ZAKOPANE. Nic nie dały protesty rodziców zakopiańskich szkół. Do placówek wprowadzono catering. Jak się okazuje, nikt już się nie buntuje, choć radni protestujący przeciwko temu pomysłowi sceptycyzmu się nie pozbyli.
Nowa forma żywienia zakopiańskich uczniów od dwóch tygodni z powodzeniem działa w szkołach, w których cateringu do tej pory nie było. Tak przynajmniej twierdzą miejscy urzędnicy, którzy za punkt honoru obrali sobie dokładne sprawdzanie firm dostarczających posiłki oraz ich jakość. Co najważniejsze, coraz więcej uczniów je w szkole obiady a ci, których rodzice z różnych względów nie wykupili ich, mogą liczyć na darmową zupę.
– Dyrektorzy bardzo dokładnie sprawdzają, czy obiady są gorące i dobrze przyrządzone – zapewnia Zofia Kiełpińska, naczelnik Wydziału Edukacji, Turystyki i Sportu. – Od dwóch tygodni w szkołach catering działa i na prawdę nie ma się do czego przyczepić. Nikt się też nie skarży.
Jak dodaje, wprowadzenie nowej formy dostarczania uczniom posiłków to dla miasta ogromna oszczędność.
– Teraz do jednego obiadu miasto dopłaca mniej niż złotówkę – mówi Kiełpińska. – Wcześniej dopłacaliśmy 9 złotych…
Z tego wynika, że średni koszt jednego obiadu to 5 złotych, w zależności od firmy, która wygrała poszczególne przetargi. Tak niska kwota niepokoi niektórych radnych.
– Przy takim zaniżeniu kosztów, boję się, że firmy, które przywożą posiłki na przykład z Czarnego Dunajca, długo mogą nie pociągnąć – mówi Jan Gąsienica – Walczak, radny Zakopanego.
Urzędnicy takich obaw nie wyrażają.
– Teraz przed nami tylko jeden cel: ciągłe sprawdzanie, by poziom dowożonych posiłków był przez cały czas na tak wysokim poziomie, jak to jest teraz – mówi Kiełpińska.