Rozmowa z prokurator Anastazją Huzior prowadzącą sprawę zabójstwa przy użyciu noża pod nowotarskim klubem ADHD.
Pani Prokurator sprawa brutalnego zabójstwa z użyciem noża 20-letniego Andrzeja z Nowego Targu przez 23-letniego Dawida M. z Rabki-Zdroju w Andrzejki w 2013 pod klubem ADHD wciąż wzbudza wiele emocji. Niedawno, co prawda, zapadł wyrok dożywocia dla zabójcy, który nie jest jeszcze prawomocny, ale sprawa nadal jest bardzo szeroko dyskutowana i komentowana wśród mieszkańców Podhala. Zadają oni wiele pytań. Zastanawiają się dlaczego pozostali uczestnicy otrzymali jedynie kary w zawieszeniu, a jedna osoba została nawet uniewinniona.
Dawid M. miał postawiony zarzut zabójstwa z zamiarem bezpośrednim Andrzeja K., a także drugi zarzut udziału w pobiciu jeszcze dwóch mieszkańców Nowego Targu. Pozostałych 5 podejrzanych miało zarzuty udziału w pobiciu zmarłego Andrzeja i jego dwóch kolegów. Jeśli chodzi o te pozostałe osoby, to wnioskowaliśmy wymierzenie przez Sąd kar z warunkowym zawieszeniem wykonania, albowiem toku śledztwa ustalono, że ich zachowanie w żaden sposób nie przyczyniło się do skutku w postaci śmierci Andrzeja K. Udział jednego z nich był w zajściu znikomy. Dawid M. od początku nie przyznawał się do zarzutu zabójstwa. Najpierw zaprzeczał w ogóle, aby używał noża wobec ofiary, a w późniejszym toku śledztwa twierdzi już, że godził nożem, ale nie chciał zabić. Zostały przeprowadzone badania sądowo-psychiatryczne, które zarządza się rutynowo w przypadku osób którym postawiono zarzut zabójstwa. Wynikało z nich, że ma on dyssocjalne i narcystyczne cechy osobowości, co jednak nie miało wpływu na konkluzję biegłych, iż w czasie popełnienia czynu miał on zachowaną pełną zdolność rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem. Sąd podzielił w całości stanowisko prokuratury w odniesieniu do zrealizowania znamion zabójstwa, jak również, uznał moją argumentację, co do tego, iż w sprawie brak jest jakichkolwiek okoliczności łagodzących, które mogłyby przemawiać za sięgnięciem wobec oskarżonego Dawida M. po łagodniejszy wymiar kary. Zapadły, choć nieprawomocny wyrok skazujący Dawida M. na karę dożywotniego pozbawienia wolności, daje nie tylko rodzinie zmarłego wewnętrzne poczucie sprawiedliwości, ale również niewątpliwie spotyka się z pozytywnym odbiorem społecznym, czyniąc zadość społecznemu poczuciu sprawiedliwości. Jest to wyraźny sygnał, że organy wymiaru sprawiedliwości nie mają pobłażania dla bestialskich aktów agresji, a życie ludzkie to najistotniejsza, podstawowa wartość chroniona prawem karnym. To bardzo ważne. W ostatnim czasie coraz częściej pojawiają się sprawy karne przeciwko życiu i zdrowiu popełniane z użyciem noża, najczęściej wśród zdegenerowanej młodzieży. Taki wyrok może więc spowodować, że inni potencjalni sprawcy zastanowią się dwukrotnie czy warto sięgać po to narzędzie w napadzie niczym nieuzasadnionej agresji wobec drugiego człowieka.
Dawid M. został skazany na dożywocie, jednak, nawet jeśli wyrok zostanie podtrzymany, to pewnie wyjdzie znacznie wcześniej na wolność. Po jakim czasie wyjdzie z więzienia?
W przypadku uprawomocnienia się wyroku, może się ubiegać po 25 latach o warunkowe przedterminowe zwolnienie z zakładu karnego. Przy czym, nie oznacza to, że po upływie tego czasu skazany automatycznie opuści zakład karny, albowiem o ewentualnym przedterminowym zwolnieniu, w przypadku skierowania takiego wniosku przez skazanego, zadecyduje dopiero sąd penitencjarny.
Zabójstwo miało miejsce 30 listopada 2013 roku, a akt oskarżenia wpłynął do Sądu dopiero prawie rok później, dlaczego śledztwo tak długo trwało?
Pani Redaktor, mam świadomość, że pogląd społeczny w takich bulwersujących sprawach jest prosty. Zabił, więc powinien dostać dożywocie, a skoro policja zatrzymała sprawcę, to prokurator powinien natychmiast sporządzić akt oskarżenia, a sąd wymierzyć karę i nie ma tu nad czym długo się zastanawiać i procedować. Niestety, z punktu widzenia warsztatu pracy prokuratora, wymogów proceduralnych, konieczności zgromadzenia kompletnego materiału dowodowego, nie jest to już takie proste. Nikt nie bierze pod uwagę, że śledztwo w takich sprawach bywa żmudne, czasochłonne i skomplikowane. W polskiej procedurze karnej jedną z podstawowych zasad jest zasada domniemania niewinności- co oznacza, że wszelkie wątpliwości jakie pojawią się w sprawie rozstrzyga się na korzyść oskarżonego. Z tego względu rolą prokuratora jest przeprowadzenie śledztwa na tyle dokładnie, poprzez wykorzystanie wszelkich możliwych źródeł dowodowych oraz wyjaśnienie ewentualnych sprzeczności i niejasności na tyle, aby Sąd rozpoznający sprawę miał tych wątpliwości jak najmniej. Praca nad przedmiotową sprawą, wbrew pozorom, nie była łatwa. Niestety, nie wszystkie fragmenty zdarzenia zostały zarejestrowane na zapisach kamer monitoringu, a uzyskany zapis był co do zasady słabej jakości z uwagi na jakość sprzętu rejestrującego, warunki nocne oraz tłum ludzi nieopodal którego rozegrało się zdarzenie, a który dodatkowo częściowo zasłaniał przebieg zdarzenia. W tej sprawie sama osobiście przesłuchałam kilkudziesięciu świadków. Uczestniczyłam w sekcji zwłok, zleciłam kilkanaście opinii biegłych. Na niektóre z nich trzeba było czekać po kilka miesięcy. Dotyczyły one zarówno analizy zapisu monitoringu, jak i zawartości komputerów i telefonów podejrzanych. Były opinie biegłych lekarzy dotyczące obrażeń ciała doznanych przez poszczególne osoby, opinie sądowo – psychiatryczne dotyczące poniektórych podejrzanych, wywiady środowiskowe. Został tez przeprowadzony eksperyment procesowy na rynku we wrześniu ubr. Wtedy osobiście spotkałam się z zarzutem, że robię oględziny w 9 miesięcy po zdarzeniu, a przecież te zostały przeprowadzone od razu w noc po zabójstwie. Eksperyment miał na celu natomiast zsynchronizować zeznania najistotniejszych świadków, połączyć fragmenty zaobserwowanych przez nich wycinków zdarzenia w logiczną całość. Nie wszystko było bowiem zapisane na monitoringu, a poszczególni świadkowie pamiętali inne fragmenty i inne wycinki zdarzenia. To wszystko trzeba było ułożyć w logiczną, spójną całość. Odtworzyć i pokazać Sądowi, jak zdarzenie się zaczęło, jak przebiegało i jak zakończyło. Dlaczego robiliśmy to w terenie? Otóż ważne było, czy jeśli ktoś mówił, że np. widział osobę z nożem w ręku, to czy było to możliwe do dostrzeżenia z miejsca z którego miał to obserwować. Przy tych ostatnich czynnościach byli też obrońcy oskarżonych. To po to, aby już w sądzie nie zastanawiać się, czy dany świadek mógł widzieć to o czym zeznawał. To było podsumowanie całego materiału dowodowego tuż przez wniesieniem aktu oskarżenia.
Sprawa ta kosztowała mnie dużo pracy, także po godzinach i wysiłku. W tak poważnej sprawie muszą być przeprowadzone wszystkie możliwe czynności dowodowe, muszą być opinie biegłych, tak, aby oskarżenie nie budziło wątpliwości. Wszystko musi się zgadzać, aby nie dać przed sądem pola do popisu obrońcom oskarżonych, którzy co oczywiste, zawsze będą podnosić, iż materiał dowodowy jest niepełny, że prokurator nie zrobił tego i tamtego, przy czym nie wszystkie czynności da się wykonać w postępowaniu przed sądem, a wątpliwości, jak już zaznaczyłam, Sąd ma obowiązek rozstrzygać na korzyść oskarżonego. Trzeba było też pilnować kolejnych terminów aresztu. Prokurator odpowiedzialny za śledztwo wiele czynności wykonuje osobiście, pozostałe zleca się do wykonania funkcjonariuszom policji, natomiast całą odpowiedzialność za bieg śledztwa, terminowość przeprowadzania kolejnych czynności i merytoryczną zawartość akt ponosi prokurator. Dodam tylko, że akta tej sprawy w chwili gdy trafiły do sądu liczyły 13 tomów, a sam akt oskarżenia miał prawie 30 stron.
Czy od początku pani prowadziła śledztwo?
Przez pierwsze dwa miesiące prowadziła je prokurator Aneta Hładki, teraz pracuje ona w Prokuraturze Rejonowej w Zakopanem. Po przejęciu śledztwa korzystałam z jej bogatego doświadczenia zawodowego tj. wskazówek i rad, jakie mi przekazała co do dalszego biegu tego śledztwa. Ustalenia śledztwa, podejmowane w jego toku kluczowe decyzje, na bieżąco konsultowałam też z aktualnym Zastępcą Prokuratora Rejonowego prokuratorem Jackiem Tętnowskim, którego zdanie bardzo sobie cenię. Oczywiście, sprawa ta pozostawała również w zainteresowaniu, tak Prokuratora Rejonowego Józefa Palenika jak i jego ówczesnego Zastępcy – prokuratora Zbigniewa Gabrysia.
Czy miała pani w czasie tego śledztwa dużo innych spraw kryminalnych?
Od dwóch lat pracuję w Dziale Śledczym Prokuratury Rejonowej w Nowym Targu, do którego trafiają śledztwa najcięższe, sprawy najbardziej skomplikowane. Zarówno ja jak i pozostali prokuratorzy mają tu średnio po 20 – 30 spraw na biegu. Prokuratorzy nadzorujący sprawy mniejszego kalibru tzw. referat dochodzeniowy mają średnio na biegu po 60 – 80 spraw na osobę. Z tego powodu brakuje nam czasu i często pracujemy też w domu po godzinach. To dlatego jestem bardzo wdzięczna Kierownikowi Działu Śledczego prokuratorowi Ireneuszowi Głowińskiemu, że w czasie, gdy prowadziłam sprawę zabójstwa spod ADHD starał się mnie nie obciążać ponad miarę innymi sprawami, wymagającymi pilnego bieżącego urzędowania i sporego nakładu pracy. Praca nad sprawą taką jak ta o której rozmawiamy, sprawą dotyczącą zabójstwa należącą do właściwości Sądu Okręgowego, nie kończy się bowiem dla jej referenta w prokuraturze, wniesieniem aktu oskarżenia. W takich sprawach prokurator referent osobiście uczestniczy w każdej rozprawie, do każdej musi się przygotować. Cały czas kontrolować co się dzieje. Przesłuchiwanie świadków to bowiem doskonałe pole do popisu dla obrońców, bo tzw. ślady pamięciowe się zacierają, a wystarczy, że świadek nieznacznie odmiennie zrelacjonuje fragment zdarzenia przed sądem, aby jego zeznania, przy odpowiednim dopytaniu przez obrońcę, traciły swą wartość dowodową.
W tym procesie było 6 oskarżonych i tylu samo obrońców. Czy cały czas był tylko jeden prokurator?
Tak, praktycznie zawsze prokurator jest jeden, a na wszystkich rozprawach w tej sprawie występowałam osobiście jako jej referent. Nie było więc w sądzie łatwo. Miałam naprzeciwko siebie 6 obrońców, a w tym prof. mecenasa Jana Widackiego- jednego z bardziej znanych adwokatów w Polsce, mającego bogaty dorobek naukowy i zawodowy oraz wieloletnie doświadczenie w tego typu sprawach. Bronił on głównego oskarżonego Dawida M. Przygotowując swoją mowę końcową musiałam przewidzieć, jakie argumenty może wysnuć każdy z obrońców i przedstawić kontrargumenty zanim oni zabiorą głos w sprawie, gdyż niestety zgodnie z procedurą prokurator przemawia jako pierwszy. Moja mowa trwała więc kilkadziesiąt minut, przy pełnej publiczności, w tym przedstawicieli mediów, Sali rozpraw . Wyrok dał mi pełną satysfakcję, że wniosek prokuratury co do kary zaproponowany wobec oskarżonego o zabójstwo został uwzględniony przez sąd, tym bardziej, iż wniosek ten dotyczył najsurowszego wymiaru kary przewidzianego przez polski kodeks karny. Utwierdza mnie to na chwilę obecną w przekonaniu, że czas który poświęciłam tej sprawie oraz wykonana przeze mnie praca, nie poszły na marne.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Beata Szkaradzińska