Walizka pełna marzeń, tęsknot i niespełnienia

NOWY TARG. Od dawna się nie zdarzyło, by Salon Poezji w nowotarskim ratuszu był prawie dwugodzinny. A teraz dokonali tego goście z Łodzi, reprezentujący dwa aktorskie pokolenia: Krzysztof Kaczmarek – aktor-reżyser, twórca Teatru Zwierciadło i jego córka Agata, absolwentka wrocławskiej PWST, debiutująca właśnie w łódzkim Teatrze Nowym.

To, co zafundowali oni nowotarskiej publiczności wypełniającej dwie sale na parterze ratusza, było czymś więcej niż poezją i muzyką. Było poetyckim i muzycznym teatrem. I przyjęte zostało z entuzjastycznie.

Liryczny, wzruszający, sentymentalny spektakl nie powstałby bez prywatnej, serdecznej przyjaźni Krzysztofa Kaczmarka z Markiem Grechutą. Wyznał to aktor, reżyser i wykonawca piosenek Grechuty przy końcu spotkania, opowiadając o początkach tej znajomości – kiedy Krzysztof Kaczmarek był jeszcze studentem łódzkiej PWST, wielbicielem Marka Grechuty, bywalcem wielu jego koncertów, a muzyk i artysta z Krakowa – już kultowym piosenkarzem. I właśnie student, z którym muzyk któregoś dnia zawieruszył się w barze, namówił go, by skomponował muzykę do spektaklu „Otello”, bo jego profesor, Jan Machulski, wystawiał dramat Szekspira w Zamościu – rodzinnym mieście Marka Grechuty.

Znajomość muzyka i aktora przerodziła się w przyjaźń rodzin. Tę samą Agatkę, która dzisiaj jest główną aktorką w poetycko-muzycznym spektaklu, kiedyś razem z bratem sfotografowano u „wujka Marka”, w jego krakowskim mieszkaniu, razem z gospodarzem. Trudno więc o kogoś bardziej przesiąkniętego klimatem piosenek wiecznego romantyka i wiecznego młodzieńca.

Krzysztof Kaczmarek z córką koncertują w różnych miejscach, także dla Polonii i dla młodzieży, wzruszając się niezmiernie, jeśli młodzież razem z nimi śpiewa i przeżywa liryczne strofy, bo je zna na pamięć.

W ratuszowych salach zabrzmiały najpiękniejsze, najbardziej popularne piosenki: „Świecie nasz”, „Dni, których nie znamy”, „Tango Anawa”, „Ocalić od zapomnienia” „Nie dokazuj”, „Tyle było dni”. Także jedne z ostatnich utworów Marka Grechuty: „Ojczyzna”, „Wolność” i „Kraków”. Dla pokoleń starszych niż młodzieżowe było to przypomnienie wspaniałych, jasnych fraz o mądrości, nadziei na lepsze „dni, których jeszcze nie znamy”, o wierze w ludzi. Te pieśni-przesłania, pieśni-wyznania, pieśni czarowne i uwodzące wkomponowane były w narrację autorstwa Krzysztofa Kaczmarka, monolog młodej dziewczyny tęskniącej, kochającej, pełnej pragnień, wyobrażeń, a wciąż zdanej na czekanie, niespełnienie, rozłąkę, samotność.

Każdy rekwizyt w tym spektaklu – blue koszula, spłowiały kaszkiet, męskie rękawice, walizka, ślubny welon z firanki, kwietny wianek, czarny melonik, biały kapelusik z tiulem, stary prochowiec – był jakimś symbolem, opowiadał jakąś historię, znaczył i wzruszał.

Krzysztof Kaczmarek wykonywał pieśni w oryginalnych aranżacjach Marka Grechuty, bez przerysowań i udziwnień, jak wierny przyjaciel i kontynuator. Jego córka budziła szczery podziw swoimi aktorskimi możliwościami, głosem, talentem. Zmieniała humor, nastroje, kapelusze, ubrania; potrafiła być naraz w dwóch osobach.

Widzowie i słuchacze, mile połechtani komplementami łódzkiego aktora, reżysera i twórcy spektaklu, śpiewali razem z gośćmi Salonu, zgotowali im prawdziwą owację, a rozstać się było trudno…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *