NOWY TARG. Marzenia o „zielonej sali” snuto tu od dawna, ale nie było pieniędzy. Teraz w ogrodzie nowotarskiej „Chatki” – placówki prowadzonej przez Koło Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym – stanęła piękna, drewniana altana. Wyczarowali ją dla podopiecznych Ludzie o Wielkich Sercach z „Gaspolu”.
Akcja
LWS w
dystrybutorskiej
firmie
zaczęła
się trzy
lata temu.
– Szukamy kogoś,
kto
potrzebuje
pomocy
i angażujemy
się w
działania
charytatywne,
prowadząc
je na
terenie
całej
Polski –
mówią
ludzie
z „Gaspolu”,
którzy przybyli do „Chatki” na otwarcie altany. – Działaliśmy w Pleszewie, w Rypinie pomagaliśmy remontować pomieszczenia Domu Dziecka, w Warszawie wsparliśmy dziecięcy oddział onkologiczny.
Z pytaniem, co jest potrzebne „Chatce”, zwrócili się do nowotarskiego Koła przed wakacjami. Po wakacjach altana była gotowa. Że szersza o dwa metry – zawdzięcza to ośrodek Janowi Filipkowi z Szaflarskiego „Jandrewu”. Pod zgrabnym, drewnianym zadaszeniem wspartym na słupach znalazły się 24 metry kwadratowe wcześniej wybrukowanego kostką terenu. To będzie ta „zielona sala”, która pozwoli odbywać zajęcia na powietrzu i ustawić wózki przy stolikach. Przestrzeń ma być jeszcze zaaranżowana – np. przesłonami pozwalającymi coś przypiąć czy zawiesić.
– Dzięki tym, którzy nas wspierają, jak Ludzie o Wielkich Sercach, mamy tu domki, piaskownice, wrzosowisko, teraz i altanę – mówi prezesująca nowotarskiemu Kołu PSSOU Grażyna Kukulska. – Mogliśmy urządzić ścieżkę sensoryczną z różnymi rodzajami podłoża, która dostarcza bodźców dotykowych podopiecznym na wózkach. Część ogrodu wykorzystujemy na hipoterapię. To wszystko rzeczy, na które nie wystarcza środków ze starostwa ani z PFRON-u.
Potrzeb i marzeń oczywiście jest więcej. Brakuje jeszcze w ogrodzie huśtawek, większej ilości ławeczek, boiska. Takie urządzenia dla osób niepełnosprawnych są istotnie droższe, bo – nawet jeśli wiele się nie różnią od standardowych – wymagają atestów. W planie jest oczywiście kolejne powiększenie altany, jeśli tylko znajdzie się trochę grosza.
Jeszcze dalej wybiega marzenie o własnym, choćby podstawowym zapleczu rehabilitacyjnym.
– Nie chcemy być przechowalnią… – mówi pan Jurek, ojciec niepełnosprawnego syna, w działalność ośrodka zaangażowany od początku, od ponad 20 lat. – Próbujemy tych młodszych i starszych podopiecznych usprawnić na tyle, na ile jest to możliwe. Tu są zatrudnieni bardzo dobrzy fachowcy. Ale dowożenie i korzystanie z urządzeń gdzie indziej przekracza nasze możliwości finansowe.
Już teraz „Chatka” do transportowania swoich podopiecznych wykorzystuje dwa busy. Pokonują one 340 km dziennie, dowożąc ich z różnych miejscowości powiatu nowotarskiego – od Spisza po rejon Czarnego Dunajca. Trzech podopiecznych jest już z powiatu tatrzańskiego. W dowożeniu dzieci ze swoich terenów uczestniczą też niektóre gminy.
Tak wygląda codzienność „Chatki”. Ale otwarcie altany stało się – jak zwykle tutaj – prawdziwym świętem: z przecięciem wstęgi, poczęstunkiem przygotowanym pod okiem niezawodnego pana Wiktora; z tanecznym występem i pokazem mody. Te starania ich efekty, ale przede wszystkim – wdzięczność „chatkowiczów” – chwytają za serce.
Fot. archiwum „Chatki” i Anna Szopińska