III liga piłkarska. Dramat Lubania

PIŁKA NOŻNA. W drugiej kolejce spotkań grupy małopolsko-świętokrzyskiej III ligi piłkarze Wolskiego Lubania Maniowy przegrali wyjazdowe starcie z Juventą Starachowice 1:2, tracąc drugiego gola w trzeciej minucie doliczonego czasu gry.

W ciągu 90 minut gry Lubań był co najmniej równorzędnym przeciwnikiem dla gospodarzy. Oprócz bramki Jacka Pietrzaka, maniowianie stworzyli sobie jeszcze kilka świetnych okazji, których nie wykorzystali jednak m.in. Komorek i Hałgas.

Juventa Starachowice – Wolski Lubań Maniowy 2:1 (1:0)
1:0 Płusa 45 z karnego, 1:1 Pietrzak 47, 2:1 Styczyński 90. Sędziował Damian Gawęcki z Kielc. Żółte kartki: Kwiecień, Tobiaszewski – Hałgas.
Juventa: Wesołowski – Gembura, Styczyński, Senderowski, Korona – Czarnecki, Fabiański (67 Kiełbasa), Płusa, Kwiecień – Tobiaszewski (73 Piórkowski), Anduła.
Lubań: Okręglak – Czubiak, Górecki (46 Gubała), Gąsiorek, Anioł – Gołdyn (46 Bobak), Hałgas, Świerzbiński, Bachleda (80 Budz) – Pietrzak, Komorek (85 Krzystyniak).

Jak padły bramki?
1:0 45 min – niepotrzebny faul w polu karny Gołdyna na Płusie i sam poszkodowany skutecznie egzekwuje „jedenastkę”
1:1 47 min – szybki kontratak Lubania i po podani z głębi pola Pietrzak wychodzi na czystą pozycję i wygrywa pojedynek z bramkarzem rywali
2:1 90+3 min – po rzucie rożnym i dośrodkowaniu Płusy, Styczyński ubiega obrońców i bramkarza Lubania i głową pakuję piłkę w bramce.

Zdaniem trenera:
Marek Żołądź, Lubań: Jesteśmy podłamani. To normalne jak przegrywa się spotkanie w takich okolicznościach. Już nawet nie dane nam było po stracie tej drugiej bramki wznowić gry ze środka bo arbiter odgwizdał koniec. Po raz kolejny nasza dobra gra nie przekłada się na punkty i to najbardziej boli. Sam trener gospodarzy przyznał, że najsprawiedliwszym wynikiem byłby w tym spotkaniu rezultat remisowy. Już sam nie wiem, po raz który zabrakło nam po prostu szczęścia. Stwarzamy sporo sytuacji, marnujemy je a sami tracimy gole w głupi sposób. Pierwszy gol dla gości był skutkiem zupełnie niepotrzebnego faulu Gołdyna. Po raz kolejny brakło koncentracji. A w tej feralnej 92 minucie to my mieliśmy piłkę. Wojtek Okręglak zamiast wykopać ją daleko w przód, chciał zagrać jeszcze na kontrę, dograł do obrońcy ten stracił piłkę i ratując się posłał ją na rzut rożny, po którym straciliśmy gola. Naprawdę boli taka przegrana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *