Piłka nożna V liga. Piłka nożna V liga. Szaflary lepsze od Jarmuty. Kryzys się pogłębia…

PIŁKA NOŻNA. 14 kolejkę rozegrały zespoły z ligi okręgowej. Doszło w niej do derbowego starcia dwóch drużyn z naszego regionu. W Krościenku pełniąca rolę gospodarzy Jarmuta Szczawnica uległa 0:3 Szaflarom. Wciąż na równi pochyłej znajdują się zespoły z Zakopanego, Raby Wyżnej i Jabłonki, które przegrały swoje pojedynki

Orkan Raba Wyżna – Olimpia Pisarzowa 0:4 (0:2)

Bramki: 0:1 Nieć 21, 0:2 samobójcza – Lenart 34, 0:3 Smoleń 64, 0:4 Kubicki 82.

Orkan: Szklarz (65 D. Możdżeń) – K. Rapta (46 K. Traczyk), Skwarek, Lenart, Dziechciowski (65 Świder) – Pluta, Teper, Kasiniak (85 Bochnak), Skawski, Gromczak – Możdżeń.

Olimpia: Tomasik – Górski, Koralik, Olszanecki, Pociecha ŻK – Smoleń, Szkaradek, Nieć (82 Tumidaj), Dudek, Wańczyk – Kubicki.

Sędziował Piotr Firlit z Gorlic. Widzów: 50

Pierwsi w tym meczu okazje bramkową stworzyli sobie gospodarze. W 4 min po dośrodkowaniu Pluty, wbiegający w pole karne Gromczak fatalnie jednak spudłował uderzając głową. Z czasem zaczęła uwidaczniać się przewaga przyjezdnych, którzy przede wszystkim byli drużyną zdecydowanie lepiej zorganizowaną. Pierwsze efekty dominacji Olimpii przyszły w 21 min kiedy objęła ona prowadzenie. Gola sprezentował im bramkarz Orkana Szklarz, który kopnął piłkę wprost pod nogi Niecia, a ten natychmiast z 16 metrów oddał strzał i futbolówka wpadła do bramki. W 34 min było już 0:2, po samobójczym trafieniu Lenarta, którego nastrzelił Szkaradek. Tuż przed przerwą bliski zdobycia gola kontaktowego był dla gospodarzy Rapta, ale po jego bezpośrednim uderzeniu z rzutu wolnego piłka przeleciała tuż nad poprzeczką.
Gospodarze na drugą połowę wyszli jeszcze z wiarą w to że nie wszystko stracone. W 58 min ładną, dynamiczną indywidualną akcję przeprowadził Pluta, ale z jego strzałem poradził sobie Tomasik. Zapędy Orkana goście ostudzili w 64 min. Kolejny „kiks” w defensywie gospodarzy i głową do ich bramki trafił Smoleń. W 73 min po uderzeniu Kubickiego piłka trafiła w słupek, po czym zatrzymała się na linii bramkowej. W 79 min kolejne pudło zaliczył Gromczak. W 82 min Olimpia cieszyła się z gola numer cztery. Defensywę gospodarzy rozmontował duet Nieć – Kubicki. Pierwszy dogrywał, drugi precyzyjnie główkował. Jeszcze w samej końcówce okazje na kolejne gole dla przyjezdnych mieli: Kubicki (uderzył obok bramki) i Pociecha (D. Możdżeń sparował jego strzał na rzut rożny).

– Bez komentarza – skwitował występ swojego zespołu, mocno rozgoryczony grający trener Orkana, Robert Możdżeń.

Orawa Jabłonka – Sokół Słopnice 1:3 (0:1)

Bramki: 0:1 Śliwa 6, 0:2 Szczepan Golański 56, 1:2 Stehura 63, 1:3 Bednarczyk 76.

Orawa: T. Zubrzycki – Dworszczak ŻK, W. Zahora, Smutek, Jazowski (78 Guziak) – Andrasiak ŻK (68 P. Zubrzycki), T. Zahora, Kasprzak, Brząkała – Stasiak (83 Męderak), Stehura.

Sokół: Kryjomski – Smoleń, Sylwester Goliński, Więcek, Pierzchała – Gros, Poręba ŻK, ŻK, CZK 65, Bednarczyk, Śliwa, Szczepan Goliński (82 Grucel) – Matras (73 Kęska).

Sędziował: Paweł Folwarski z Rokicin Podhalańskich. Widzów: 200

W 6 min Sokół wyszedł na prowadzenie. Po prostopadłym podaniu Matrasa, Śliwa wygrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Orawy. W 11 min strzał Matrasa z trudem wybronił T. Zubrzycki. W 14 min Śliwa mógł ponownie wpisać się na listę strzelców, ale po jego uderzeniu piłkę niemal na linii bramkowej zatrzymał W. Zahora. W 21 min Stehura uderzył z 16 metrów minimalnie niecelnie. W 26 min Stasiak przy dobitce strzału Stehury, z 5 metrów nie trafił do pustej bramki. W 31 min po rzucie wolnym Kasprzaka, znów bliski nieznacznie chybił Stehura, a w 36 min po dograniu Andrasiaka, Brząkała z woleja trafił w słupek. W 56 min zrobiło się 0:2, po rzucie rożnym i strzale z 16 metra Szczepana Golańskiego. W 63 min gospodarze zaliczyli kontaktowe trafienie za sprawą uderzenia z dystansu Stehury. Ostatnie słowo należało jednak do gości – grających od 65 min w liczebnym osłabieniu – a konkretnie do Bednarczyka, który w 76 min skutecznie dobił strzał Śliwy.

– Po raz kolejny traciliśmy gole po indywidualnych błędach, a sami marnowaliśmy wiele znakomitych okazji. Co tu dużo mówić, gramy tak jak trenujemy – ocenił grający trener Orawy, Tomasz Zahora.

Sandecja II Nowy Sącz – KS Zakopane 6:0 (4:0)

Zakopane: Dziedzic – Bobak (65 Bogdanowicz), Floryn, S. Stalmach, Król, Stopka, Drabik, Kasperczyk (75 Sawina), K. Stalmach (60 Kurnyta), K. Bartos (46 S. Staszel), M. Grela.

Młody zespół KS Zakopane nie wiele miał do powiedzenia w starciu z rezerwami pierwszoligowej Sandecji. Szczególnie pierwsza odsłona spotkania była dla zakopiańczyków nieudana. Po zmianie stron zakopiańczyków jakby opuściła trema i sami często zagrzali bramce gospodarzy. Najpierw po dośrodkowaniu Króla Bartłomiej Kurnyta nie sfinalizował akcji z najbliższej odległości. W kolejnych minutach w roli głównej wystąpił powracający po długotrwałej kontuzji Marcin Grela. Popularny „Mały” w sytuacji sam na sam trafił w wewnętrzną stronę słupka. Drugim razem w podobnych okolicznościach był faulowany w polu karnym gospodarzy. Do wykonania rzutu karnego podszedł Kasperczyk, ale jego intencje wyczuł bramkarz i obronił strzał. Jeszcze jedną okazję miał wprowadzony po przerwie Stanisław Staszel, ale po kolejnym dośrodkowaniu Króla będąc na 7 metrze nie trafił w piłkę. Gospodarze oczywiście takich sytuacji nie marnowali i do czterech bramek przed przerwą dorzucili dwa gole odsyłając górali z pokaźnym bagażem.

– Paradoksalnie ten wysoko przegrany przez nas mecz był całkiem dobry w naszym wykonaniu. Oczywiście wynik nie może ciszyć, ale stworzenie sobie wielu okazji do strzelenia goli renomowanemu rywalowi, każe wierzyć w lepszą przyszłość tego młodego zespołu. W tym spotkani można było dostrzec chęć walki, wielkie zaangażowanie te cechy, które powinny charakteryzować każdego sportowca. Ten sezon właściwie już się kończy. Wprawdzie mamy do rozegrania jeszcze jedno spotkanie wynikające z kalendarza i dwa spotkania zaległe, ale wobec niesprzyjającej aury mogą jesienią już nie dojść do skutku. Oczywiście decyzja nie należy do nas. My już snujemy pewne refleksje co do przyszłości drużyny a materiału do przemyśleń i oczywiście pracy mamy sporo – skomentował pomeczowe wydarzenia trener KS Zakopane Dawid Bartos.

Jarmuta Kolex Szczawnica Zdrój – LKS Szaflary 0:3 (0:1)

Bramki: 0:1 Strama 5, 0:2 Kłosowski 70 karny, 0:3 Kłosowski 80. Sędziował: Łukasz Kogut z Nowego Sącza. Widzów 150.

Jarmuta: Borzęcki – Piszczek, Diopp, Ojrzanowski ŻK, Jasiurkowski, Talarczyk ŻK(75 Kozielec), Ciesielka (70 Ł.Wiercioch), Mlak, Kuziel (78 M. Pietrzak), J. Pietrzak,  Mrówka.

Szaflary: Zhuk – Gogolak (75 Joniak), Mularek, Strama ŻK, Bierówka, Kantor, J. Gałdyn (55 P. Kamiński), F. Kamiński ŻK, Dudzik, Mrowca, Kłosowski.

Ze względy na zły san boiska w Szczawnicy, mecz rozegrano na boisku w Krościenku. Już w 5 minucie gości objęli prowadzenie. Zagraną z rzutu rożnego piłkę na 10 metr uderzył Strama i futbolówka wpadła do siatki. Goście lepiej dostosowali się do trudnych warunków na boisku i w tej części gry to raczej oni przeważali . W drugiej połowie z kolei nieco więcej z gry mieli gospodarze, a najlepszą okazję na doprowadzenie do remisu miał Mrówka, kiedy wykonywał rzut wolny. Niestety dla gospodarzy trafił piłką tylko w słupek. Tymczasem kilka minut później szarżującego napastnika gości w swoim polu karnym sfaulował Diopp i sędzia podyktował rzut karny pewnie zamieniony na bramkę przez Kłosowskiego. Jeszcze raz szczawniczanie zerwali się do ataku, ale kolejny rzut wolny w wykonaniu Mrówki też był niecelny. Z kolei w 72 minucie Talarczyk zbyt długo czekał na piłkę i kiedy ona do niego dotarła strzelił z 12 metrów obok słupka. Podłamani swoją nieskuteczności gospodarze znowu oddali pole gościom a ci skwapliwie to wykorzystali strzelając trzeciego gola. W 80 minucie uderzenie F. Kamińskiego z dystansu bramkarz Jarmuty odbił w bok ale wobec dobitki Kłosowskiego był już bezradny. Jak wiadomo derby rządzą się swoimi prawami, ale mimo wszystko wynik w Krościenku jest pewną niespodzianką.

– To, że warunki do gry były bardzo trudne to oczywiście prawda, ale były równe dla obu zespołów. Lepiej w takich warunkach i na takim obiekcie poradzili sobie goście i wypunktowali nas w sposób klasyczny. Myślę, że decydującym momentem mającym wpływ na wynik spotkania był rzut karny wykorzystany przez Szaflary. Musimy przełknąć tę gorzką pigułkę. Mam nadzieje na udany rewanż na wiosnę – powiedział po meczu trener Jarmuty Jacek Pietrzak.

– Niestety ze względu na udział w zajęciach w szkole trenerów byłem fizycznie nieobecny na spotkaniu, ale śledziłem jego przebieg poprzez kontakt telefoniczny. Oczywiście gratuluję chłopakom, że nie będąc faworytem odnieśli całkowicie zasłużone zwycięstwo. Każda seria kiedyś się kończy dla nas w Krościenku zakończyła się seria przegranych i to cieszy – powiedział w telefonicznej rozmowie trener LKS Szaflary Tomasz Ligudziński,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *