Moja Afryka, czyli Nowotarski Dzień Misyjny

Nowotarski Dzień Misyjny 039NOWY TARG. Pantofle z opony, obrączki ślubne z monety, tak żyją ludzie w XXI wieku w wielu zakątkach świata. Nie mają lekarzy, brakuje im leków na Malarię, jednak mają coś, czego brakuje wielu „białym ludziom„. Potrafią mówić o Bogu przy każdej okazji, a ich przeżywanie liturgii często jest o wiele głębsze, niż „nasze„.

Nowotarski Dzień Misyjny 030Nowotarski Dzień Misyjny 031Nowotarski Dzień Misyjny 038Nowotarski Dzień Misyjny 048Nowotarski Dzień Misyjny 055Nowotarski Dzień Misyjny 057Nowotarski Dzień Misyjny 059Nowotarski Dzień Misyjny 072Nowotarski Dzień Misyjny 090Nowotarski Dzień Misyjny 098Nowotarski Dzień Misyjny 114Nowotarski Dzień Misyjny 127Nowotarski Dzień Misyjny 130Nowotarski Dzień Misyjny 139Nowotarski Dzień Misyjny 144Nowotarski Dzień Misyjny 150Nowotarski Dzień Misyjny 154Nowotarski Dzień Misyjny 156Nowotarski Dzień Misyjny 157Nowotarski Dzień Misyjny 163Nowotarski Dzień Misyjny 164Nowotarski Dzień Misyjny 166Nowotarski Dzień Misyjny 167Nowotarski Dzień Misyjny 168Nowotarski Dzień Misyjny 169Nowotarski Dzień Misyjny 174Nowotarski Dzień Misyjny 190Nowotarski Dzień Misyjny 193Nowotarski Dzień Misyjny 197Nowotarski Dzień Misyjny 200Nowotarski Dzień Misyjny 201Nowotarski Dzień Misyjny 207Nowotarski Dzień Misyjny 216Nowotarski Dzień Misyjny 039To było pierwsze tego typu spotkanie w Stolicy Podhala. Nowotarski Dzień Misyjny miał na celu przybliżenie działalności misjonarzy oraz ukazanie bogatej kultury i tradycji państw, w których prowadzone są misje.

W korytarzach nowotarskiego MOKu można było podziwiać prace plastyczne pt. „Bł. Jan Paweł II w krajach misyjnych”. Ich autorami są uczniowie szkół podstawowych. Jak podkreśliło jury, poziom prac okazał się wysoki. Nowotarski Dzień Misyjny stał się szansą do zapoznania się z wystawą Muzeum Misyjnego, na której pojawiły się stroje mieszkańców krajów misyjnych, ozdoby, biżuteria, artykuły codziennego użytku, naczynia oraz narzędzia pracy.

Część pierwszą programu zakończył koncert scholi „Promyki”, podczas którego nawet widzom cisnęły się na usta słowa refrenu: „Ty jesteś światłością świata.” W sali widowiskowej MOKu zasiedli: ksiądz wizytator Józef Urbańczyk, księża Misjonarze Kombonianie, zaproszeni goście oraz młodzież, która przybyła licznie na Nowotarski Dzień Misyjny.

Bardzo się cieszę, że są takie inicjatywy. Misje jawią nam się rzeczywistością bardzo odległą, a okazuje się, że jednak jest jakieś zainteresowanie. Nie wiem na ile jesteście tutaj z własnej woli, na ile trzeba było po prostu iść, a na ile „fajnie, bo nie było matematyki”. Jak już jesteście tutaj, to korzystajcie. Zostali zaproszeni naprawdę ciekawi goście, aby Wam pokazać, że misje nie są rzeczywistością jakąś mega odjechaną, daleką i nieznaną. Misje są naprawdę blisko nas, mogą być w naszym sercu. Każdy może coś zrobić i zaangażować się. – mówił o. Maciej Zieliński – odpowiedzialny za Świeckich Misjonarzy Kombonianów w Polsce.

Jednym z zaproszonych gości była Beata Obrzut, wolontariuszka do Stowarzyszenia Misji Afrykańskich. Jako świecka wolontariuszka spędziła 4 lata na misji w Togo w Afryce. Zwykle spotyka się z młodzieżą w mniejszych salach, gdzie pokazuje zdjęcia i opowiada ze szczegółami o swojej historii. Lepiej, gdy jest dużo czasu na opowiedzenie wszystkiego, bo jak dodaje, w tym wszystkim chodzi tak po naprawdę o szczegóły. Młodzieży opowiedziała o swoim odkryciu powołania:

Byłam na studiach, kiedy pomyślałam sobie, że może moim powołaniem jest właśnie praca na misjach. Ale jak przyszło mi takie pragnienie, takie marzenie i powiedziałam: TAK! Chcę pojechać na misję jako osoba świecka. Zadałam wtedy Panu Bogu pytanie, czy to jest tylko moje marzenie, czy to jest Panie Boże, Twoja wola dla mojego życia. Czy to ma sens? Poszłam na Pielgrzymkę Tarnowską do Częstochowy i spotkałam księży ze Stowarzyszenia Misji Afrykańskich. Dla mnie to był znak, że rzeczywiście warto się zaangażować. Jednak nie był to jedyny znak. – opowiadała Beata Obrzut, Misjonarka Świecka SMA

Propozycja wyjazdu na misję nie pojawiła się od razu, ale pomagała, przyglądała się tej pracy i… W końcu dostałam propozycję wyjazdu na misję do Togo. Pierwsze co wiedziałam o tej pracy, którą tam będę miała, to, że będzie to praca w aptece… A ja skończyłam studia teologiczne i właściwie z farmacją nic nie miałam wspólnego. Ksiądz, który zapraszał nas z tamtej parafii powiedział: Ja się nauczyłem prowadzić tą aptekę na miejscu.

I tym sposobem Pani Beata rozpoczęła pracę w aptece, gdzie przychodzącym osobom recepty wypisywał najczęściej pielęgniarz, gdyż na terenie misji nie było lekarzy. Nie zabrakło także słów o Malarii, która wciąż zbiera swoje żniwo w Afryce. Ludzie chorujący na Malarię nie muszą umierać, lecz muszą mieć podane leki w odpowiednim momencie. Misjonarka opowiedziała także o przełamywaniu barier i o tym, że dopiero w sytuacjach bez wyjścia człowiek dowiaduje się, ile jest w stanie zrobić dla drugiego człowieka. O swojej pierwszej „pacjentce” po amputacji nogi, której Pani Beata zmieniała opatrunki mówi wprost: Myślałam, że w życiu czegoś takiego nie zrobię…, a jednak…

Beata Obrzut opowiedziała tak naprawdę o „Swojej Afryce”. Wyjeżdżając na misję nie bała się ludzi, kultury, nowych wyzwań, lecz przede wszystkim klimatu. Po przyjeździe na miejsce okazało się jednak, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Mieszkańcy małego afrykańskiego państwa zaskoczyli Misjonarkę. Buty z opon, obrączki z monet, mnóstwo fryzjerek, krawców i problem, który bliski jest także Polakom: zalanie rynku „chińszczyzną”. O ile, kowale mają jeszcze pełne ręce roboty, to gorzej ma się sprawa z garncarstwem, bo przecież lepiej kupić chiński garnek, a jak się zepsuje, to zastąpić go następnym, tańszym, niż zainwestować w produkt wyrabiany przez miejscowych garncarzy. Niesamowicie ciekawej opowieści Beaty Obrzut towarzyszyła prezentacja zdjęć, która pokazała życie codzienne, jakiego nie znamy.

O. Maciej Zieliński przeniósł zgromadzoną publiczność w nieco bliższą nam rzeczywistość, do Kenii. Misjonarz pokazał zdjęcia, które mogą być znane tym, którzy wybrali się w podróż do Afryki. Wieżowce, wspaniałe budynki, to Nairobi stolica Kenii, niczym nie odbiegająca od Warszawy. To właśnie widzą turyści. Czego nie widzą, albo, co gorsza: nie chcą widzieć? Slumsy nieopodal miasta, gdzie ludzie trafiają szukając lepszego życia w mieście. Nie wiadomo, co gorsze: podmiejskie slumsy czy wioska.

Jadę tam, bo jestem osobą wierzącą. Wierzę, że Jezus przyszedł na świat dla wszystkich. Wizyta w Afryce pozwoliła docenić mi to, ile mam. Mógłbym się przecież urodzić w Afryce. – mówił Misjonarz. Msze Święte w slumsach są radosne, choć patrząc na to miejsce nie można uwierzyć, iż można żyć w takich warunkach. Pomimo wszystko, ludzie wchodzą głębiej w ten kontakt z Bogiem. – opowiadał Ojciec Maciej. Dodał także, iż w momencie wniesienia Pisma Świętego, wierni cieszą się i klaszczą, tak jakby chcieci powitać długo wyczekiwanego gościa. 

Kolejne wystąpienie należało do Ewy Maziarz – Koordynator Świeckich Misjonarzy Kombonianów w Polsce. Opowiedziała o problemie uzależnienia dzieci od wąchania kleju oraz o tym, jak trudno takie dzieci oduczyć pewnych nawyków. To nie jest tak, że pomagamy ludziom z Afryki na zasadzie „O jakie biedne dzieci, chodźcie damy Wam coś, bo macie taką straszną sytuację”. Nie. Oni muszą wiedzieć, że musza sobie zasłużyć, że nie ma nic za darmo. Przez jakiś czas muszą nie ćpać, muszą przychodzić regularnie, musza być odpowiedziani za Ośrodek. – mówiła Ewa Maziarz

Misjonarka zwróciła także uwagę na to, jakby to było, gdyby tak naszym, polskim 9-latkom powiedzieć: Idź i zarób na siebie. Pomóż mi.

Młodzież dowiedziała się także o zasadach panujących w slumsach oraz o konsekwencjach nieprzestrzegania tych zasad: Jest zasada w slumsach, żeby nie kraść. Kradnąc narażają swoje życie. Kary są naprawdę surowe, jak np. założenie na człowieka opony, tak aby się nie ruszał i podpalenie…. Młodzi żyją tak, jakby nie mogli nic zmienić w swoim życiu. To życie może ulec zmianie dzięki misjom. Misjonarze mówią: Zmień swoje życie! – opowiadała Ewa Maziarz

Dzieci te nie mogą zmienić swojego myślenia nawet po przyjściu do Ośrodka. Najgorsze są początki, kiedy to młodzi kradną nawet to, co i tak jest przygotowane dla nich. Zdarzają się przypadki, iż kradną jedzenie z kuchni, gdyż żyją tu i teraz. Nie wiedzą o tym, że w Ośrodku jest „jutro”, że nazajutrz też znajdzie się osoba, która zechce do nich wyciągnąć pomocną dłoń.

Po wystąpieniach zaproszonych gości, na scenie nowotarskiego MOKu odbył się koncert ewangelizacyjny. Po wyjściu ze spotkania, wolontariuszki rozdawały ulotki, z których można było uzyskać jeszcze wiele innych informacji o misjach.Nowotarski Dzień Misyjny został zorganizowany przez wolontariuszy z I LO im. S. Goszczyńskiego w ramach projektu „Mieć Wyobraźnie Miłosierdzia”.

Ciekawym punktem programu okazała się projekcja filmu. Nie o misji, nie o Afryce, nie o głodujących dzieciach, lecz o człowieku, który robi naprawdę dużo, choć nie ma ani nóg, ani rąk. Robi w swoim życiu naprawdę wiele i… dodaje energii innym ludziom. Film do zobaczenia tutaj:

Nick Vujicic – Bez rąk, bez nóg, bez zmartwień…

Fot. Anna Giżycka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *