NOWY TARG. Ok. 350 kajakarzy, czyli znacznie więcej niż w ubiegłym roku, startowało dziś od godz. 13 spod kładki przy lodowisku do I etapu 73. Międzynarodowego Spływu Kajakowego na Dunajcu im. Tadeusza Pilarskiego. Organizatorzy uprzedzali o bardzo trudnych warunkach, czyli niskim stanie wody. I przypominali o bezwzględnym zakazie płynięcia przez jazy.
Zrośnięty z Nowym Targiem Spływ to jedna z najstarszych – nawet na świecie – i największych w Europie masowych imprez wodniackich, organizowana przez Stowarzyszenie Turystyki i Rekreacji Kajakowej „Dunajec”. Najlepsze, najtłumniejsze lata ma już za sobą, ale doczekał się grona wiernych i dzielnych uczestników. Na nowotarskie otwarcie od lat przyjeżdżają jego Honorowi Komandorzy.
O wysokiej randze Spływu odbywającego się w ramach Tygodnia Dzikich Wód świadczy fakt, że – jako impreza pięciogwiazdkowa – zaliczany jest do cyklu zawodów Grand Prix Polskiego Związku Kajakowego. Figuruje też w kalendarzu imprez PTTK.
Trzy dni na wodzie są znakomitą okazją do spotkania kajakarzy z Polski i zagranicy, wymiany doświadczeń i wypoczynku połączonego z rywalizacja sportową. W tym czasie uczestnicy zmagają się ze specyfiką górskiej rzeki i z połacią Jeziora Czorsztyńskiego. Na kolejnych biwakach po zakończeniu etapów kwitnie życie towarzyskie.
Dziś czeka ich I etap – „swobodne płynięcie” do Mizernej. Muszą się tylko zmieścić w określonym przedziale czasowym: tak ze startem, jak i z przybyciem na metę. Drugiego dnia kajakarze wypłyną na trasę ze Sromowiec Wyżnych do Krościenka, z crossem na odcinku od Sromowiec Wyżnych do Niżnych (koniecznie w kaskach).
Uczestnicy Spływu to bractwo zaprawione w bojach na niejednej rzece, aczkolwiek specyfiki górskiego Dunajca lekceważyć nie wolno. Przy jazach czuwać będą ratownicy WOPR i kajaki trzeba przenosić. Woprowcy rozmieszczeni są też w najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych miejscach na trzydniowej trasie do Krościenka. Baza w Krościenku to miejsce, gdzie będzie fetowany Aleksander Doba – pierwszy człowiek, który samotnie, kajakiem przepłynął Atlantyk (i jeszcze nawet oficjalnie nie zakończył swojej wyprawy).
Spływowicze są członkami klubów z całej Polski – głównie krakowskich, ale też z Gdańska, Lublina, Śląska, Wrocławia, Opola. O międzynarodowym charakterze Spływu stanowi udział kajakarzy z Niemiec, Słowacji i Węgier. Dla najwytrwalszych jest to już ich ponad pięćdziesiąta edycja.
Komandor Zbigniew Mizerek liczy, że drugiego dnia dołączy jeszcze więcej kajakarzy, liczbę uczestników powiększając do ok. 400.
Wyjątkowo uroczyste otwarcie Spływu – ze względu na 80-lecie imprezy – trwało godzinę. Witano zacnych gości, honorowano zasłużonych, minutą ciszy uczczona była pamięć tych, którzy w minionym roku wypłynęli już na wielki błękit, m.in. Honorowego Komandora Lesława Horeckiego. Wspominany był i bardzo zasłużony dla Spływu Otokar Balcy – autor Dunajcowego Hymnu, który zawsze brzmi przy wciąganiu flagi na maszt.
Ministerstwo sportu reprezentował Wojciech Kudlik, władze Krakowa – wiceprezydent Tadeusz Trzmiel (też spływowicz). Marek Głowacki – przewodniczący komisji turystyki kajakowej, z ramienia PTTK wręczył komandorowi Mizerkowi na 80-lecie potężny, kryształowy puchar, medal i dyplom. (Puchar, jak obiecał, komandor, ma być w Krościenku wypełniony godnym trunkiem i zostanie nim wzniesiony toast za zdrowie Aleksandra Doby). Uhonorowane zostały też osoby zasłużone dla Spływu, m.in. panie Janina Zemlak-Pilarska (wdowa po patronie imprezy) i Krystyna Świeżawska „Żaba”; Krzysztof Nalepa. Dziękowali organizatorzy również nowotarskim władzom za życzliwą gościnę.
Wspominana była z okazji 80-lecia i historia pływań na Dunajcu, do których początkowo używano tratw i łodzi, a pierwsza przystań w powstała dopiero 1933 r. (do dziś nosi jednak nazwę KS „Pieniny”).
Życząc kajakarzom idealnej pogody przez trzy dni, burmistrz Marek Fryźlewicz ufał, że to, co najgorsze, pokazała aura w maju, kiedy wskaźnik poziomu wody w Dunajcu przykryty był do wysokości 450 cm. Oznaczało to, że lustro wody znajdowało się w czasie powodzi siedmiokrotnie wyżej niż zwykle… – Dunajec to rzeka piękna, ale nieobliczalna – mówił.
Organizatorzy natomiast nie mieli wątpliwości, że swoją „żywotność” – i jakby renesans – Spływ na Dunajcu zawdzięcza wyzwaniom, jakie stawia górska rzeka, ale też nieodpartemu urokowi i zmienności krajobrazu.
Fot. Anna Szopińska