UNIHOKEJ. Rozmowa z Aleksandrem Bieńkowskim, międzynarodowym arbitrem i przewodniczącym Wydziału Sędziowskiego Polskiego Związku Unihokeja, na temat kontrowersyjnych decyzji sędziowskich w serii rzutów karnych, które pozbawiły ostatecznie szans na Mistrzostw Polski zawodników Szarotka Nowy Targ.
Zapytam wprost. Unihokeiści Szarotki mają prawo czuć się skrzywdzenie decyzjami arbitrów Krzysztofa Mielewczyka i Marcina Rozmiarka?
– Jeżeli chodzi o rzuty karne, bo pewnie do tego zmierzamy, to w moim przekonaniu sędziowie podjęli słuszne decyzje. Mówię tutaj o rzutach karnych Spyry i Kasperka, bo tylko te dwa widziałem na materiale z kamery ustawionej za bramką. Wyraźnie było widać, że w obu tych przypadkach było ewidentne cofnięcie piłeczki i sędzia musiał podjąć taką a nie inną decyzję. Szczególnie Kasperek uczynił to tak wyraźnie, że nie mogło to się odbyć bez reakcji sędziego. Nie wiem dlaczego tak doświadczony zawodnik, dopuścił się tak rażącego błędu.
Czyli będąc na miejscu tych sędziów, Pan również podjąłby takie decyzje?
– Przepisy jasno określają sposób wykonywania rzutów karnych. Przede wszystkim piłka cały czas musi być pchana do przodu. Materiał video wyraźnie pokazuje, że w tych przypadkach ta zasada została „złamana”. Trudni więc coś zarzucić arbitrom.
Nawiążmy do rzutu karnego wykonywanego przez Artura Kasperka. Sędziowie nie tyle anulowali jego wykonanie, co mu je uniemożliwili. Nie należało po prostu nakazać mu jego powtórzenie?
– Przepis mówi, że jeżeli zawodnik wykonujący rzut karny w pierwszej jego fazie popełnia błąd, arbiter może – podkreślam może a nie musi – przerwać wykonywanie rzutu karnego i nakazać jego powtórzenie. Musi to mieć jednak miejsce jednak daleko przed bramką. A w tym przypadku błąd został popełniony tuż przed nią. Nie mogło być więc mowy o powtórzeniu rzutu karnego.
A kierując się duchem sportu, będąc świadomym stawki o jaką toczy się gra, arbitrzy nie powinni troszkę odejść od takich detali, być bardziej elastycznym. Jakby nie patrzeć ich decyzję wypaczyły wynik tego spotkania i zostawiają po sobie olbryzmi niesmak….
– Wielokrotnie w trakcie swojej kariery sędziowskiej spotkałem się ze słowami typu „chłopie co Ty gwiżdżesz, przecież to jest finał”. Ja się pytam, a czym ten mecz różni się od każdego innego spotkania? Czy są jakieś specjalne przepisy dotyczące finału? Nie. Przepisy są takie same dla każdego meczu. Zresztą zawsze są dwie strony medalu. Gdyby decyzje arbitrów były inne, wówczas można by stwierdzić, że skrzywdzono graczy z Zielonki.
Już sama nominacja tej dwójki sędziowskiej do prowadzenia najważniejszego meczu w sezonie wywołała spore poruszenie. Wszak nie są to postacie nawyżej usytuowane w hierarchi polskich arbitrów….
– To młodzi, dobrze rokujący i zbierającyh dobre recenzje sędziowie, którzy mają już za sobą przetarcie międzynarodowe. Jako związek wiążemy z nimi duże nadzieje. Zresztą mieliśmy mocno ograniczone pole manewru przy obsadzie. Zgodnie z dyrektywą Międzynarodowej Federacji, staramy się szkolić pary sędziowskie. Tym razem sprawa się trochę skomplikowała. Bartosz Burek, który prowadzi mecze w parze z Wojciechem Czarneckim, z racji tego, że był zaangażowany w organizację Super Finału, automatycznie został wykluczony z możliwości prowadzenia meczu finałowego. Rozpadła się nam więc jedna para. Ja również z powodów służbowych, nie miałem możliwości stawić się w Poznaniu, nad czym bardzo ubolewam. Więc postanowiliśmy że mój partner Marek Chominicki z Wojtkiem Czarneckim poprowadzą mecz o trzecie miejsce, a finał damy jedynej parze jaka nam została czyli Krzyśkowi i Marcinowi.
Można więc wywnioskować, że w Pana opinii podołali oni trudno meczu finałowego?
– Czy podołali tego jednoznacznie nie mogę ocenić. Nie widziałem całego meczu. Co do samych rzutów karnych, to powtarzam w mojej opinii błędów nie popełnili.
Rozmawiał Maciej Zubek
Fot. Archiwum