Od Papieskiego ołtarza pod Wielką Krokwią do relikwiarza Świętego Jana Pawła II

PODHALE. Marek Szala z Szaflar twórca ołtarza papieskiego spod Wielkiej Krokwi przez kolejne 18 lat od tego wydarzenia miał wiele relacji związanych z osobą Świętego Jana Pawła II. Były pomniki tego Wielkiego Polaka i Papieża, ale także relikwiarze, a w tym ten najważniejszy – pierwszy na świecie relikwiarz Świętego Jana Pawła II. Został on oficjalnie umieszczonymarek szala realizacje w dzień kanonizacji Świętego Jana Pawła II w Montorella we Włoszech, miejscu, które na tydzień przed konklawe odwiedził w 1978 roku wówczas jeszcze ks. kard. Karol Wojtyła, a w trzy tygodnie potem już jako papież.

Wielki podhalański artysta działający, tak blisko Jana Pawła II, nigdy wiele nie mówił o swych przeżyciach związanych z tym doświadczeniem bliskości Świętego Jana Pawła II. Po raz pierwszy całościowo dla większego grona opowiedział o tym podczas tegorocznego X Festiwalu Twórczości Chrześcijańskiej w Zakopanem.

To także wówczas podziękował wielu bezimiennym do tej pory ludziom, cieślom, artystom, a także tym pomocnikom, którzy sprawili, że ten niezwykły ołtarz z równie niezwykłym ołtarzem mógł stanąć w 1997 roku pod Wielką Krokwią. Podkreślił tez dramaturgię tego działa powstającego w ukryciu, bez teraz patrząc ludzkiego punktu wiedzenia bez wielu narzędzi, obliczeń, projektów. Ołtarz rodził się bowiem spontanicznie i w wielkim wzajemnym porozumieniu serc i dusz jego twórców.

***

Był rok 1996, gdy do Marka Szali zastukali ówczesny burmistrz Zakopanego Adam Bachleda – Curuś i Elżbieta Chodurska. Wcześniej w 1993 roku, to on przygotował dzwonek z barankiem, który otrzymał od zakopiańskiej delegacji zapraszającej go pod Tatry – Jan Paweł II. – Zbuduj ołtarz – powiedzieli, jak wspomina sam Marek Szala. Dodaje, że podjął się tego dzieła. Pomogli mu młodzi rzeźbiarze, rzec można chłopcy. – Trzej moi uczniowie: Wojtek Madej, Czesiek, Zbyszek Maciejewski – wspominał artysta, nie ukrywając, że wielu znanych rzeźbiarzy mu odmówiło pomocy, mówiąc, że nie będą pracować za miskę zupy. – A ja będą, powiedziałem. To zmieniło moje życie. To wydarzenie była największym w sensie emocjonalnym.

Od tego czasu ruszyła budowa, bez szczegółowych obliczeń, projektów. Na te nie było już czasu. Ołtarz jednak budowali ci, którzy czuli, że biorą udział w wielkim wydarzeniu. – W mojej szkole był starszy człowiek, on sam odrestaurował stare austriackie warsztaty, przeznaczone już do spalenia… Pomyślałem, ten człowiek zna się na swej pracy. Poprosiłem go o pomoc. On przyprowadził do współpracy pozostałych mistrzów. Moim zadaniem było im nie przeszkadzać… Ja do tych trzech moich chłopaków i tych czterech mężczyzn powiedziałem: Wy nie macie nic, ja nie mam nic, ale razem mamy tyle, aby ten ołtarz zbudować…

Marek Szala dodał, że w innych miejscach w Polsce za budowa stały huty, w Zakopanem miał on do dyspozycji ciężarówkę. – My mieliśmy jednak coś więcej chęć i wolę – mówił, wyjaśniając, że teraz te pierwsze bardzo ogólne szkice, projekty ołtarza, są w Świątyni Opaczności Bożej w Warszawie. – My przyjmowaliśmy tylko kolejne komunikaty. Najpierw ołtarz miał być na Równi Krupowej. Potem ze względów logistyki pod Wielką Krokwią. Potem był komunikat, że Ojciec Święty chce odprawić mszę świętą twarzą go gór. Tymczasem pawilon skoczni był zardzewiały, a równocześnie nie do ruszenia… Robiłem rysunki na papierze śniadaniowym i z takimi pojechałem pokazać je do Watykanu… Te rysunki powiesiłem też na ścianie sali, gdzie pracowali mistrzowie cieślowie i oni bezbłędnie, bez pytań pracowali. Ci wspaniali mistrzowie wiedzieli, jak to zrobić. Miał racje pewien znany architekt, że architektura jest zbyt poważna sprawą, by powierzać ją architektom… Ze względu na te 200 tysięcy osób, które miały być na mszy świętej chciałem, aby Ojciec Święty był dla nich widoczny z każdego miejsca. Zbudowano specjalne kratownice. Długo leżały one na mierniku w Kirach. Teraz posłużą do powstania dzwonnicy w Podsarniu…

Wiele dyskusji wzbudzał i sam granitowy ołtarz. Miał symbolizować biblijną historię z elementami gór. To dlatego ołtarz zaprojektował Marek Szala z baranimi rogami. Gdy tylko to na sesji zobaczyli to radni powstało zamieszanie. – Radni na korytarzu pod salą obrad komentowali oburzeni, że rogi to symbol szatana. To miał być rodzaj ambonki z dwoma kolumnami w duchu świątyni Salomona. Zamieszanie było i z tronem papieskim. – Przyszła tajna instrukcja, jak ma być dostosowany, jak nachylony, aby bez problemu mógł wstawać z niego chory już papież. Jakie oparcie, jak ma być wykonane oparcie pod rękę. I jeszcze wiele innych szczegółów z zaleceń medycznych. Po raz pierwszy wówczas na tronie papieskim został umieszczony nowy herb Zakopanego.

Marek Szala podkreśla, że kościół w Gliczarowie Górnym to jedyne miejsce w Polsce, gdzie znajdują się elementy dwóch ołtarzy papieskich z Podhala. Tego z Nowego Targu z 1979 roku i spod wielkiej krokwi z Zakopanego z 1997 roku. A sprawił to niezwykły zbieg okoliczności. – Gdy rozpoczęto przygotowania do I Biegu Papieskiego, któremu patronuje sam Ojciec Święty, za miejsce startu wybrano Gliczarów Górny. To wtedy postanowiłem do tegoż kościoła podarować przechowywane od lat niczym relikwie części zakopiańskiego ołtarza pontyfikalnego. Ojciec Święty na Podhalu odprawił przecież jedynie dwie msze święte. Pomyślałem, że trasa biegu powinna spiąć oba miejsca: Tatry i nowotarskie lotnisko. Zapytałem księdza proboszcza z Gliczarowa Górnego, czy nie przyjąłby metra kwadratowego z 500 metrowego obrusu pokrywającego ołtarz w 1997 roku od szczytu wielkiej krokwi oraz kopii pasterskiego dzwonka z brązu, który otrzymał Ojciec Święty w 1993 roku w Watykanie, gdy do Zakopanego zapraszali go górale. Ksiądz był wzruszony. Okazało się, że i on ma części papieskiego ołtarza z Nowego Targu: nakrycie na stół liturgiczny i krzyż znajdujący się w zwieńczeniu krokwi.

***

Po tym wydarzeniu było kolejne. Tym razem Marek Szala nie tylko szukał odpowiedniej choinki, która w grudniu 1997 roku stanęła w Watykanie, ale i dbał o jej transport oraz przygotował postacie do góralskiej szopki na placu świętego Piotra. – To Jan Paweł II wprowadził zwyczaj by kolejne państwa darowały swe choinki na plac Świętego Piotra. W 1997 roku choinkę darowało nie państwo, a miasto Zakopane. To jego władze już po mszy świętej pod Wielką Krokwią i złożonym Janowi Pawłowi II hołdzie przez górali wystąpiły z taką prośbą. Choinki długo szukaliśmy. Musiała być piękna, ale i na tyle giętka, aby można było spiąć jej gałęzie i przewieźć pociągiem. Były trzy propozycje, a m in. w Dolinie Chochołowskiej. Bardzo nam pomógł poprzedni dyrektor Parku Paweł Skawiński. Najpiękniejsza choinka była co prawda na Żywiecczyźnie, jednak odpadła ze względu na nazwę miejscowości „Piekiełko”. Ostatecznie wybraliśmy rachityczny świerk z rosnący przy drodze do Kuźnic na terenie Księżówki – Domu Episkopatu Polski. Pewnie wiele razy widział go Jana Paweł II, goszcząc tam, jako biskup, a potem kardynał. Jak wyjaśnia Marek Szala choinka miała 31,5 metra wysokości i 266 gałęzi… Jej przewaga było to, że gałęzie pięknie się poddawały, można je było związać.

Postawienie szopki też było niełatwym zdaniem. Stała tam na placu Świętego Piotra tradycyjnie szopka Pallotiego stawiana jest przez górali z Abruzji z taką samą zawsze ilością postaci. W 1997 roku dodatkowo stanęła tam rodzina góralska. Postacie musiały mierzących po 2,5 metra wysokości, co nie było łatwe. Marek Szala zaangażował krawców, aby uszyli prawdziwe stroje góralskie z oryginalnych materiałów. Ostatnie poprawki robiono w sali w Watykanie. Postacie było widać z okna.

– Wiele osób, szczególnie Japończycy, zatrzymywało się robiąc zdjęcia i szybko uciekając... Przyszedł dzień wyjątkowy – Wigilia. Przed szopką modlił się sam Papież Jan Paweł II. To wtedy też na placu Świętego Piotra stanął długi na 70 metrów stół, też przez nas przywieziony, z 2,5 tysiąca opłatkami… Zapłonęła choinka. Włosi pytali, co to za biały chleb. Dołączali się do nas dzielących się opłatkami. Warto przypomnieć, że po świętach postacie góralskiej rodziny na prośbę ks. prałata Mirosława Drozdka wróciły do Polski. – Przez rok były wystawiane na Krzeptówkach, a potem złożono je ponoć w archiwum.

***

Przyszedł drugi etap związków artysty z polskim Wielkim Świętym i Papieżem – jak sam mówi sam Marek Szala. – To etap utrwalania. W 1999 roku dyrektor Księżówki – Domu Episkopatu Polski zwrócił się z propozycją upamiętnienia pielgrzymki Papieskiej z 1997 roku. Był warunek, że nie może być to obelisk z brązu. Pomyślałem o granicie, zgodnie z Biblią, bo „Ty jesteś Piotr – skała”. Marek Szala podkreśla, że długo szukał odpowiedniego bloku. Zdecydował i tu przypadek. Idąc z rodziną odpowiedni okaz zauważył na wycieczce do Rybiego Potoku. – Prawie się potknąłem o tę skałę. Wiedziałem, że to moja skała – mówi Marek Szala. Potem były miesiące spędzone na polu, w zamieci. Walka z samym sobą. – Ale ja miałem plan wiedziałem. Kułem w śniegu. Co jakiś czas przyjeżdżał dźwig i obracał głaz. 12 tonowy pomnik, jeden z dwóch przeze mnie wykonanych przedstawiających Świętego Jana Pawła II, stanął w Księżówce.

Dwa lata potem w 2001 roku w Ogrodach Watykańskich stanęła rzeźba granitowa przedstawiająca szczyt Giewontu. Był to dar Zakopanego dla Ojca Świętego z okazji zakończenia 100 – lecia umieszczenia krzyża na Giewoncie. To dlatego na przedzie umieszczono dwa herby zakopiański i watykański. Po bokach wyryto rzymskimi cyframi napis 1901 i 2001. Z tyłu artysta wykuł dwa napisy. Jeden – to tekst łaciński ustalony przez papieża Leona XIII, a zamieszczany na wszystkich krzyżach jubileuszowych z 1900 roku. (Taki jest na krzyżu z Giewontu). Drugi – to słowa Jana Pawła II wypowiedziane podczas niezapomnianej mszy świętej pod Wielką Krokwią w czerwcu 1997 roku. Pod napisami stoi „zabłąkana owieczka”, symbol czytelny dla całego chrześcijańskiego świata. Na granitowym Giewoncie, tak jak nad prawdziwym, góruje żelazny krzyż (35 cm), nawiązujący do oryginału. Marek Szala podkreśla, że co niezwykle rzadko się zdarza, pozwolono mu wykuć swe nazwisko na tym dziele.

Z kolei w 2003 roku Giewont stanął na przygotowanym w wielkiej tajemnicy granitowym cokole – fundamencie, był to dar górali i całego Podhala dla Jana Pawła II na zakończenie jubileuszu 25-lecia pontyfikatu. Tym samym mierzył prawie 2,5 metra wysokości. W dwutonowej podstawie umieszczono relikwie polskiej ziemi. Jeszcze nigdy w całej historii kościoła żaden naród nie dostąpił takiego zaszczytu. Również żadna inna rzeźba, prócz antycznych, nie stoi w watykańskich ogrodach.

– Wiosną zapadła decyzja, by Giewont w Watykanie podnieść i nadać mu bardziej uniwersalny charakter. Granit posiadał znaki łączące jedynie Zakopane z Watykanem – wyjaśniał Marek Szala. – Postanowiono więc, by jego fundament nawiązywał do historii Polski, nierozerwalnie złączonej z dziejami chrześcijaństwa. Ten fundament to cała tradycja chrześcijańska narodu polskiego – podkreślał Marek Szala. Wyjaśniał, że ma on formę relikwiarza. Sama zaś rzeźba pełni funkcję podstawy poprzedniej i ma układ mastabowy (zwęża się do góry). Płaszczyzny zewnętrze pokryte są reliefami nawiązującymi do historii państwa polskiego i chrześcijaństwa. Na pierwszym z nich będącym jednym z boków widzimy rybę (znak graficzny pierwszych chrześcijan) obok niej gołąbka, relief symbolizuje rok 966 – chrzest Polski. Na kolejnym boku w centralnym punkcie Matka Boża z Jasnej Góry po jej bokach łódź i góry, oba reliefy z krzyżem. Symbolika ich jest prosta: Polska pod opieka Maryi od Bałtyku do Tatr, a bardziej szczegółowo od Gdańska do Zakopanego. – Jest to ściśle związane z 600-letnim kultem jasnogórskim – tłumaczył sam artysta. Na następnym boku: dwa miecze grunwaldzkie i rodło, znak zrywu walczących z faszyzmem w Niemczech w 1933 roku Polaków. Symbol ten był przeklęty i znienawidzony przez faszystów. Czwarty bok, będący frontem fundamentu, to centralnie wykuty orzeł piastowski po bokach ma symbole: Polski walczącej z hitleryzmem i Rosją oraz drugi jednoczący wszystkie niepodległościowe nurty Polski postsolidarnościowej.

W monumencie artysta wykuł otwór. To w nim zanim na podstawę nałożono granit, umieszczono tubę z relikwiami z polskiej ziemi. – Grudę jantaru od pokoleń przechowywaną w domu podarował Marek Biernacki. W tubie znalazł się też węgiel z kopalni Piast, kryształ soli z Wieliczki, czarny kawałek dębu z Wisły, który uległ już petryfikacji, liczy więc ok. 1000 lat, tyle co Polska chrześcijańska. Wydobyto go z żwirowni pod Kazimierzem. W tubie nie zabrakło i kamienia ze szczytu Giewontu. Marek Szala przyniósł go osobiście. – Tradycyjnie w moje urodziny 19 sierpnia poszliśmy na Giewont z moim synem Pawłem, wtedy przelatywał nad nim właśnie Papież – wspominał artysta. Do tuby włożono i medal upamiętniający pobyt Ojca Świętego na Podhalu i pamiętną mszę świętą spod Wielkiej Krokwi oraz wykuty na srebrnej płycie tekst hołdu górali polskich, miniaturę orderu św. Grzegorza od Adama Bachledy Curusia, pomysłodawcy rzeźby. Ojciec Hejmo w ostatniej chwili dołożył jeszcze polski różaniec. Marek Szala dodał, że pytamy przez Włochów skąd jest ta nowa rzeźba granitowa w ogrodach watykańskich odpowiadał – z dalekiego kraju…

Dowieźć ją nie było łatwo. Rzeźba wzbudzała zainteresowanie celników słowackich, austriackich, a i włoskich. Po odprawie w Watykanie Polacy podjechali na górny taras ogrodów, pomiędzy basztę Jana XXIII, kopią groty z Lourdes (tzw. plac nowożeńców), a lądowisko papieskiego śmigłowca. To właśnie tam, od dwóch lat, wprost na trawie, jako jedyny element współczesny w ogrodach stał podarowany przez Zakopane, prawie dwumetrowy granit z żelaznym krzyżem. Na miejscu czekał na nich Monsignore Tomasso, naczelny inżynier Watykanu wraz z inż. Mauro swym zastępcą. – Mauro to ten sam Włoch, który pomagał w 1997 roku przy ustawianiu polskiej szopki i 31 metrowej choinki wprost z Zakopanego. Nie czekając od razu ustalono wszelkie szczegóły techniczne. Po połączeniu obu granitów pomnik miał ważyć aż 4 tony… Była to duża ingerencja w starożytny teren. Dlatego w tej kwestii teoretycznie musiało być wydane potwierdzenie zarówno gubernatora Watykanu jak i naczelnego konserwatora ogrodów. Jednak znacznie łatwiej było o wszelakie zgody, jako, iż pomysł zaakceptował ks. abp Stanisław Dziwisz, osobisty sekretarz Ojca Świętego. Po otwarciu paki mercedesa na widok granitu po podróży przez Alpy pokrytego skraplającym się szronem, (granit nie wchłania wilgoci), Włochów aż zatkało, zobaczyłem popłoch w oczach Mauro – mówił Marek Szala. – Włosi wymienili spojrzenia. W ogrodzie już stał ponad 1,5 metrowy pomnik, a tu Polacy dowieźli jeszcze większy cokół, będący podstawą do „Giewontu” poświeconego przez papieża dwa lata wcześniej 5 grudnia 2001 roku. Musiał on stanąć w miejscu wybranym przez watykańskiego dostojnika. Rzeźba stoi w najpiękniejszej części ogrodów. Po podniesieniu widać ją jak na dłoni z kopuły bazyliki św. Piotra.W linii prostej stoi bazylika i polski pomnik.

W 2008 roku niezwykły pomnik stanął w Rabie Wyżnej. Postać Ojca Świętego Jana Pawła II udzielającego sakry biskupiej na placu Świętego Piotra w Rzymie ówczesnemu księdzu i swojemu prywatnemu sekretarzowi, a teraz metropolicie krakowskiemu kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi, rodem rabianinowi. Monument upamiętnia 10 rocznicę tego ważnego w życiu kościoła wydarzenia. Ofiarodawcą pomnika jest śp. Józef Kumorowski, rodem z Raby Wyżnej przez lata zamieszkały w Stanach Zjednoczonych. Pomnik współfinansowali też państwo Paulette i Paul Kardosowie z USA, honorowi obywatele rabiańskiej gminy i jej wielokrotni sponsorzy. Stoi on przy gimnazjum im. Ojca Świętego Jana Pawła II obok dwóch papieskich dębów. Wyrosły one z nasion poświęconych osobiście przez polskiego papieża, a ofiarowanych przez lasy państwowe. Noszą one imiona: Karol i Stanisław.

***

Tuż po kanonizacji Świętego Jana Pawła II w Rzymie w górskim sanktuarium Montorella odsłonięto pierwszy na świecie relikwiarz nowego Świętego Jana Pawła II. Wykonał go Marek Szala. – Relikwiarz wykonałem na prośbę Domu Generalnego w Rzymie martwychwstańców. Do pracy przystąpiłem w grudniu 2014. Pierwsze rozmowy były jednak, jeszcze w wakacje 2013 roku – wyjaśniał Marek Szala.

Relikwiarz ma wymiary 60 cm szerokości, 140 cm wysokości. Waży 120 kilogramów. Jest wykonany ze srebra i złota, na marmurowej podstawie. Jego głównym fundatorem jest pan Skalski z Krakowa, potomek dowódcy legendarnego dywizjonu 303. Zawiera relikwię krwi Jana Pawła II, którą Zmartwychwstańcy otrzymali od ks. kard. Stanisława Dziwisza.

Nie było łatwym zadaniem dla Marka Szali wybrać w zabytkowym kościele stosowne miejsce. W jednym z filarów ołtarza bocznego świątyni jest wmurowane serce papieża Innocentego XIII, który szczególnie umiłował to sanktuarium. – Uznałem, że skoro w centrum jest Matka Boża, po lewej stronie relikwiarz Innocentego XIII, to po prawej umieścimy relikwiarz Jana Pawła II – mówił Marek Szala. – Zgodzili się na to Zmartwychwstańcy. Potem przez dwa miesiące przedkładał im kolejne projekty. W relikwiarzu miał za zadanie połączyć symbolikę dwóch pierwiastków: papieskiego Jana Pawła II i Zmartwychwstańców wraz z ich regułą i misją ewangeliczną, a równocześnie dostosować się do istniejącego relikwiarza Innocentego XIII.

Czynił artysta wiele prób. Zmartwychwstańcom chodziło bowiem o to, aby w relikwiarzu był elementem ich symbolu chorągwi, krzyża oraz aby w niego wpisała się krew męczennika. Ostatecznie zdecydowano, że tablica relikwiarza zostanie wykonana z marmuru karraryjskiego. Na górze zostanie umieszczony herb Jana Pawła II, na dole baranek z chorągwią symbol Zmartwychwstańców. To tam zostaną umieszczone relikwie. Odlewy wykonano z brązu, potem zostały pokryte srebrem i 24-karatowym złotem. Problemem były jednak i stare mury świątyni. Stąd była konieczność dokonania odwiertów w tynkach z średniowieczną polichromią. Następnie wpuszczono w nie specjalne zastrzyki aby ustabilizować ścianę.

Dlaczego pierwszy na świecie relikwiarz Świętego Jana Pawła II został umieszczony w świątyni w Montorella? Otóż to miejsce, które w szczególny sposób upodobał sobie Jan Paweł II. To tu wypuszczał się na słynne kilkugodzinne wycieczki „ucieczki” z Watykanu na łono natury, w góry nieznakowanym samochodem w towarzystwie swego ówczesnego sekretarza, a dziś ks. kard. Stanisława Dziwisza. To tutejsze widoki z góry Guadagnolo, opadającej niemalże prostopadle ku dolinie Giovenzano bardzo przypominały mu panoramę z Tatr, taki widok z Gubałówki na Zakopane. To także tu, jeszcze jako młody kardynał bywał podczas soboru Watykańskiego II. W księdze gości jest wiele wpisów kard. Karola Wojtyły, który szczególnie sobie upodobał na włoskiej ziemi sanktuarium Matki Bożej Łaskawej.

Znamienne jest też i to, że tuż po wyborze na stolicę Piotrową, dokładnie w dwa tygodnie potem, to do sanktuarium rozwieszonego na skale, z VI wieku, najstarszym w Lactium, skierował on swe kroki. To tu, w tym małym klasztorze odmówił „Magnificat anima mea Dominum”. Potem bywał tu wielokrotnie. Tu czuł się szczególnie, w miejscu, gdzie z dala od wszystkiego, a równocześni w bliskości natury, można poufnie rozmawiać z Bogiem… –„ Tutaj, w głębi ludzkiej istoty, daje się usłyszeć to, do czego człowiek jest osobiście wezwany. Ma on chwalić Boga Stwórcę i Odkupiciela, ma w jakiś sposób stać się głosem całego stworzenia i w jego imieniu wypowiedzieć Magnificat. Ma obwieszczać „magnolia Dei”, wielkie dzieła Boże, a równocześnie wyrazić samego siebie w owym wzniosłym obcowaniu z Bogiem, ponieważ spośród całego widzialnego świata tylko on może to uczynić” – mówił w 14 dniu pontyfikatu Jana Paweł II w Montorella. Bywał tu i jego następca Benedykt XVI. Przekaz historyczny bowiem głosi, że to tu przebywał św. Benedykt, wędrując na Monte Cassino.

To tu na Montorella od połowy XIX wieku są Zmartwychwstańcy, czyli Zgromadzenie Zmartwychwstania Pańskiego, zakon o polskiej genezie. Opuszczone i podupadłe sanktuarium przekazał im dekretem z 3 kwietnia 1857 roku papież Pius IX, początkowo na 7 lat, a potem w 1864 roku na wieczna własność. Niestety w 6 lat potem Montorella wraz z innymi dobrami kościoła została skonfiskowana przez państwo włoskie i wystawiona na licytację. W 1883 roku Zmartwychwstańcy wykupili sanktuarium: kościół i klasztor od rządu włoskiego za 8.500 lirów. (w tym czasie miesięczna płaca oscylowała wokół 95 lirów). Zakonnicy szybko przystąpili do remontu wspierani m. in. przez księżnę Julię Pusławską i ks. Jana Koźmiana. Odnowili malowidła, wstawili nowy ołtarz, poszerzyli plac, podnieśli cyborium z figurą Matki Bożej, zamontowali organy, odremontowali klasztor, w 1947 odnowione zostały Święte schody, a w 1959 roku założono prąd, a w dwa lata potem wykonano 2 km odcinek drogi łączący sanktuarium z drogą na Guadagnolo.

– Zmartwychwstańcy to niezwykły zakon, posługę pełnią, gdy jest potrzeba też w kościołach grekokatolickich. To chyba najbardziej ekumeniczny zakon. To są ludzie bardzo wykształceni. Najpierw są trzy lata w seminarium w Polsce, potem studiują sześć lat w Rzymie, wszyscy mówią biegle kilkoma językami; polskim, włoskim, niemieckim, angielskim, hiszpańskim i po łacinie. Pracują od Syberii po Stany Zjednoczone. Są cenieni we Włoszech. To zakon założony przez Polaków, choć są w nim i inne narodowości. Matecznik ich jest jednak w Krakowie.

Teraz pod Wielką Krokwią na pamiątkę mszy świetej z 1997 roku zostanie umiszczona tabllica pamiątkowa. Wykonał ją Marek Szala.

Tutaj galeria zdjęć z realizacji papieskich Marka Szali

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *