NOWY TARG. O godzinie „W” zabrzmiała syrena. Tym przejmującym dźwiękiem rozpoczęło się przed Krzyżem Katyńskim przy kościele św. Katarzyny upamiętnianie 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, bohaterstwa i ofiary jego uczestników.
Organizatorem obchodów była Nowotarska Grupa Mieszkańców „PAMIĘĆ”. Słowem o historii tego najważniejszego i tragicznie zakończonego zrywu w najnowszej historii Polski, czyli 63 dniach chwały; poezją i pieśnią przypomniana została hekatomba ofiar, rozpoczęta 1 sierpnia 1944 r. o godz. 17.
Podczas dwumiesięcznych walk straty podziemnego wojska wyniosły ok. 16 tys. zabitych i zaginionych, 20 tys. rannych i 15 tys. wziętych do niewoli. Skutkiem nalotów, ostrzału artyleryjskiego, ciężkich warunków bytowych, masakr urządzanych przez oddziały niemieckie zginęło od 150 tys. do 200 tys. cywilnych mieszkańców stolicy. Niemcy obrócili w gruzy większość zabudowy lewobrzeżnej Warszawy, w tym setki bezcennych zabytków.
Hołd połączony z modlitwą oddano ofiarom powstania, wspominając nazwiska nowotarżan, którzy brali udział w Powstaniu:
1. Mieczysława Zbigniewa BEŁTOWSKIEGO ur. 13.04.1915 r. (absolwent Gimnazjum im. S.Goszczyńskiego w Nowym Targu) – porucznik, ps. „Antoni Wilga”, „Ryś”, w powstaniu walczył w Oddziale AK – Grupa „Północ” Państwowy Korpus Bezpieczeństwa (PKB) – oddział PKB „Barry” – pluton żandarmerii, następnie pluton odwodowy dowódcy Grupy „Północ” – dowódca plutonu, szlak bojowy Stare Miasto, zginął 2.09.1944 r. podczas bombardowania Pałacu Krasińskich
2. KrystynY DZIĘDZIELEWICZ ur. 22.01.1926 r. – strzelec, ps. „Krystyna”, nic nie wiadomo na temat jej przydziału w powstaniu do oddziału, wyszła z powstania jako jeniec nr 106547 jej dalsze losy są nieznane
3. Marii MENDLOWSKIEJ ur. 17.03.1918 r. – podporucznik, ps. „Ziutka”, udział w konspiracji 1939-1944 Komenda Główna AK – Oddział V (Dowodzenie i Łączność) – Wydział V-k (Łączność konspiracyjna „15-K, „24-K”,”55-K”, „25-K”, „49”), w powstaniu była w Kwaterze Głównej sztabu Okręgu Warszawskiego AK – kancelaria – szyfry, szlak bojowy Śródmieście-Północ, wyszła z Warszawy z ludnością cywilną, zmarła w Krakowie 12.07.2007 r.
4. Jerzego NOMARSKIEGO ur. 01.04.1919 r. – kapral, ps. „Rosomak”, nr legitymacji AK 114411, w powstaniu walczył w AK – batalion „Zaremba”-„Piorun” – pluton łączności, szlak bojowy Śródmieście Południe, wyszedł z powstania jako jeniec nr 105922, dalsze losy nieznane
5. Zofii SOWIŃSKIEJ ur.06.02.1921 r. – strzelec, ps. „Alicja”, w powstaniu walczyła w AK – batalion „Zaremba”-„Piorun” jako łączniczka, szlak bojowy Śrómieście Południe, zmarła 11.09.1944 r. w wyniku zatrucia
6. Ryszardy Ireny TURSCHMIDT ur. 26.02.1927 r. – strzelec, ps. „Bryła” w powstaniu walczyła – II Obwód „Żywiciel” (Żoliborz) Warszawskiego Okręgu AK – zgrupowanie „Żaglowiec” – pluton 206, szlak bojowy Żoliborz, wyszła z powstania jako jeniec nr 46723, dalsze losy nieznane.
Gorycz osamotnienia stolicy walczącej na oczach sowieckiego frontu zatrzymanego na lewym brzegu Wisły, skazanej na zagładę przez Niemców, wykrwawiającej się w starciu z miażdżącą przewagą okupanta – zapisała się w strofach wierszy i pieśni, w tragizmie losów młodych powstańców.
Powstanie miało trwać kilka dni, trwało 63. Były to 63 dni bohaterskiej chwały, walki o niepodległość całego kraju i wolność wszystkich Polaków. To o Bohaterach tych 63 dni, kazano nam zapomnieć na długie lata, zostali Oni wymazani z naszej historii na równi z Żołnierzami Wyklętymi i ofiarami zbrodni w Katyniu – przypominali organizatorzy uroczystości, które przed Krzyżem Katyńskim zgromadziły jednak tylko garstkę ludzi: delegacje miasta i powiatu, sztandary miasta i ZWZ AK, harcerzy, wiernych uczestników patriotycznych wydarzeń. Z Krempach jednak, z własnej inicjatywy, przyjechała w mundurze, by reprezentować Szkoły Średnie im. prof. Venuleta, uczennica klasy wojskowo-pożarniczej, Marcelina Wnęk.
Wystawkę ze zdjęć, dokumentów i mapek przygotował na 70. rocznicę i ustawił w miejscu obchodów Maciej Zapolski-Nurkiewicz, syn rotmistrza Zdzisława Nurkiewicza, dowódcy 27. Pułk Ułanów AK, jedynej kawalerii, która walczyła w Powstaniu, przedarłszy się przez most na Wiśle do Żoliborza. On też mówił o walczących przedmurzach Warszawy, o żołnierzach zmagających się w Puszczy Kampinoskiej i za Okęciem; o alianckich zrzutach transportowanych z Kampinosu na Żoliborz.
Trudno wyobrażalny manewr przedostania się do stolicy regularnych oddziałów Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK, w upalny dzień 26 lipca 1944 r., gdy odgłosy kanonady zwiastowały zbliżanie się frontu do Warszawy, mostu na Wiśle strzegły niemieckie czołgi, a za kilka dni w stolicy miało wybuchnąć powstanie – po latach, we wrześniu 2011 r., w kolejną rocznicę tragicznej bitwy pod Jaktorowem, tak wspominał por. kawalerii AK, Marian Podgóreczny „Żbik”:
Gdy między kolumnami niemieckich satelitów znalazł się niewielki odstęp, z bocznej drogi od strony Okunina na szosę wiodącą do Warszawy bezczelnie wkroczyła jednostka, która nie figurowała w żadnej ewidencji wojsk hitlerowskich ani ich sprzymierzeńców – było to nasze zgrupowanie „Stołpecko-Nalibockie”. Kolumnę prowadził cichociemny por. „Góra-Dolina” Adolf Pilch. Za nim z bronią maszynową, granatnikami i moździerzami: „zmotoryzowane” na furmankach trzy kompanie pierwszego baonu 78 pułku piechoty Strzelców Słuckich pod dowództwem por. „Dźwiga” Witolda Pełczyńskiego-Hrynkiewicza i żandarmeria oddziału. Za piechotą tabory, a dalej – ułani, wszyscy na koniach. Cztery pełne szwadrony liniowe, aprowizacja, pluton łączności, szpital polowy. To w pełnym składzie 27. Pułk Ułanów AK z wzorem z Nieświeża, im. Króla Stefana Batorego, dowodzony przez niepokornego przedwojennego zagończyka, chorążego a następnie rotmistrza „Noc”, „Nieczaj” Zdzisława Nurkiewicza. Za kawalerią szło kwatermistrzostwo i duszpasterstwo z kapelanem ks. mjr „Pracz” Hilarym Praczyńskim, któremu w Kampinosie, w Laskach, będzie dzielnie sekundował ks. prof. Stefan Wyszyński, przyszły Prymas Tysiąclecia oraz inni bohaterscy księża kapelani. (…) Do dzisiaj historycy głowią się, jak to było możliwe, by tysięczny niemal oddział partyzancki, w przedwojennych polskich mundurach, z orzełkami na czapkach, w biały dzień, bez jednego wystrzału, przeszedł przez most na drugi brzeg Wisły… Podejmując taką decyzję, nie bez racji por. „Góra, Dolina” mówił: „ – Żadnemu przeciętnie inteligentnemu niemieckiemu dowódcy nie przyjdzie do głowy, by jakikolwiek wrogi oddział mógł sobie tak bezczelnie zakpić z niemieckiej potęgi”.
Omamić do tego stopnia komendanta twierdzy Modlin płk von Bibera, nie zdołałby zapewne nawet sławetny szewc Fridrich Wilhelm Voigt, z książki Carl Zuckmayera pt „Kapitan z Köpenick”.
To nalibockie zgrupowanie AK nie tylko wyzwoliło w ciągu jednej nocy, przy współudziale miejscowej konspiracji, rozległy teren Puszczy Kampinoskiej spod niemieckiej okupacji, ale też potrafiło przez dwa miesiące ów zdobyty teren utrzymać, atakując i odpierając niemal codzienne natarcia nieprzyjaciela. Bez tego zgrupowania nie miałaby szans powstać i przetrwać zarówno „Grupa Kampinos”, której „Doliniacy” stanowili główną siłę, jak i „Niepodległa Rzeczpospolita Kampinoska”. Niemal cała piechota nalibocka przedarła się do Warszawy na szańce Żoliborza. W dwukrotnych atakach przeprowadzonych przez mjr Okonia na Dworzec Gdański padło około pięciuset chłopców, mówiących śpiewnym, kresowym akcentem. Do końca powstania naliboczanie dzielnie bronili „Poniatówki”, słynnego warszawskiego gimnazjum… Dla tych, którzy zostali w Kampinosie, powstanie nie skończyło się z chwilą kapitulacji Warszawy. ” – My poddawać się nie przywykłszy” – mawiali.
W 70-tą rocznicę powstańczego zrywu
Fot. Anna Szopińska