Świętość bez patosu

NOWY TARG. Pięknym prezentem, pięknym świadectwem na jubileusz 50-lecia konsekracji kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa, od grupy młodzieży i dorosłych, którzy dali się wciągnąć w teatralne przedsięwzięcie, był spektakl „Jasne światło”. Trzykrotnie przez sobotę i niedzielę wystawiany na scenie MOK-u, poruszał widzów do głębi serca. Włączyła się w to religijno-teatralne dzieło Fundacja im. Adama Worwy ze swoim przesłaniem i cebulkami żonkili na Pola Nadziei.

– Rzeczy często nie są takimi, jakimi je widzimy z boku – mówiła, już po spektaklu, Jolanta Worwa-Łapsa, prezesująca Fundacji i jednocześnie aktorka w „Jasnym świetle”.

A był to spektakl grany przez amatorów, lecz profesjonalny dzięki scenariuszowi i reżyserii Marcina Kobierskiego, twórczo przeżywającego swoją wiarę młodego aktora z krakowskiego Teatru Bagatela. Pracowały na ten efekt – od pierwszych scen – cudowna gitarowo-skrzypcowa muzyka, wartka, nie pozbawiona też humorystycznych scen akcja, bardzo dobre jak na amatorów, głęboko przeżyte aktorstwo, zarówno młodzieży, jak i dorosłych. Wrażenie pogłębiał symboliczny, duchowy wymiar religijnego dramatu.

Pokazać świętość dzisiejszą, współczesną, realną, ale bez dewocyjnego patosu; pokazać wiarę i miłość pod ciężarem krzyża cierpienia – to sztuka nie lada. Wspaniale posłużyła temu, w postać beatyfikowanej dwa lata temu, a urodzonej w 1971 r., Sasello koło Genui, Chiary Luce Badano, młodziutkiej, 19-letniej Włoszki, która umierała na raka w opinii świętości, sposobiąc się do śmierci jak do radosnych zaślubin z Chrystusem. I bliskich, i szpitalny personel zadziwiła ona świadectwem wiary, nadziei i miłości silniejszym od bólu, całkowitym poddaniem się woli Boga.

Sceniczna akcja rozwijana w trzech planach – kościelnym, domowym i szpitalnym – pokazywała, jak to świadectwo dotkniętej nagle śmiertelną chorobą młodej, radosnej, kochającej ruch i sport dziewczyny promieniuje, jak przemienia wszystkich wokół – od księdza, przez rodziców, lekarzy, przyjaciółki i przyjaciół, po zrzędliwy, oburzony każdą innością chórek małomiasteczkowych pań.

Wszystko rozgrywało się za scenie przy użyciu oszczędnych, ale wielofunkcyjnych, symbolicznych teatralnych środków; dzięki bezpretensjonalnemu i wzruszającemu aktorstwu grupy, której część ma za sobą tradycję i doświadczenia misteryjnych widowisk. Konfesjonał, światło sączące się przez kościelny witraż, lampa nad domowym stołem, inwalidzki wózek, biała suknia z różową wstążką obleczona na szpitalną piżamę – znaczyły więcej niż wiele słów.

Chiara Luce – Klara Światło – to miano nadane błogosławionej dziewczynie w ruchu Focolari, którego była uczestniczką. Dlatego spektakl kończy się jej słowami: „Ja nie mogę już biec, ale chciałabym przekazać Wam pochodnię, jak na olimpiadzie. Macie jedno życie, warto przeżyć je dobrze”.

Spektakl grany w Nowym Targu trzykrotnie, przy kulminacji jubileuszu parafii, wart jest tego, by obejrzała go jeszcze szersza widownia, w innych miastach, na innych scenach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *