Władysław Burtan – listy zza katyńskiego grobu

burtkatyn16NOWY TARG. Kolejne dzieło dr Anny Mlekodaj, teraz już habilitantki Uniwersytetu Poznańskiego – to książka niezwykła. Jej promocja była drugą odsłoną powiatowo-miejskich upamiętnień katyńskiej zbrodni. Powstała z wyobraźni, a ma wagę dokumentu.

burtkatyn161„Kuchnia Wygaszona. Listy Nienapisane. Władysław Burtan, Czarny Dunajec – Kozielsk” – taki jest tytuł tej osobliwej pozycji. Tłumaczy go jednak treść książki inspirowanej jednym tylko zachowanym listem. Resztę tragicznej biografii czarnodunajczanina Władysława Burtana, zakończonej na „nieludzkiej ziemi”, autorka dopisała na podstawie historycznych źródeł, analogii z losami innych ofiar katyńskiej zbrodni. Książka przemawia tym mocniej, że oś jej kompozycji to zestawienie strasznej rzeczywistości obozów i widma śmierci stojącego przed wywiezionymi w głąb Rosji ze wspomnieniami sielskiego domu i smaków życia; z marzeniami młodego człowieka o osobistym szczęściu.

List, który był iskrą rozniecającą płomień wyobraźni, w listopadzie 1939 roku dotarł z Kozielska do Czarnego Dunajca. Napisał go Władysław Burtan do swojej siostry. List dziesięć lat przetrwał w jej ślubnej torebce, a ślub brała w 1950 r. Dopiero po tak długim czasie zdecydowała się ona pokazać go i przeczytać swoje dziesięcioletniej wtedy córce, Marii Łaś, opowiadając jej szerzej o wujku wywiezionym w pierwszym roku wojny. Ten list był jedynym ocalonym śladem po bracie.

Czarnodunajczanin Władysław Burtan, ukończył nowotarskie gimnazjum-liceum im. Seweryna Goszczyńskiego, potem jako urzędnik skarbowy pracował w Nowym Sączu i w Krakowie. Miał narzeczoną Weronikę. Latem ‘39 roku trafił do czynnej służby w randze podporucznika. Gdy od wschodu wkroczyły sowieckie wojska, jak tysiące polskich oficerów, policjantów, urzędników – trafił do obozu. Akurat w Kozielsku. Jak inni – pewnie łudził się, że jeńcy wojenni zostaną potraktowani zgodnie z międzynarodowymi konwencjami. Jak inni – został zabity strzałem w tył głowy. Szczątki skrył katyński las.

Choć prawda o Katyniu po wojnie wyszła już na jaw, to rodzina – dostawszy wcześniej taki list od żywego jeszcze – mogła łudzić się nadzieją, że wywieziony jeniec przetrwał gdzieś w rosyjskich bezkresach. Bo śmierci nikt nie potwierdził. Kolejne listy już nie przyszły.

Siostra Władysława Burtana próbowała go szukać na wszelkie możliwe sposoby, również przez Czerwony Krzyż. Ale odpowiedź zawsze była taka sama: „adres poszukiwanego nieznany”.

Siostrzenica tymczasem zaczęła gromadzić pamiątki po wujku.
Te pamiątki – wraz z odnalezionym w kufrze na strychu rodzinnego domu zeszytem z kulinarnymi przepisami – przysłużyły się teraz książce z „listami nienapisanymi”. Wchodząc w zupełnie szczątkowe ślady po ludziach, którzy podzielili los Władysława Burtana – notatki, listy, zapiski znalezione w kieszeniach mundurów ekshumowanych ofiar katyńskiej zbrodni – autorka wyobraziła sobie, jak mogłyby one brzmieć; jakie uczucia i myśli mogły zamykać w swojej treści.

Za ten badawczy trud, oddał autorce hołd obecny na promocji w nowotarskim MOK-u prof. Karol Olejnik, historyk wojskowości z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, osobiście nominując ją do Nagrody im. Hipolita Cegielskiego za pozytywistyczną pracę. Tym bardziej, że sprawcy mordu na Polakach starali się zatrzeć wszelkie jego dowody.

Pisane stylową polszczyzną kulinarne receptury z zeszytu, który świadczył, jak rozmiłowany w dobrej kuchni i wykwintnych potrawach był Władysław Burtan za swoich młodych lat – wykorzystali „Śwarni” pod wodzą Marcina Kudasika, przygotowując sceniczną oprawę promocji książki. Stworzyli oni przejmujące, multimedialne widowisko ze znakomitą warstwą dźwiękową. Nie epatowało ono hukiem strzałów w katyńskim lesie, ale działało na uczucia zderzeniem sentymentalnych, sielskich scen z życia rozmarzonych, zakochanych młodych ludzi i grozy wojny, kłamstwa, śmierci. Taniec pustych mundurów to jeden z najmocniejszych obrazów tej inscenizacji. Wspomnienia gruszek smażonych w syropie, leguminy z konfiturami, łososia w chrzanowym sosie, pełnych miłości i smaku letnich popołudni w rodzinnym domu – jakże musiały boleć jeńca karmionego głodowymi racjami obozowej lury, kawałkiem śledzia, starym chlebem, papką z kaszy…

Władze miasta i powiatu, przyjaciele-poeci, uniwersytety Trzeciego Wieku, delegacja Podhalańskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, rodzina Burtanów – zasypały dr Annę Mlekodaj kwiatami i brawami w podzięce za tak niesamowitą książkę.

– Naprawdę jestem… wdzięczna, że w tej chwili mój wujek to nie tylko mój wujek, ale wujek dziesięciu tysięcy tych, których bliscy zostali zamordowani na Wschodzie – mówiła Maria Łaś.

Obietnice, że książka trafi do szkolnych bibliotek – na pewno zostaną spełnione i rozszerzą krąg czytelników o młodzież, która zbrodnię katyńską zna już co prawda z kart podręczników i z filmów, lecz bardzo rzadko z rodzinnych przekazów. Tymczasem świadomość historii najmocniej budują wzruszenia i przeżycia. A pożywki dla nich „Listy nienapisane” dostarczają mnóstwo.

Promocja książki

Fot. Anna Szopińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *