TARG. Miesiąc po zintensyfikowaniu akcji patrolowej w rejonie targowicy, najściu wzburzonych handlujących na Urząd, rozmowach i uzgodnieniach z udziałem przedstawicieli miasta i policji – czas na podsumowanie efektów prób poprawienia bezpieczeństwa i ucywilizowania handlowego żywiołu. Jeden skutek akcji to wymierzone kary, a drugi – pomysły na doraźną poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego w tym rejonie.
– Jesteśmy
usatysfakcjonowani
o tyle, że
na ulicach
Ogrodowej i Długiej handlujący wycofali się poza jezdnię, udrażniając przejazd – mówi inicjator akcji, mł. insp. Kazimierz Kania, zastępca komendanta policji w Nowym Targu. – Skierowanych zostało 25 wniosków do Sądu Grodzkiego, ukaraliśmy też handlujących kilkunastoma mandatami. Ale karania i restrykcje oczywiście nie są rozwiązaniem problemu i na dłuższą metę nie chcemy ich stosować. Najlepszym wyjściem byłoby powstanie nowej targowicy, lecz dopóki jej nie ma – jesteśmy skazani na działania doraźne.
Decyzje o tych działaniach zapadają w kontakcie policji z Urzędem Miasta i będą ukierunkowane nie na restrykcje (bo handel lub dzierżawa powierzchni pod stoiska są źródłem utrzymania wielu rodzin w mieście), ale na zmiany w organizacji ruchu. Ponadto – skoro miasto pobiera opłaty targowe – logicznym jest, że nie powinno walczyć z handlem, czyli najdawniejszą z lokalnych tradycji.
Zmiany zmierzałyby więc do wyłączenia z ruchu kołowego na czas jarmarku fragmentów ulic, które są zajmowane przez stoiska handlowe. Malowania pasów (tak, jak było kiedyś) raczej już nie będzie, bo o ile wyznaczona przez nie przestrzeń na handel mieściłaby się w ulicach Długiej i Ogrodowej, tak np. absolutnie nie ma miejsca na pasy np. w ul. Św. Doroty.
Niekorzystna tendencja w migracji stoik polega na tym, że pustoszeje wybetonowany plac targowy, natomiast lady z daszkami przenoszą się coraz bliżej centrum i coraz bliżej osiedli blokowych (w ul. Sikorskiego). Handlujący prześcigają się w przechwytywaniu klienta zanim jeszcze dojdzie on do targowicy.
– Najchętniej weszliby w ul. Kazimierza i do rynku, tak, jak było przy Jarmarku Podhalańskim… – opisuje sytuację wiceburmistrz Eugeniusz Zajączkowski.
Jednak handlowania w różnych punktach miasta administracyjnie zakazać się nie da, bo w myśl przepisów placem handlowym jest każde miejsce, gdzie handel się odbywa. Ale można zbierać opłaty, co też miasto czyni i stanowią one wymierne zasilenie jego wpływów.
Miasta rolą będzie też zaproponowanie zmian w organizacji ruchu drogowego, które policja zaopiniuje. I takiego właśnie posunięcia będzie się można w najbliższym czasie spodziewać.
Oczywiście właściciele posesji będą musieli jakoś z nich wyjechać i potem wjechać na nie, handlujący też muszą dowieźć towar. Miejsce na przejazd dla straży pożarnej czy karetek pogotowia również musi być zostawione. Ale zniknie przynajmniej problem kolizji bezpieczeństwa kupujących i przechodzących z ruchem drogowym.
Fot. Anna Szopińska