Hornik i Kocaj zwyciężają na zawodowym ringu

SPORTY WALKI. Ze świetnej strony pokazali się dwaj reprezentanci podhalańskich klubów sportów walki w trakcie sobotniej gali „Battle of Warriors”, która odbyła się w Krakowie w hali sportowej TS Wisła. Krzysztof Hornik (na zdjęciu) z NKSW Hoły Team oraz Patryk Kocaj z Jarosz Fight Club wygrali swoje walki.

Obaj walczyli w formule K1 w kategorii 75 kg. Dla Hornika był to debiut na tej rangi imprezie. Zmierzył się z reprezentantem TS Wisły Piotrem Machowskim. Tylko w pierwszej rundzie walka miała wyrównany przebieg, od drugiej już zaznaczyła się inicjatywa nowotarżanina, który zasypywał krakowianina gradem ciosów. Ten w trzeciej rundzie był liczony, ale dotrwał do końca pojedynku. Werdykt sędziów nie pozostawił jednak złudzeń.

– Super sprawa, bo przyznam, że było trochę obaw o to czy Krzysiek przede wszystkim wytrzyma presję. Nie dosyć, że była to jego pierwsza w życiu walka na zawodowym ringu, to jeszcze przyszło mu zmierzyć się z zawodnikiem gospodarzy. Wiadomo, że w takim wypadku cała publika była przeciwko niemu. Kiedy szliśmy do ringu towarzyszyły nam gwizdy i buczenie. Świetnie jednak dał sobie z tym rady. Nie spalił się. Wygrał ten pojedynek przede wszystkim lepszym przygotowaniem fizycznym. Przeciwnik, tak jak się spodziewaliśmy, ostro ruszył do przodu w pierwszej rundzie. Krzysiek nie pozostawał mu dłużny, stąd był to taki moment typowej bijatyki. Mniej więcej od połowy drugiej rundy, już Krzysiek zyskiwał coraz większą przewagę. Cały czas trzymał tempo, do ciosów bokserskich dołożył uderzenia nogami i umiejętnie odcinał „prąd” przeciwnikowi – ocenił trener NKSW Wojciech Hoły.

Patryk Kocaj pierwotnie walczyć miał z Tomaszem Kosycarzem (ASW Fighter Mogilany), ale ten w ostatnim momencie się wycofał, a zastąpił go jego kolega klubowy Karol Kubis. Większej różnicy Kocajowi to nie sprawiło. Rabczanin już w pierwszej rundzie posłał przeciwnika na deski. O tego momentu już wyraźnie dominował w ringu, systematycznie punktując przeciwnika. Także i w tym przypadku sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości.

– Rywal z którym miałem pierwotnie walczyć, dostał, wedle informacji od organizatorów, tuż przed galą zapalenia płuc. Troszkę pkrzyżowało mi to plany,  bowiem miałem przygotowaną konkretną taktykę pod tego przeciwnika. Zawodnik, który go zastąpił był przede wszystkim dużo wyższy. Stąd potrzebna była pewna korekta w pomyśle na tę walkę. Na szczęście mój trener doskonale go rozpracował. To mi bardzo pomogło w ringu i w dużej mierze to zwycięstwo to zasługa trenera – podkreślił Kocaj.

– Patryk wreszcie zaczął mnie słuchać. Walczył bardzo mądrze, a nie na wariata jak to miało miejsce w jego wcześniejszych pojedynkach. Ani przez moment nie stracił kontroli nad walką. Przede wszystkim umiejętnie skracał dystans, niwelując tym samym duży zasięg ramion i nóg swojego przeciwnika. Wyprowadzał potężne ciosy, które dochodziły do głowy. Mógł tę walkę zakończyć także mocnymi low-kickami, ale przeszkodziła mu w tym kontuzja jakiej nabawił się w drugiej rundzie. Niemniej w moim przekonaniu wygrał tę walkę stosunkiem milion do zera – cieszy się trener Kocaja, Łukasza Jarosz.

A już w listopadzie rozegrany zostanie najprawdopodobniej w Katowicach Puchar Polski w formule K1, w którym podhalańczycy będą stanowić liczną grupę. 

Fot. Tomasz Fiołka 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *