NOWY TARG – ZAKOPANE – KRAKÓW. Dwie kostki i sto pomysłów. Identyczne przedmioty, a kontekstów, rodzajów tła, sposobów użycia i widzenia może być nieskończenie wiele. To wszakże nie jedyna teza, którą chciał udowodnić tegoroczny maturzysta z I LO im. Goszczyńskiego w Nowym Targu – Tomasz Chowaniec. Jeszcze maturzysta, a już z indeksem bratysławskiej uczelni artystycznej w kieszeni.
Na wystawę
wieńczącą
jego oryginalny
projekt zaprosił
do Starej Kotłowni w nowotarskim MOK-u, czyli w miejsce podziemne, gdzie misterium sztuki rozgrywa się poza oficjalnymi salonami, w specyficznym wnętrzu i klimacie. Gdzie nieskrępowanie dochodzi do głosu wszelka kreatywność.
Mimo młodego wieku, Tomasz jest dojrzałym fotografikiem, autorem znakomitych prac. Wiedzą o tym jego koleżanki, koledzy, nauczyciele. Tym też zdobywa sobie uznanie w środowisku i tak zapracował na indeks jeszcze przed maturą.
Ale – w przeciwieństwie do wielu wschodzących gwiazd różnych dziedzin sztuki – nie na sobie postanowił skupić uwagę. Tylko na ludziach i zjawiskach zachodzących w ich świadomości; na owym pierwiastku subiektywizmu, który decyduje o sposobie utrwalenia przedmiotu, a więc jest istotą fotografii.
Żeby to pokazać i udowodnić, młody pasjonat wziął dwie drewniane kostki, wyszedł na ulice trzech miast (Nowego Targu, Zakopanego i Krakowa), a napotkane osoby prosił o stworzenie z tych kostek dowolnej kompozycji, umieszczenie jej a jakimś tle i wykonanie zdjęcia jego aparatem. Tak powstało sto zdjęć stu autorów. Byli wśród tych fotografów kierowcy autobusów, księża, kominiarze, ekspedientki, recepcjonistki, kucharze, malarze, siostry zakonne, klientela sklepów, szkolna młodzież itd. Doborem rządziła jednie zasada, by reprezentowana była możliwie największa różnorodność – zarówno pod względem wieku, wykształcenia, jak i wykonywanego zawodu. Najmłodszy fotograf z przypadku miał 3 lata, najstarszy – 84.
Z ich pomocą Tomasz Chowaniec dowiódł, że mimo tego samego przedmiotu (czyli dwóch kostek), każda kompozycja, każda fotografia jest inna, ma charakter subiektywny, a nie obiektywny. I że nie ma fotografii złych, bo każda spełniła swój cel: utrwalenia momentalnego widoku.
A chciał realizator projektu dowieść prawdziwości jeszcze jednej tezy: że absolutnie płynna, nawet wręcz zbyteczna, jest granica miedzy fotografią profesjonalną i amatorską. Żeby to unaocznić, zrezygnował z opatrzenia zdjęć podpisami zdradzającymi wiek, zawód, umiejętności autora.
Projekt Tomasza Chowańca nie jest prowokacją, tylko świadomym eksperymentem skierowanym ku innym ludziom. Każdemu z nich przypada w nim zaszczytna rola kreatora. To wyraz pokory, ale też badawczej dociekliwości młodego pasjonata zafascynowanego nie tylko stroną techniczną, ale też filozofią fotografii, głównie na bazie refleksji Sousan Sontag.
– Takich myślących, otwartych, twórczych ludzi powinniśmy hołubić – mówi jego licealna nauczycielka, Katarzyna Żmuda.
Co ciekawsze – eksperymentator i fotografik nie wybrał w szkole humanistycznego, lecz matematyczny profil kształcenia.
I jest zdeterminowanym, by iść własną drogą.
Mimo, że ma już indeks, na studia do Bratysławy się nie wybiera.
– Jest to uczelnia artystyczna, w której miałbym najpierw dwa lata malarstwa lub rzeźby – powiada. – A mnie chodzi o kierunek związany stricte z fotografią…