Autor „leninowskiej” tabliczki: „nie popadajmy w szaleństwo demagogii”…

NOWY TARG. Po apelu grupy radnych sprawę tabliczki z podobizną Lenina umieszczonej na elewacji Urzędu Miasta, postanowił obszernie wyjaśnić jej autor – Marcin Ozorowski. Wyjaśnia on jednocześnie intencje twórców Izby Zimnej Wojny i Socjalizmu.

Poniżej – list otwarty Marcina Ozorowskiego do częsci radnych w pełnym brzmieniu:

Czytając z przekory ostatni apel grupy radnych w sprawie sposobu oznaczenia IZWIS-u trudno nie oprzeć się absurdalności użytej tam tezy o rzekomym propagowaniu systemu totalitarnego przez Burmistrza Nowego Targu. Zresztą sformułowanie tej nieporadnej i pokrętnej wypowiedzi, kreślonej gdzieś na kolanie i w ramach jakiejś rewolucyjnej myśli, jest zwykłym nadużyciem bez związku z podstawową wiedzą prawną, historyczną, kulturową i oczywiście socjologiczną. Niby to przecież już nikogo w dzisiejszym świecie tabloidów oraz powszechnej papki nie dziwi, wszak mnie spędza sen z powiek albowiem po dwudziestu trzech latach wolnego i demokratycznego państwa grupa zatroskanych osób obdarzonych mandatem społecznym bezwiednie popada w stan emocjonalnego wzburzenia sygnując swe odkrycia mocą Królewskiego Wolnego Miasta Nowy Targ. Oj, Panowie chyba trochę się zapędziliście w przysłowiowy kozi róg, gdzie stoi szeroka szafa a w niej kilka udekorowanych trupów z przeszłości, którymi próbujecie coś ugrać. W czystej formie homo sovieticus. Niestety, królewski tytuł Miasta zobowiązuje. Zobowiązuje przede wszystkim do rozsądku i godności, nawet jeśli te słowa już dawno wyrzucono do śmietnika języka polskiego, a co gorsza wyrzucono z przestrzeni społecznej.

I proszę nie poczytywać tego za element moralizatorski. Oj nie, to zwykła uczciwość tego wymaga by nie popaść dokumentnie w szaleństwo demagogii. Czasami jednak trzeba trochę używać argumentów… by funkcjonować higienicznie, nie robić sobie krzywdy i poskramiać fobodemony totalitaryzmów. A teraz trochę logiki intelektualnej by nie być posądzonym o pustosłowie.

Aspekt prawny

Zacznę od ogólnie dostępnej Konstytucji RP. (Dz. U. z 1997 r. Nr 78, poz. 483):
Art. 13. „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.

Nie jestem prawnikiem, więc nie interpretuję tego zapisu, ale ten akt najwyższy jest przecież dla obywateli, a nie dla specjalistów i w sposób prosty określa zasady poszanowania człowieka, społeczeństwa i państwa. Na podstawie tego fragmentu można jednak pokusić się o stwierdzenie, że nie zachodzą jakiekolwiek związki treściowe z faktem umieszczenia zgrafizowanego profilu wodza rewolucji, który stanowi tylko element kompozycji i jest dodatkiem odwołującym się do osób, które przeszły przez piekło realnego socjalizmu w PRL. Nie jemu również poświęcona jest ta tablica. Sugestie o prawdzie historycznej są raczej jej zakłamywaniem, albowiem dla młodego pokolenia ten uwieczniony portret przypominał będzie (o ile w ogóle) tylko typowe, schematyczne szablony umieszczane na ścianach i płotach polskich miast w latach 1980-1989 jako przejaw buntu i podziemnej myśli niezależnej. Inaczej mówiąc to obiekt zupełnie nieidentyfikowalny dla pokolenia niepodległej Polski.

Teraz sięgnijmy do Kodeksu Karnego (Dz. U. z 1997 r. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.):
Art. 256.

§ 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1
§ 3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w § 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej lub naukowej.
No i w ramach co najmniej dwóch wymienionych działalności (artystycznej i edukacyjnej) mamy do czynienia z bezpośrednim funkcjonowaniem takiej formy prezentowania pamięci. W czym zatem tkwi problem? Chyba nie w literze prawa. Raczej w sposobie nadinterpretowania i wykorzystywania go do dyskredytowania innych.

Aspekt historyczny

Odpowiada na wątpliwość Radnych „z jakich powodów Izbie patronuje towarzysz Lenin(…)” – hmmm, cóż za pieszczotliwe określenie. Czyj towarzysz? Autorów? Czy może to taka zgrabna figura retoryczna? Nie wiem. Ale czytając opracowania naukowe natknąłem się na pozycję prof. Wojciecha Tomasika „Lenina wizerunek” obejmujący szalenie ważny wątek budowania aparatu ideologicznego PRL po 1949 roku poprzez propagandę i literacki kult jednostki przez ówczesny areopag polskiej literatury („Hańba domowa” Jacka Trznadla to przy tej pozycji mały pikuś lecz polecam oburzonym obrońcom czystości światopoglądowej obie rozprawki z przeszłością). Jeśli się czyta (warunek) czym była tamta rzeczywistość i jakie spustoszenie wyrządziła to zaiste włos na głowie się jeży. Nie jest to jednak powód by wszystkich autorów literatury (a są tam również nobliści) ocierającej się o zsakralizowanego Lenina unicestwić. Wówczas stanęlibyśmy obok dwóch wąsatych tyranów, którzy już wcześniej praktykowali tego typu rozwiązania. Tylko jeden cytat: „Lenin w sposób symboliczny łączy się z początkiem realizmu socjalistycznego w Polsce. Termin IV zjazdu Związku Zawodowego Literatów Polskich w Szczecinie splótł się bowiem z przypadającą 21 stycznia 1949 r. 25 rocznicą śmierci wodza Rewolucji Październikowej.” Od tego też momentu w sposób świadomy i programowy budowano zakłamany obraz geniusza rewolucji. Był to jeden z mocniejszych obszarów socrealistycznego świata. I jedno „ale”. Wtedy odwaga miała cenę życia lub więzienia. Tylko że wtedy też nie dajemy szans przyszłym pokoleniom na poznanie prawdy o tych parszywych czasach, kiedy niszczono ludzkie aspiracje i ich nadzieje. Nie mylmy też pojęć stalinizmu z leninizmem. Odwoływanie się do rocznicy napaści Sowietów na Polskę w tym szczególnym kontekście, jakiegoś mało znaczącego pretekstu do dowalenia przeciwnikowi jest niesmaczne. Teraz mała anegdota. Gdzieś przed laty kiedy rodziła się wolność w Polsce udało się odkłamać przekaz wdzięczności ludu Podhala względem Włodzimierza Lenina (nie Ilicza jak błędnie napisali apelujący a Iljicza). Tablica upamiętniająca pobyt wodza w nowotarskim więzieniu, jak i wszystkie fałszowane dowody jego pobytu znalazły miejsce w Muzeum Podhalańskim lecz nie w poczuciu wdzięczności do niego i PRL, ani też nie w poczuciu pogardy, a właśnie z przyczyn rzetelnego przekazu historii i obiektywnych ocen. Zastanawiające, gdzie byli wówczas ci wszyscy, których dzisiaj drażni element graficzny z podobizną Lenina (i nie jest to „zdjęcie” – jak mniemam chodzi raczej o synonim „fotografii”, – o której wspominają Radni w tytule apelu. Dygresja: no cóż reszta może się na tym nie znać ale wśród sygnatariuszy jest artysta i On powinien rozróżniać techniki plastyczne, by chociaż z tego powodu nie ulegać hucpie politycznej i personalnej awersji). Smutne, ale ich w tym czasie nie było, a po kilkumiesięcznym dreptaniu i zabieganiu o zezwolenie likwidacji żywych (podkreślam) akcesoriów wplecionych w codzienność Nowego Targu, leninizm jako miejsce kultu zniknął. Zniknął tylko przy bezpośrednim zaangażowaniu ówczesnego Przewodniczącego RM nieżyjącego już Rafała Sobolewskiego i obojętności lub nawet bierności całej reszty dzisiejszych oburzonych. Tak, tak, na własnych plecach, razem z palaczem CO w MDK, wręczyli Czesławowi Pajerskiemu historyczne świadectwo tamtych czasów. Zanim jednak tablica dotarła na ul. Sobieskiego, radiowóz Milicji (jeszcze) dwukrotnie spisywał dane osobowe grożąc aresztem. Dzisiaj śmieszne. Wtedy nazbyt poważne. To jest jednak przyczynek, który uzmysławia różnice dwóch zjawisk w aspekcie historycznym. Warto to uszanować gdy stać nas tylko na oskarżenia i cenzurowanie innych.

Aspekt kulturowy

Proste pytanie lecz wcale nie prosta odpowiedź. Czym jest symbol, na który powołują się apelujący? Otóż według specjalistów to coś znacznie więcej niż potoczne znaczenie znaku. To raczej pewna moc, która przekracza racjonalną świadomość człowieka (teoria Mircei Eliadego). Niezbędna jest jednak wiedza i doświadczenie by odbiorca mógł nadać symbolowi określone cechy i znaczenie. W apelu padają wielkie słowa, wyrwane z kontekstu cytaty, które owszem dynamizują ten potok słowny, ale raczej w tym ujęciu śmieszą bo nikt z twórców tej Izby nie posiadał intencji gloryfikowania, propagowania czy hołubienia realnego socjalizmu, a już na pewno komunizmu, ani tym bardziej określonego systemu totalitarnego. Proszę zatem nie demonizować. Użycie tego stylizowanego, socrealistycznego obrazu czasów PZPR stanowi raczej w całym układzie tablicy typowy pastisz [za Słownikiem wyrazów obcych: „świadome naśladowanie stylu jakiegoś autora, jakiejś epoki, prądu literackiego bądź jakiegoś dzieła w utworze literackim, muzycznym albo plastycznym” – przyp. aut.], dopuszczany wszędzie tam gdzie społeczeństwo żyje w wolności. To forma artystycznej wypowiedzi, która zawsze będzie prowokowała. I sprowokowała.

Aspekt socjologiczny

Każde społeczeństwo żyje przecież nie tylko dniem obecnym lecz także własną historią. Tego rodzaju refleksja jest ważna bo je rozwija. Komunizm upadł. Struktury państwa oparte na kulcie władzy, ideologii marksistowsko-leninowskiej i indoktrynacji obywateli również. Pozostaje pamięć, o którą musimy zadbać sami by ją przekazać innym pokoleniom bez względu na to ile w niej dobra i zła. I jakoś z tym musimy sobie poradzić. Ta Izba ma właśnie taką funkcję. Można się spierać co do formuły i przesłania, ale jedno jest pewne, że jest świadectwem, której ocenę pozostawmy młodemu pokoleniu. Przestrzegam tylko przed jej zakazywaniem, bo to właśnie czyniła władza ludowa przez pół wieku mówiąc co dla mnie jest lepsze i gdzie jest raj na ziemi (Boga przecież próbowano nam zastąpić jedynie słusznym światopoglądem).

I na koniec uwaga ogólna. Zamiast szukać powodów po opłotkach, prościej było napisać, że to nie Lenin zawinił, tylko Fryźlewicz. Za całokształt. Aha, bezzwłoczne usunięcie tablicy z Leninem trzeba poszerzyć o postulat trzech Leninów bo wewnątrz Izby jest tablica z brązu, o której wspominałem wcześniej i jeszcze jeden na magistrackiej ścianie przy wejściu do schronu. Dlatego zaiste Panowie potwierdzacie teorię, „że duch i co gorsza myśli i idee Lenina pozostają wciąż żywe!”.

Marcin Ozorowski, autor tabliczki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *