Nawet, jeśli poranki i wieczory już chłodne, smak lata można łatwo przedłużyć – porcją doskonałych lodów. Ale żeby zostawić sobie po nich najlepsze wrażenie z Podhala – koniecznie trzeba spróbować nowotarskich. I to nie przetrzymanych w zamrażalniku (bo kilku godzinach twardnieją), ale świeżo ukręconych, nałożonych drewnianą łopatką. Nie bez powodu w upalne dni ustawiają się po nie długie kolejki przy rynku.
Lody nowotarskie to specjał słynny w całej Polsce i poza granicami. Za ich smakiem tęskni każdy, kto choć raz skosztował. Z walorów mrożonych delicji miasto słynie szeroko, ale cztery lodziarnie – po uprzednich staraniach we współpracy z miastem i zgromadzeniu dokumentacji – cztery lata temu spotkał zaszczyt wpisania ich produktów na listę wyrobów tradycyjnych. Obok np. karpi z Zatora, balsamu kapucyńskiego, żurku krakowskiego, obwarzanka. Nie oznacza to opatentowania receptury, która w przypadku każdej rodzinnej firmy trochę się różni, ale prestiż na pewno tak.
By kultowe lody mogły trafić na ministerialną listę, wytwórcy musieli udowodnić, że ich firmy legitymują się ponad półwieczną tradycją i odpowiednią technologią wytwarzania. Lodziarze gromadzili dokumenty i zdjęcia, opowieści o tym, jak niegdyś zbierano w piwnicach lód na lato, w najtęższe mrozy wykuwając go z Dunajca. Lody kręciło się ręcznie, w naczyniach obłożonych kawałkami kry.
Dziś w lodziarniach królują mechanizacja i nowoczesna aparatura chłodnicza, ale – jak i kilkadziesiąt lat temu – tradycyjny wyrób zawdzięcza swój smak naturalnym ingrediencjom wysokiej jakości: mleku, śmietance, jajom, truskawkom i jagodom skupowanym w sezonie na targu. Co więcej – bez względu na porę roku można już tradycyjne lody kupić na wynos lub skonsumować na miejscu w dwóch kawiarniach „Deja vu” – przy rynku i nieopodal rynku, przy ul. Długiej.Lody wpisane na listę tradycyjnych wyrobów pochodzą z firm Karoliny Żarneckiej, Zofii Lubieńskiej, Magdaleny Klepacz i Andrzeja Jarkiewicza.
Jest już miejscową tradycją, że te właśnie lodziarnie, gdy odbywa się w Nowym Targu półfinał Małopolskiego Festiwalu Smaku, przez określony czas, pracując w zawrotnym tempie, wydają bezpłatnie wielkie ilości lodów wszystkim chętnym do bicia kolejnego rekordu. Każdy, kto odbiera swoją porcję – zostawia w kasie bloczek pobrany wcześniej na festiwalowym stoisku. To umożliwia przeliczenie, ile lodów było jednocześnie lizanych w obrębie rynku. Nad przebiegiem kolejnych prób czuwają obserwatorzy z Towarzystwa Kontroli Rekordów Niecodziennych w Rabce-Zdroju. I co roku „lodożercy” ustanawiają kolejny rekord.