Ta pani wciąż jeszcze tańczy…

saljas0NOWY TARG. Rzadko bardzo, mając własną scenę z jej niepowtarzalnym klimatem i magią, goszczą w innych miejscach aktorzy Teatru Witkacego. Ale zaproszeniu na 51. Salon Poezji do nowotarskiego ratusza odmówić nie mogli. Adrianna Jerzmanowska i Jerzy Chruściński (przy pianinie) przez cudowną godzinę czarowali słuchaczy poezją Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

saljas1Publicznośćsaljas2 wypełniała saljas3obie sale. saljas4Krzesła saljas5trzeba saljas6było saljas7dostawiać, saljas8a frekwencja saljas9jest najlepsząsaljas10 odpowiedziąsaljas11 na pytanie, saljas12czy na saljas13wskroś saljas14kobieca saljas15poezja saljas16kogoś saljas17dziś jeszcze „rusza”. Co więcej – by posłuchać wierszy o pragnieniach serca, bólu, tęsknotach, namiętnościach, spełnieniach i rozłąkach, słodkich niepokojach – przyszło zdumiewająco wielu młodych ludzi.

I nie zawiódł się nikt. Spotkanie z twórczością międzywojennej poetki, wykonawczym kunsztem i wokalnymi możliwościami aktorki Adrianny Jerzmanowskiej, fenomenalnie wtopioną w klimat wierszy „Lilki” muzyką Jerzego Chruścińskiego – pulsowało wzruszeniami, kolorami, zapachem kwiatów, magnetyzmem płci, podziwem dla kształtów malowanych lekkim słowem.

Gdyby nie ten poetycki koncert, wielu zaledwie przeczuwałoby, jak melodyjne, jaj pełne tanecznej zwiewności potrafią być wiersze Marii z Kossaków. A teraz mają oni pewność.

Przy całym swoim uroku – są to również wiersze naznaczone smutkiem niespełnienia, przemijania i utraty. Tych rzeczy poetka boleśnie doświadczyła w swoim życiu

Zatem póki czas pozwoli – trzeba się dać porwać choćby ulotnemu szczęściu. Mówiły o tym dwa czekające na czyjeś usta kieliszki szampana, płonąca świeca, cięte kwiaty, błękitno-liliowy, lśniący szal rzucony na krzesło.
Trudno, by słuchającym nie utkwiła w pamięci refleksyjna strofa:

Ta pani wciąż jeszcze tańczy
wesoła jak młoda dziewczyna
lecz jest już w piękności swojej
nietrwała jak lichy jedwab
może barwy utracić na słońcu
może skurczyć się jak etamina
a wówczas powieszą ją w szafie
wśród rzeczy o które nikt nie dba.

Niekiedy jednak los da się oszukać, a sposób na to Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej jest jak z weneckiej bajki:

poszłam w masce zwinięta w pelerynę ciemną
z oczami zwężonymi
w migocące sierpy
szczęście mnie nie poznało
i tańczyło ze mną
nie wiedząc że to jestem
ja, której nie cierpi
los też mnie nie poznał
i pomyślał sobie:
czemuż nie mam dogodzić
tej obcej osobie?

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *