PODHALE. Kryzys zagląda w oczy mieszkańcom Podhala. Wielu ma na szyi pętlę w postaci kredytu wziętego na rozbudowę, modernizację, czy budowę pensjonatu, hotelu, czy domu z prywatnymi kwaterami. Tymczasem turystów, jak na lekarstwo. Spadają więc ceny za wynajem pokoju. Niestety w wielu przypadkach osiągnięto dno opłacalności…
– Niektórzy właściciele na Podhalu obniżają ceny, myślą, że tak się ratują. To błąd. To nic nie daje. Proszę zobaczyć, jakie ceny są nad morzem. Tam przedsiębiorcy utrzymują je na stałym poziomie. Takie obniżanie cen za nocleg, to droga donikąd – mówi jeden z właścicieli pensjonatu. I ma rację.
– Mamy kryzys. Nie jest on inny, większy, niż w innych miejscach Polski, Europy. Na Podhalu jednak żyjemy głównie z turystyki, a ta nie jest artykułem pierwszej potrzeby. Jeśli ktoś ma wybór kupna lodówki, samochodu, czy wyjazdu na wakacje, z reguły wybiera kupno konkretnego przedmiotu, sama też bym tak zrobiła – nie ukrywa Agata Wójtowicz, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej. – Obniżanie cen za wynajem to, jednak zła droga. To psucie rynku, podcinanie gałęzi na której się siedzi. 25 złotych za łóżko to cena, którą sami ponoszą przedsiębiorcy. Co potem się robi pali śmieci, by oszczędzić? Klienta należy zdobywać jakością, nie ceną.
Niestety są i tacy przedsiębiorcy, którzy cenę obniżają, bo …chcą pokazać sąsiadowi, że mają więcej niż on gościa… Taka rywalizacja jednak na pewno nie przynosi im korzyści finansowych… Nikomu.
Tymczasem wielu przedsiębiorców nie bacząc na zapowiedzi o kryzysie mocno się zadłużyło. Wielu uznało, że to droga do łatwych pieniędzy, że wystarczy mieć pokój i go wynajmować. Wielu nie brało też pod uwagę, że to ciężka praca – 24 godziny na dobę. – Teraz ci ludzie mają dosłownie pętlę na szyi – podkreśla prezes Agata Wójtowicz. Dodaje, że teraz jedynym ratunkiem dla przedsiębiorców, tak naprawdę jest specjalizacja w hotelarstwie i kategoryzacja obiektów.
– Jeśli dążymy do tego byśmy do 2020 roku stali się kurortem tatrzańskim, to musimy jakością dorównać do tego miana. Musimy podnosić standard, ilość skategoryzowanych obiektów. Niestety w Zakopanem tylko 30 obiektów ma kategoryzację – mówi prezes Agata Wójtowicz. Dodaje, że ludzi trzeba edukować, że warto skategoryzować swój obiekt. – Kategoryzacja to tak naprawdę rekomendacja – mówi prezes TIG. Wbrew krążącym opiniom, nie jest to ani wcale tak bardzo kosztowne, bo to tylko 1500 zł, ani wymagania nie są zbyt wygórowane i można je spełnić. Na rynku turystycznym powinny być bowiem zarówno hotele, pensjonaty, czy wille, domy wczasowe i domy wypoczynkowe, a tych jest bardzo mało. Wiele pokoi wynajmowanych jest za to w zwykłych domach, niestety nie każdy turysta chce tak mieszkać, oczekuje czegoś więcej.
Innym ważnym sposobem na zdobycie potencjalnego klienta jest specjalizacja. Klient oczekuje bowiem czegoś więcej niż tylko spanie i jedzenie. Dlatego warto pomyśleć o pensjonatach przyjaznych dla głuchych, niewidomych, niepełnosprawnych, czy skierowanych do konkretnej grupy. Wtedy znajdzie się nowy klient.
– Willa, dom wczasowy, czy pensjonat przyjazny dla rodzin, to nie tylko to, że jest przy nim huśtawka dla dzieci. My musimy wyjaśnić naszym przedsiębiorcom, jak mają zbudować taki produkt – mówi prezes TIG.
Trzecim elementem budowy nowego rynku turystycznego na Podhalu ma być gastronomia, a raczej wprowadzenie w niej zmian, zadbanie o jej jakość i różnorodność. Tatrzańska Izba Gospodarcza wraz ze stowarzyszeniem edukacyjnym na rzecz rozwoju obszarów wiejskich Podtatrza z Suchego chce przystąpić do projektu podnoszenia jakości gastronomii w systemie ścieżki tematycznej „smaki Podhala”, na który ma już grant dla 30 benificjentów.