Tłum ludzi żegnał 22 maja, na nowotarskim cmentarzu, doktora Wita Radwańskiego. 84 lata – wiek piękny, ale życie ludzi szlachetnych, potrzebnych i mądrych – zawsze jest za krótkie. Wraz ze śmiercią Doktora – w krakowskiej klinice, po operacji zastawek serca – zamknął się pewien etap historii miasta i nowotarskiej chirurgii.
Ilu pacjentów (w prawie sześćdziesięciu latach lekarskiej praktyki) przeszło przez Jego ręce, ilu przedłużył życie, uratował zdrowie – zliczyć nie sposób. W całym powiecie znano go jako zdolnego operatora o pewnej ręce i dużej intuicji. Przy tym lekarza o nieposzlakowanej uczciwości. Jego wysokie chirurgiczne kompetencje budziły zaufanie, dawały chorym nadzieję.
Dla nowotarżan wieloletni ordynator, nestor podhalańskich chirurgów i wychowawca lekarzy, był natomiast kimś więcej. Pochodzącego wprawdzie z Sanoka, ale związanego z miastem przez żonę, wszyscy uważali za „swojego Doktora” – bardzo „swojego”, bo do każdego pacjenta podchodzącego z życzliwością, sercem i powagą. Angażował się on w pomoc dla osób niepełnosprawnych, rodzin wielodzietnych i dotkniętych różnymi problemami; orędował za budową nowego szpitala.
Życie nie oszczędziło mu bolesnych doświadczeń – jak śmierć żony i syna, który osierocił kilkoro dzieci. W tych ciężkich okolicznościach potrafił jednak być oparciem, ostoją dla swoich bliskich. A dla innych – wzorem i autorytetem. Zasłużył na to przez swoją mądrość i rozwagę, szukanie zgody i dobrych rozwiązań.
Bardzo oddany pracy zawodowej – wykazywał też duże zaangażowanie społeczne, przy tym bardzo jednoznaczną i szlachetną podstawę. Od 1980 r. pozostawał członkiem NSZZ „Solidarność”. Zasiadał w Kapitule Honorowej Miasta Nowego Targu i w Zarządzie Miasta za burmistrzowania Józefa Ramsa. Był radnym miejskim I i II kadencji, także radnym powiatowym. Został już odznaczony srebrnym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, złotą Odznaką za zasługi dla Miasta Nowego Targu, a w 2010 r. – uhonorowany Medalem za Szczególne Zasługi dla Miasta Nowego Targu.
Jako ktoś towarzyski i lubiany,
nie stronił od miejskich uroczystości i imprez kulturalnych. Jemu samemu koledzy lekarze w 80-lecie urodzin i 55-lecie pracy zawodowej urządzili wspaniały benefis. Kogoś takiego jak Doktor Wit, z otwartym sercem i błyskiem w oku, ludzie zachowają we wdzięcznej pamięci.