NOWY TARG. Sprawa przeciwko pani prezes MMKS, Agacie Michalskiej, oskarżonej o organizowanie imprez masowych bez wymaganego zezwolenia, zakończyła się umorzeniem – ze względu na „małą szkodliwość społeczną czynu”. Kosztami postępowania będzie obciążony skarb państwa. Taką decyzję podjął dziś sędzia Sądu Rejonowego w Nowym Targu, Sławomir Biskup. Wyrok nie jest prawomocny.
Postępowanie
rozpoczęło się
w październiku 2012 roku, zawiadomieniem policji i prokuratury, że Miejski Młodzieżowy Klub Sportowy zorganizował pierwsze w sezonie 2011/2012 mecze z naruszeniem Ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych.
Zawiadomienie złożył ówczesny dyrektor Miejskiego Zakładu Gospodarczego Zieleni i Rekreacji, Krzysztof Wojtaszek, po pierwszych rozgrywkach ligowych, czyli dwumeczu Podhale – Polonia Bytom (6 i 7 października 2012 r.). Ten krok był kolejną odsłoną konfliktu, jaki od początku sezonu 2011/2012 nabrzmiewał wokół lodowiska, pomiędzy administratorem obiektu a Klubem.
Dyrektor Wojtaszek zarządzał wtedy lodowiskiem z ramienia miasta, a nowa pani prezes MMKS, Agata Michalska, pełniła swoją funkcję zaledwie dwa miesiące.
Zawiadomienie groziło jej poważnymi konsekwencjami, które opisuje art. 58 wspomnianej ustawy:
(…) Kto organizuje imprezę masową bez wymaganego zezwolenia lub niezgodnie z warunkami określonymi w zezwoleniu albo przeprowadza ją wbrew wydanemu zakazowi, podlega grzywnie nie mniejszej niż 240 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
Po wyłączeniu się Prokuratury Rejonowej w Nowym Targu, postępowanie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Gorlicach.
Ostatnio pisaliśmy o tym tutaj:
Pani prokurator, jako oskarżyciel publiczny, podnosiła, iż wspomniane dwa mecze bez wątpienia były imprezami masowymi i nie ma znaczenia, ile osób znajdowało się wtedy na trybunach, bo o odpowiedzialności organizatora – w świetle ustawy – przesądza ilość miejsc udostępnionych dla widzów. A wniosek pani prezes o zezwolenie na organizowanie imprez masowych opiewał na 1.500. Odpowiedzialność organizatora imprezy jest duża – zagrożona karą taką, jak za spowodowanie wypadku lub nieumyślne spowodowanie śmierci. Ale na szczęście nic złego podczas rozgrywek się nie stało, oskarżona nie była też wcześniej karana. Dlatego wnioskowała dla niej o najniższą możliwą karę, czyli grzywnę w wymiarze 250 razy 10 zł i zasądzenie kosztów postępowania.
Obrońca pani prezes wskazywał natomiast inne okoliczności sprawy: presję społeczną, pod jaką działały klubowe władze w czasie gdy pierwsza drużyna miała walczyć o powrót do ekstraligi; zasięganie przez panią prezes opinii doświadczonych organizatorów imprez (także policji, burmistrza i wicestarosty); świadomość, że mecz z mniej niż 300 kibicami na trybunach imprezą masową nie jest; pozyskanie wszelkich możliwych opinii świadczących, że hala jest gotowa, wreszcie kolegialność (w łonie Zarządu Klubu) decyzji o rozegraniu meczów.
– Nie można zarzucać jej natężenia złej woli, jeżeli dokonała wszelkich aktów staranności, uzyskała wszelkie niezbędne opinie – mówił obrońca. – Jeżeli ileś osób – między innymi burmistrz, wicestarosta, Komenda Powiatowa Policji – twierdzi, że 299 kibiców na trybunach to nie jest impreza masowa, nie ma powodu przypuszczać, że pani Michalska miała takie obawy. Miała świadomość, że organizuje mecze I ligi, ale że nie są to imprezy masowe. Zadbała wszelkimi sposobami, żeby liczba widzów nie przekroczyła 300. Jeżeli ileś autorytatywnych osób ma problemy z interpretacją ustawy, to należałoby zapytać, czy ta ustawa nie powinna ulec zmianie, bo jest niejasna. Albo potrzebne są komentarze.
Tytułem tego obrońca wnosił o uniewinnienie, tym bardziej, że wyrok skazujący skutkowałby dla oskarżonej utratą stanowiska – pracodawca byłby zmuszony ją zwolnić, ponieważ piastuje funkcję kierowniczą.
Uzasadnienie wyroku, jaki zapadł podczas trzeciej, finalnej rozprawy, obie te argumentacje – oskarżenia i obrony – wzięło pod uwagę.
– Sąd podziela stanowisko oskarżyciela publicznego, że przestępstwo, które zarzuca się oskarżonej jest poważne – oznajmił sędzia Biskup. – Świadomie zadeklarowała pani imprezy masowe, liczbę kibiców podnosząc z 500 do 1500. Każdy z tych meczów był imprezą masową. Obowiązkiem oskarżonej było zebranie szeregu dokumentów od służb wymienionych w ustawie i zrobiła to, uzyskując opinie policji, Sanepidu, szpitala. Jednak, organizując mecze, zrezygnowała z ochrony. A to stwarza zagrożenie. Na pani szczęście że nikomu wtedy nic się nie stało. Sąd miał możliwość popatrzenia na to z perspektywy. Słusznie podnosił obrońca, że oskarżona dopełniła wszelkich aktów staranności – nie uzyskując jednak opinii od straży – by zminimalizować negatywne skutki swojego zachowania. Usiłowała ograniczyć liczbę widzów. Rozumiem zobowiązanie pani do zorganizowania meczów, dbałość o dobre imię Klubu. Dlatego nawet najłagodniejsza kara, jaką jest grzywna, będzie w tym przypadku zbyt surowa. Kwestii utraty pracy w razie wyroku – sąd nie brał pod uwagę. W wielu zawodach za skazanie prawomocnym wyrokiem traci się pracę. Umarzam postępowanie ze względu na znikomy stopień szkodliwości społecznej.
Podczas finalnej rozprawy przesłuchiwani byli jeszcze trzej świadkowie.
Mł. kpt. Krzysztof Batkiewicz z Komendy Powiatowej PSP w Nowym Targu wyjaśniał okoliczności kontroli w Hali Lodowej MHL i przyczyny braku zgody na organizację imprez masowych. W uzyskaniu jej przeszkadzał brak oświetlenia awaryjnego (skądinąd nieużywanego podczas imprez masowych) w części szatni, która przechodziła remont. Druga przyczyna to wykazujący usterki protokół kontroli szczelności instalacji gazowej. Usterki jednak zostały usunięte i 5 października (czyli przed meczami) nie było już żadnych powodów do nieudzielenia zgody na organizowanie imprez masowych.
Michał Rubiś – teraz dyrektor Miejskiego Zakałdu Zieleni i Rekreacji, wtedy zastępca dyrektora, uczestniczył w kontrolach przeprowadzanych na terenie Hali Lodowej i potwierdził, że usuwanie usterek jest obowiązkiem administratora, a dokonuje on tego na wniosek organizatora imprez. Nie rozwijał jednak wątku konfliktu między swoim ówczesnym przełożonym a Klubem.
Uczynił to natomiast wicestarosta powiatu nowotarskiego, Maciej Jachymiak, doradzający pani prezes MMKS-u w kwestii organizowania masowych imprez, gdyż robi to od kilkunastu lat. Bywa też na prawie wszystkich meczach.
Oświadczył on, że październikowe mecze na początku sezonu 2012/2013 nie cieszyły się dużym zainteresowaniem – trybuny były prawie puste. Jego zdaniem takie rozgrywki nie powinny być organizowane w ramach imprez masowych.
Pytany przed sądem, skąd w takim razie wniosek Klubu o powiększenie liczby widzów do 1.500, stwierdził:
– Sądzę, że był ogólny entuzjazm – myśleli, że będzie więcej kibiców. Doradzałem oskarżonej, że należy tylko przypilnować, by nie było więcej niż 300 osób, co według mnie jest kryterium imprezy masowej. Czuję się nieco winny tej sytuacji, bo sam ją namawiałem, by zorganizowała te spotkania. Od początku sezonu byłem przekonany, że ludzie nie będą przychodzili, bo są słabe składy. Kibice pojawili się dopiero pod koniec sezonu, kiedy zaczynała się faktyczna walka o awans.
Wyraził też wicestarosta swoją opinię o przyczynach sądowego finału rozgrywek:
– Jestem przekonany, że pani Michalska padła ofiarą konfliktu, jaki się rozwijał pomiędzy burmistrzem a ówczesnym dyrektorem Zakładu Zieleni, Krzysztofem Wojtaszkiem, który złożył potem zawiadomienie do prokuratury. To był rok, kiedy „Podhale” spadło z ekstraklasy i dyrektor Wojtaszek został przez kilka środowisk uznany za winnego tego stanu rzeczy. Niektórzy radni uważali, że powinno się go usunąć ze stanowiska. Bał się tego i prowadził cichą wojnę z burmistrzem. Kiedy np. Urząd Miasta zlecał MMKS-owi remont szatni, on składał zawiadomienie o prowadzonej nielegalnie inwestycji. Jestem przekonany, że sabotował on decyzje burmistrza. Złożenie zawiadomienia jest jednym z szeregu zdarzeń. Zrobił to, bo pewnie się bał, że za zorganizowanie tych meczów odpowie administrator obiektu.
Przyznał też, że prosił jednego z burmistrzów o nieopóźnianie wydania zgody na organizowanie rozgrywek. Sugestii o „kunktatorskim” wydawaniu decyzji jednak nie podtrzymał, mimo zaciekawienia sądu tym wątkiem.
W październiku 2012 r., po zawiadomieniu policji i prokuratury o złamaniu ustawy o organizacji imprez masowych, ówczesny dyrektor Krzysztof Wojtaszek powiedział nam, że prawdopodobnie nie zainteresowałby się liczbą osób na trybunach podczas dwóch październikowych meczów, gdyby MMKS nie wskazał go jako winnego sytuacji na lodowisku.
Fot. Anna Szopińska