Mam prawo wymagać, co nie znaczy, że jestem dyktatorem

PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Jakubem Pawlikowskim-Bulcykiem wiceprezesem i jednocześnie głównym sponsorem sekcji piłkarskiej klubu LKS Poroniec na temat ostatnich zajść w klubie, a także perspektywach na najbliższe dni, tygodnie i miesiące.

Po ostatnich wydarzeniach w klubie „przyszyto” Panu łatkę dyktatora. Internetowa strona klubowa aż „pęka w szwach” od mocno nieprzychylnych Panu komentarzy…

– Nic na to nie poradzę. Ludzie przed ekranem komputerów czują się mocni. Pewnie i ten wywiad wywoła u nich powody do frustracji, będzie okazją do napisania kolejnych bluzg pod moim adresem. Trudno. Jakoś to przeżyję. Szkoda tylko, że żadna z tych osób tak naprawdę nie ma pojęcia co na co dzień dzieje się w klubie, na jakich zasadach od funkcjonuje, z jakimi problemami się boryka. Łatwo krytykować gdy patrzy się na to z boku, gdy nie wnosi się w żadnego wkładu w to aby zawodnicy, trenerzy mieli stworzone najlepsze warunki ku temu aby móc się rozwijać. Wcale nie czuje się żadnym dyktatorem. Nie wiem skąd to się wzięło. Nigdy nie wtrącałem się w decyzję czy to trenera Tomka Rogali czy Szymka Burligi. Oni mieli moje stuprocentowe poparcie i zaufanie czy to w sprawach organizacyjnych czy też sprowadzaniu konkretnych zawodników w okienkach transferowych. Oczywiście były takie momenty, że coś wspólnie ustalaliśmy, ale to chyba normalne, że prezes ma prawo mieć wgląd w decyzję podejmowane przez trenerów. W końcu jakby nie patrzeć to wszystko finansowane jest z naszych, mam tutaj na myśli moją rodzinę, pieniędzy. Naturalne więc jest, że chcę mieć kontrolę nad tym gdzie te pieniążki trafiają i na co są inwestowane.

A nie ma Pan wrażenia, że Pana obecność na ławce rezerwowych w trakcie meczów ligowych źle wpływa na zespół? Nie wywiera Pan swoją osobą niepotrzebnej presji?

– Nie jestem jedynym prezesem, który mecze ogląda z pozycji ławki rezerwowych. Nie widzę w tym nic złego. Po prostu lubię czuć tę atmosferę, być blisko murawy, żyć z zespołem. Nigdy żaden z trenerów czy nawet zawodników nie powiedział mi, że to mu przeszkadza. Jeżeli byłaby taka wola, to tę decyzję uszanuje. Nie widzę najmniejszego problemu.

A Pana wizyty w szatni po meczach?

– Co w tym złego? Nie zaprzeczam, ze po przegranych meczach często reaguję bardzo nerwowo, ale przecież chyba mam prawo do tego aby coś od drużyny wymagać. Jeżeli coś mi przeszkadza, coś mi się nie podoba, to wolę od razu wyrazić swoje niezadowolenie. Nigdy jednak nikomu nie ubliżałem.

W takim razie zapytam wprost. Jak z Pana perspektywy wyglądało to zajście z trenerem Szymonem Burligą, po którym podjął pan rezygnację z dalszej współpracy z nim?

– Szanuję trener Burligę. Uważam go za dobrej klasy fachowca. Wydarzyło się jednak coś, co nie powinnno się zdarzyć. W moim przekonaniu trener Burliga zachował się mało profesjonalnie w stosunku do Artura Prokopa. Nie chodzi o to, że trener nie widział miejsca w drużynie dla niego, ale o sposób w jaki mu to przekazał. Użycie zdania, że cokolwiek byś nie robił, nie będziesz u mnie grał, było nie na miejscu. Myślę, że Artur, patrząc przede wszystkim przez pryzmat jego dokonań w piłce, nie zasłużył sobie na takie traktowanie. Zresztą, moje reakcja byłaby taka sama, gdyby to dotyczyło każdego innego zawodnika jaki jest w klubie. To też nie był odpowiedni moment na takie decyzje trenera. One powinny być podejmowane w przerwie między rundami bądź zaraz po sezonie.

Za trenerem Burligą opowiedziało się sześciu zawodników, którzy w skutek Pana decyzji, zrezygnowali z gry w klubie…

– Jeżeli myślą, że tym zachowaniem zrobili mi na złość to są w poważnym błędzie. Przede wszystkim postąpili nie fair w stosunku do pozostałych kolegów drużyny. To oni najbardziej cierpią na ich decyzji. Ja żyć bez piłki potrafię. Myślę, że ludzie na świecie mają zdecydowanie większe problemy. Niemniej skłamałbym gdybym powiedział, że nie byłem rozczarowany ich zachowaniem. Szczególnie mam żal do Dawida Bartosa, któremu w życiu bardzo dużo pomogłem. W pewnym trudnym dla niego momencie, podałem mu pomocną dłoń, a teraz on w ten sposób mi się odpłaca.

Sami zawodnicy podkreślają, że byłoby gotowi wrócić do zespołu, gdyby tylko spełnił Pan ich jeden warunek…

– Na żadne naciski nie będzie mojej zgody. Jakby nie patrzeć, to my jesteśmy na dzień dzisiejszy gospodarzami tego klubu, to my w zdecydowanej większości go finansujemy i myślę, że mamy do tego prawo, aby nasze pewne decyzje były szanowane i akceptowane przez zawodników. Wydawało mi się, ze dorośli ludzie powinni to rozumieć. Za dużo czasu, pieniędzy poświeciliśmy temu klubowi aby teraz ktoś dyktował nam warunki. Oczywiście, jeżeli ktoś chce mieć wpływ na podejmowane przez nas decyzje to bardzo serdecznie zapraszam. Miejsce w zarządzie dla osoby, która zdecyduje się wspomóc klub odpowiednią sumą, zawsze się znajdzie.

Będzie Pan w jakiś sposób chciał ukarać tych zawodników? Rozważa Pan na przykład możliwość ich zawieszenia?

– Nie jestem mściwy. Prawie z każdym z tych zawodników miałem bardzo dobry kontakt. Spędziliśmy sporo fajnych chwil. Nie chciałbym aby jedno wydarzenie przekreśliło naszą kilkuletnią przyjaźń czy znajomość. Do czerwca każdy z nich jest naszym zawodnikiem. Potem jeżeli będzie taka ich wola, dostaną wolną rękę w poszukiwaniu nowych klubów. Każdemu z nich życzę powodzenia.

Czy to Co się wydarzyło w tych ostatnich dniach, może wpłynąć jakoś negatywnie na dalsze Pana inwestowanie w klub?

– Absolutnie. Zbyt dużo czasu temu poświęciłem, zbyt dużo pieniędzy wspólnie z tatą zainwestowaliśmy, aby nagle przez jedno zwykłe nieporozumienie, sprowokowane przez jedną osobę, stracić to co budowaliśmy przez trzy lata. Chcemy teraz jakoś dotrwać do końca tego sezonu, utrzymać się w lidze, a następnych rozgrywkach odgrywać już poważniejszą rolę.

W najbliższych dniach dołączą do zespołu nowi zawodnicy?

– Tak. Nie mamy wyjścia. W sytuacji jakiej się znaleźliśmy pozyskanie nowych zawodników jest konieczne. Nie jest to łatwe w tym okresie. Szukamy w Małopolsce i na Śląsku. Mamy już zakontraktowanego jednego zawodnika. To doświadczony gracz. W przeszłości był m.in. królem strzelców rozgrywek II ligi. W kolejnych kilku dniach powinni też pojawić się kolejni nowi gracze. 

Rozmawiał Maciej Zubek 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *