POWIAT NOWOTARSKI. Bezrobocie to problem. Mówi się oficjalnie, że w Polsce jest obecnie największe od blisko 10 lat. Nie lepiej w tych statystykach wypada Podhale. Okazuje się jednak, że nie każdy o statusie bezrobotnego tak naprawdę szuka pracy…
To dlatego Powiatowy Urząd Pracy w Nowym Targu bardzo indywidualnie podchodzi do każdego petenta. Wprowadzono nawet tzw. ich segmentację. Okazuje się, że na 9 tysięcy osób zarejestrowanych tylko mała część ma odpowiednie kwalifikacje, może i chce pracować. Wiele osób, tak naprawdę PUP traktuje, jak miejsce, gdzie zdobywa się ubezpieczenie…
– My musimy, tak naprawdę wybadać, w jakim celu przychodzi do nas klient, czy naprawdę szuka pracy – mówi Maria Sendrowicz, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Nowym Targu. To dlatego PUP wprowadził podział bezrobotnych na cztery grupy. Tych co chcą i mogą pracować, tych co chcą i nie mogą pracować, tych co chcą, ale nie mają kwalifikacji, te osoby kierowane są na szkolenia, zajmuje się nimi specjalista ds. rozwoju zawodowego, doradca zawodowy, tych którzy mogą mają kwalifikacje, a nie chcą z jakichś powodów pracować…
Wyodrębnienie osób do danej grupy nie jest łatwe. Żaden pracownik PUP, nie może zadać takiego pytania wprost. Sam w trakcie rozmowy musi ustalić oczekiwania danego petenta. Z drugiej strony bez dokonania takiego wewnętrznego podziału, praca z osobami zgłaszającego się do PUP byłaby wręcz niemożliwa. – Pracownik musi zadać wiele pytań, aby móc ustalić motywację danej osoby przychodzącej do PUP – mówi Maria Sendrowicz i podkreśla, że nikogo nie można zmusić do podjęcia, takiej, a nie innej pracy. Nie ukrywa ona, że wiele osób ma „inny sposób na życie” i to całkiem nieubogie, bo tak naprawdę nie szuka pracy, a raczej ubezpieczenia… To ci z pewnością podnoszą statystyki bezrobotnych.
Wniosek nasuwa się sam. Urzędy Pracy winny być tylko dla chcących pracować, poszukujących pracy. Tymi, którzy chcą tylko ubezpieczenia powinien zając się inny organ…