TATRY. Obrońcy zwierząt i turyści ujawnili kolejny przypadek pracy rannych koni na trasie do Morskiego Oka. Sfotografowany rumak z raną m.in.nogi należał do Tadeusza W., tego samego, który miał mieć zawieszoną licencje na pracę w Tatrach.
Jak zaznacza Beata Czerska, prezes Tatrzańskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, to kolejny przykład, jak Tadeusz W. (fiakier, którego koń Cygon zniknął, bo był leniwy, a inny kładł się na drodze na oczach turystów – o sprawie pisaliśmy w gazecie internetowej PODHALE REGION w wakacje) w tekście pt. “Szanuje konie”.
– Turyści nadesłali nam komplet zdjęć, które dowodzą, że wbrew ustawie o ochronie zwierząt, do pracy użytkuje się zwierzęta ranne – zaznacza Czerska. – Sprawę zgłaszamy do organów ścigania.
Jak dodaje, fiakrzy często takie „odbicia” bagatelizują, ale zgodnie ze wspomnianą ustawą zwierząt rannych do pracy używać nie wolno. Koń powinien być w stajni do czasu wygojenia nóg.
Obrońców praw zwierząt zastanawia jeszcze jedna sprawa. Dlaczego Tadeusz W. tak szybko odzyskał licencję na pracę na trasie do Morskiego Oka?
– Miał zawieszoną licencję za upadek konia na Włosienicy – wyjaśnia Czerska . – Postępowanie w sprawie nie zostało jeszcze umorzone, a licencję mu w Tatrzańskim Parku Narodowym już odwiesili? Szybko…
