SKARGI I INTERWENCJE. – Tylko tutaj od osoby wymieniającej dowód rejestracyjny żąda się odkręcania i okazywania tablic, podczas gdy nie są na nich wymieniane znaki legalizacyjne – skarży się nasz Czytelnik. – W Nowym Sączu ani w Krakowie nikt nie stosuje takich praktyk…
Chodzi o sytuacje, kiedy w dowodzie rejestracyjnym brakło już miejsca na pieczątki badań technicznych i trzeba ten dowód wymienić. Rozżalony petent wydziału komunikacji w nowotarskim starostwie powołuje się na czerwcowe rozporządzenie ministra transportu, z którego wynika, że przy wymianie dowodu rejestracyjnego nie trzeba już nalepiać nowych znaków. Logicznym jest więc, że tablic nie trzeba odkręcać (lub odnitowywać, jeśli ktoś wcześniej zanitował) i przynosić do okazania w wydziale.
Dyskusja na ten temat przetoczyła się przez fora motoryzacyjne. Petent powołuje się też na rzecznika ministerstwa transportu, który miał potwierdzić, że przynoszenie tablic do wymiany dowodu nie jest konieczne.
Wychodzi na to, że tylko nowotarski wydział nie chce ułatwić życia kierowcom…
– Przy wydawaniu dowodu rejestracyjnego – obojętnie, czy jest to dla kogoś pierwszy dowód, czy kolejny – dokonujemy też legalizacji tablic i podpisujemy się pod decyzją administracyjną w imieniu starosty – tłumaczy naczelnik „niedobrego” wydziału, Jan Gabor. – Kiedy znak jest prawidłowy – nie nalepiamy nowego i tablice oddajemy, ale czasem jest zniszczony, uszkodzony lub go nie ma. Wtedy trzeba go nalepić. Gdybyśmy więc nie widzieli tablic, a podpisali się pod decyzją, to będziemy winni poświadczeniu nieprawdy i ktoś może nas zaskarżyć. Po prostu taka jest procedura. Rozżalenie właścicieli samochodów bierze się stąd, że nie czytają przepisu w całości. Nie zwracałem się o wykładnię do ministerstwa, bo dla nas jest on jasny. Za czasów Urzędów Rejonowych otrzymywaliśmy jeszcze wykładnie ministerstwa, ale odkąd wprowadzono powiaty – już nie. Oczywiście możemy zmienić postępowanie, jeśli ktoś umocowany – minister, rzecznik ministerstwa, Samorządowe Kolegium Odwoławcze – przyślą nam takie zalecenie. Może to być również polecenie na piśmie od starosty. Do starosty zresztą można kierować skargi, jeśli jest kłopot.
Inne interwencje z podwórka wydziału komunikacji – w kwestii organizacyjnych rozwiązań – dotyczyły kolejki po odbiór dowodu rejestracyjnego. Petenci sygnalizowali ostatnio, że w tym przypadku nie ma zapisów na konkretną godzinę, a często długo trzeba stać w kolejce. Niektórzy – spieszący się lub zniecierpliwieni – odchodzili z kolejki i musieli wracać następnego dnia. Wydawaniem dowodów, jak twierdzili, zajmowały się dwie osoby. A w każdy roboczy dzień tygodnia można tę sprawę załatwić w wydziale tylko do godz. 15-tej. Jeśli ktoś kończy pracę o tej samej porze lub później – ma problem…
– To są przejściowe trudności – uspokaja jednak naczelnik Gabor. – Spowodowane tym, że 5 pracowników przebywa akurat na zwolnieniu chorobowym, a 2 – na planowym urlopie. Z reguły, jeśli jest taka potrzeba, wydawaniem dowodów zajmują się 3 albo nawet 4 osoby.
Jeśli natomiast chodzi o przesunięcie czasu ich pracy na godziny późniejsze – przynajmniej raz w tygodniu – to naczelnik nie widzi takiej potrzeby. Cały wydział pracuje do godz. 15.30, lecz wydawanie dowodów kończy się o godz. 15, gdyż pracownicy muszą jeszcze poukładać i schować dokumenty. Przypomina, że eksperymentowano kiedyś z przesunięciem godzin wydawania dowodów (na czas od 9 do 17) w poniedziałki, jednak praktyka pokazała, że po godz. 15 przychodzili tylko umówieni do rejestracji na określony czas. Ponieważ cały wydział pracuje od godz. 7.30, a zajęci wydawaniem dowodów musieli raz w tygodniu zostawać do godz. 17 – skończyło się to bilansem nadgodzin w ilości 70 dni. O wynikach tego eksperymentu został poinformowany starosta i uznano, że takie rozwiązanie się nie sprawdza.
Praktykował też wydział sobotnie dyżury z wydawaniem dowodów, jednak petenci narzekali, że tego dnia wszystkie inne instytucje są zamknięte i nie mogą już nic więcej załatwić.
Od tej pory wydział komunikacji godzin wydawania dowodów już nie zmieniał.