HISTORIA. 70 lat temu o świcie, 11 lipca 1943 roku oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii pod hasłem „Śmierć Lachom” dokonały ataku na ponad 100 polskich miejscowości. Krwawa niedziela to tylko fragment historii, masowej zbrodni, czystki etnicznej, Rzezi Wołyńskiej, czy jak powinno się mówić najczęściej: ludobójstwa dokonanego na mniejszości polskiej.
W całej Polsce trwają obchody 70. Rocznicy Rzezi Wołyńskiej. Ci, którym nie jest obojętna pamięć o bestialsko pomordowanych Polakach walczą, aby o tym mówić, przypominać, a przede wszystkim nigdy nie zapomnieć, gdyż „Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta”. To tytuł pracy, której autorem jest Marek Sral. Dwaj uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego im. Seweryna Goszczyńskiego w Nowym Targu przedstawili swoje prace pisemne podczas poniedziałkowego spotkania pod Krzyżem Katyńskim. Druga, „Nie o zemstę, a o pamięć wołają ofiary” autorstwa Gabriela Jędrola również została wyróżniona w konkursie organizowanym przez IPN „Kresy – polskie ziemie wschodnie w XX wieku. Dramatyczne losy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943–1944″. O wspólnej modlitwie w intencji ofiar rzezi wołyńskiej i za Ojczyznę oraz spotkaniu nowotarskiego Klubu Gazety Polskiej pisaliśmy w dziale Religia: Bóg, Honor, Ojczyzna – drogowskazem codzienności
Zebrani słuchacze pod Krzyżem Katyńskim nieopodal kościoła św. Katarzyny w Nowym Targu, mogli usłyszeć fakty, o których ciężko znaleźć szczegółowe informacje nawet w sieci. 70. Rocznica Rzezi Wołyńskiej stała się okazją, by ta część historii stała się równie powszechna, jak Katyń. Za sprawą organizowanych wystaw, wykładów i konkursów my – Polacy wiemy coraz więcej o wydarzeniach z lipca 1943 roku. Marek Sral i Gabriel Jędrol, pomimo swojego młodego wieku, w tym temacie mogą poszczycić się wiedzą:
,,O godz. 2 min 30 po północy w dniu 11 lipca 1943 r. rozpoczęła się rzeź. Każdy dom polski okrążało nie mniej jak 30-50 chłopów z tępym narzędziem i dwóch z bronią palną. Kazali otworzyć drzwi, albo w razie odmowy rąbali drzwi. Rzucali do wnętrza domów ręczne granaty, rąbali ludność siekierami, kłuli widłami, a kto uciekał strzelali doń z karabinów maszynowych. Niektórzy ranni męczyli się po 2 lub 3 dni zanim skonali, inni ranni zdołali resztkami sił dotrzeć do graniczy powiatu sokolskiego. (…) Po morderstwie, zaraz po południu tegoż dnia, nastąpił rabunek. Chłopi z sąsiednich wsi przychodzili i zabierali: konie, wozy, ubrania, pościel, krowy, świnie, kury – inwentarz żywy i martwy”. – Fragment relacji Witolda Kołosyńskiego, byłego mieszkańca kolonii Parośla I z pracy „Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta” Marka Srala.
Z pewnością najbardziej słuchaczom zapadły w pamięć opisy tortur i słowa wymawiane przez ukraińskich oprawców. Nieludzkie czyny szokowały w największym stopniu tych, którzy nie znali dotąd szczegółów z lipca 1943 roku. Liczby zabitych są wciąż tylko szacunkowe, nie mniej są to dziesiątki tysięcy istnień pozbawionych życia w wyjątkowo okrutny sposób.
Kobietom ucinano piersi, mężczyznom genitalia, rąbano siekierami, zdzierano pasy skóry z pleców, wydłubywano oczy. Dzieci mordowano z jeszcze większym wyrafinowaniem. Rozdzierali im nóżki, śmiali się mówiąc ,,Tyś polski orzeł” Jeszcze żywym wyrywano kończyny, języki, wykłuwano oczy, tak umęczone nabijano na widły. Świadkowie potwierdzają stosowanie ponad 100 takich metod tortur. Najbardziej nowatorskie i krwawe pomysły na zadawanie bólu były nagradzane: można było dostać np. litr wódki, 1000 zł czy też 100 papierosów. ,,Niektóre ofiary mają zmasakrowane głowy, wybite oczy, rozprute brzuchy i odrąbane ręce. Wśród ofiar (wieś Markowa pow. Podhajce) znajduje się proboszcz rzymskokatolicki i nauczyciel. W czasie przeprowadzania oględzin i rozpoznawania zwłok żandarmi niemieccy zahartowani w mordowaniu ludzi, wzdrygali się wstrząśnięci widokiem zmasakrowanych ciał”. Hitlerowcy dopuszczali się równie bestialskich poczynań w stosunku do drugiego człowieka, lecz metody działania band ukraińskich wzbudzały obrzydzenie i strach nawet u najbardziej zatwardziałych nazistów, na co wskazuje przytoczony wyżej fragment. – czytamy w nagrodzonej pracy.
W tekście autorstwa Gabriela Jędrola również nie zabrakło opisów drastycznych scen, które na długo zostaną w pamięci zgromadzonych osób pod Krzyżem Katyńskim: Podczas akcji rozgrywały się „dantejskie sceny”. Rozpruwano brzuchy, obcinano kończyny. Inne „wymyślne” techniki znęcania się nad bezbronnymi ofiarami wykorzystywana przez Ukraińców to m.in. podpalanie, zdzieranie żyletką skory z twarzy, obcinanie uszu, solenie poranionych miejsc, miażdżenie noworodków wyciąganych z rozciętych brzuchów matek. Podczas rzezi Hnidawy pięcioletnią dziewczynkę zmuszono do wypicia kubka krwi własnego ojca, któremu wcześniej odcięto głowę. Dzieci nakłaniano również do jedzenia ciała pomordowanych.
Marek Sral zwrócił uwagę na ogromny wpływ Kościoła greckokatolickiego, który również głosił antypolskie hasła. Pierwszorzędną rolę propagandową pełnił kler ukraiński nawołując do mordowania Polaków : ,,Dość już Lachy paśli się na ukraińskiej ziemi, wyrywajcie każdego polskiego pionka z korzeniami”. W cerkwiach odprawiano nabożeństwa za pomyślne akcje pogromu Polaków, podczas których święcono siekiery, kosy, cepy i inne narzędzia gospodarcze, mające stać się orężem w walce z Lachami. Według Aleksandra Kormana polskiego ekonomisty, działacza społecznego oraz członka Samoobrony na Kresach Wschodnich podczas II wojny światowej, istotną siłą napędzającą ludobójstwo był Kościół unicki. Popowie często szantażowali chłopów, że nie dostaną rozgrzeszenia, jeżeli nie będą „rizat Lachiw”(wyżynać Lachów). – fragment pracy „Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta”
Gabriel Jędrol poruszył w swojej pracy jeszcze jedną bardzo istotną kwestię. W napędzaniu machiny nienawiści brali udział pisarze, których teksty w sposób jawny emanowały nienawiścią do ludności polskiej. Pierwszych śladów tworzenia się ideologii ukraińskiego nacjonalizmu należy się doszukiwać w twórczości pisarzy ukraińskich: Tarasa Szewczenki, Iwana Franko, Mykoła Kostomarowa oraz historyka Mychajła Hruszewskiego. Idea eksterminacji Polaków oraz wyrzucenia pozostałej przy życiu ludności polskiej ze spornych ziem była bardzo popularna wśród ukraińskich elit politycznych już w pierwszej połowie XIX wieku. U jej podstaw leżało twierdzenie, że Polacy blokują możliwość integracji Ukraińców z Zachodem, poprzez polską dominację na stanowiskach urzędniczych. W zaborze austriackim ukraińska gazeta „Zoria Hałyćkaja” zachęcała do wytępienia „polskich panów”. Pierwszym przedstawicielem nowoczesnego nacjonalizmu był Mykoła Michnowśkyj, który przed I wojną światową postulował powstanie niepodległego państwa ukraińskiego. Sformułował on hasło: „Ukraina dla Ukraińców”. – fragment pracy Gabriela Jędrola „Nie o zemstę, a o pamięć wołają ofiary.”
Bez wątpienia Rzeź Wołyńska uderzyła najbardziej w Polaków, jednak warto pamiętać, że często poszkodowani byli także Ukraińcy, którzy nie potrafili zamordować sąsiada, żony, czy męża tylko z powodu odmienności narodowej. Często ponosili śmierć, jednak liczbę ofiar zabitych z tytułu niewykonania rozkazu, trudno nawet porównywać do żniw, jakie zebrała śmierć podczas masowych zbrodni dokonanych na Polakach. Małżeństwa polsko – ukraińskie były nazywane ,,Kryżakami” i tym samym tępione ze względu na różnicę etniczną i wyznaniową. Rzadko małżonkowie dopuszczali się czynu zamordowania żony, męża bądź dzieci. Ukrainiec bądź Ukrainka woli umrzeć za miłość niż zabić z nienawiści. Dzieci polskie zwane ,,poukurczi” były szkalowane i bite przez ukraińskich rówieśników. Napadom na polskie skupiska ludności towarzyszyły śpiewy, gwizdy, a do rzezi często przygrywały skrzypce bądź inne instrumenty muzyczne np. podczas rzezi kolonii Złoczóki (gm. Boromel, pow. Dubno). Ludzie błagali o śmierć, bojąc się katowania i tortur. Musieli patrzeć jak giną ich ukochani. Ból psychiczny stawał się bardziej dotkliwy i dalekosiężny od fizycznych katusz.- fragment pracy „Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta”
Ksiądz Isakowicz – Zaleski powiedział: „Ofiary na Wołyniu zostały zabite dwa razy: pierwszy raz od siekier Ukraińców, drugi przez wymazanie z pamięci”. W 70. Rocznicę Rzezi Wołyńskiej dzięki takim inicjatywom, jak konkurs organizowany przez IPN, istnieje szansa, że słowa te przestaną być aktualne. Nie można przywrócić pomordowanym Polakom życia, lecz „Nie o zemstę, a o pamięć wołają ofiary”.
Praca autorstwa Gabriela Jędrola „Nie o zemstę, a o pamięć wołają ofiary” oraz Marka Srala „Istniejemy, póki ktoś o nas pamięta”, zostały napisane pod opieką Pani mgr Anety Borkowskiej.
Tutaj pisaliśmy o wystawie i spotkaniu z ks Isakowiczem – Zaleskim w Rabce-Zdroju