PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z zawodnikiem Lubania Maniowy Adamem Gubałą o sensacyjnym zwycięstwie w Andrychowie i jego przygodzie w Górniku Zabrze.
Po pięciu kolejkach wreszcie daliście powód do radości nie tylko kibicom, ale i samym sobie. Wasza wyjazdowa wygrana na boisku lidera w Andrychowie był sporym zaskoczeniem. Wielu skazywało was na „pożarcie” w tym pojedynku. Ty jednak byłeś pewny zwycięstwa…
Zgadza się byłem optymistą bo wiem w jakich okolicznościach przegrywaliśmy wcześniejsze pojedynki. Nie graliśmy z nich źle, ale dopadł nas po prostu jakiś straszliwy pech. Kiedyś ta fatalna seria musiała się skończyć. Mały krok do przodu zrobiliśmy już tydzień wcześniej remisując 2:2 na swoim boisku z Dalinem Myślenice. Morale w drużynie znacząco się po tym spotkaniu podniosło. Uwierzyliśmy, że możemy wrócić na właściwe tory i osiągać wyniki na miarę naszej gry i możliwości. To się sprawdziło w Andrychowie. Pełna mobilizacja, realizacja w 100 procentach założeń taktycznych i olbrzymia chęć rehabilitacji za ostatnie występy dała wspaniały efekt w postaci wygranej nad liderem.
W Andrychowie po raz kolejny widać było wyraźnie, że gra z kontrataku jest waszą najsilniejszą bronią, czego nie można powiedzieć o ataku pozycyjnym..
Mamy odpowiedni potencjał aby właśnie grać z kontrataku. Bardzo szybcy skrzydłowi i napastnicy dają nam taką możliwość. A atak pozycyjny generalnie w większości polskich klubów jest dużym problemem. To jest skutek złej pracy z młodzieżą, z którą bardzo mało pracuje się nad wyszkoleniem technicznym i to potem odbija się na grze w dorosłej piłce.
Wydaje się, że w najbliższym spotkaniu na własnym boisku przeciwko beniaminkowi z Bochni będziecie zmuszeni właśnie do gry atakiem pozycyjnym. Wygrana w tym meczu jest koniecznością, bowiem sytuacja w tabeli wciąż jest nieciekawa…
Koncentracja będzie kluczem do sukcesu w tym spotkaniu. Nie możemy zlekceważyć zespołu z Bochni tak jak to uczynili gracze Beskidu w starciu przeciwko nam. Liga jest w tym sezonie bardzo wyrównana i tu każdy może wygrać z każdym. Wierzę, że w niedzielę znów dopiszemy do swojego konta trzy punkty i będziemy piąć się w górę tabeli.
Do Lubania trafiłeś przed tym sezonem. Wcześniej zapisałeś w swojej karierze m.in. epizod w Górniku Zabrze…
Do klubu z Maniów mogłem trafić już przed rokiem. Wtedy jednak po skończeniu Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Krakowie pojawiła się właśnie propozycja z Zabrza. Wiele mi obiecywano w Górniku. Miałem być zawodnikiem szerokiej kadry Młodej Ekstraklasy. Tam jednak ta drużyna inaczej funkcjonuje niż w innych polskich klubach. Nie jest ona odskocznią dla młodych, zdolnych zawodników tylko miejscem dla graczy, którzy nie „łapią” się do pierwszej drużyny. Po 2 miesiącach zesłano mnie do drużyny rezerw. Teraz z pespektywy czasu przyznam, że żałuje podjętej decyzji. Choć mam też i wiele miłych wspomnień z tego okresu. Dane mi było trenować z zawodnikami ogranymi w wyższych ligach. Sporo się od nich nauczyłem. Teraz już jednak liczy się tylko Lubań. To klub, który może być odskocznią do gry w mocniejszych klubach czego przykładem jest chociażby osoba Jarka Lizaka., któremu wystarczyło pół roku gry aby zainteresował się nim klub z mocniejszej ligi.
Marzy Ci się jeszcze wielka piłka?
Oczywiście. Po to trenuje aby się rozwijać. Jestem jeszcze młody i wierzę, że jeszcze mogę coś osiągnąć w piłce. Nie osiągnę tego jednak od razu. Chcę małymi kroczkami piąć się po szczebelkach kariery. Gram na pozycji środkowego obrońcy, gdzie doświadczenie ogrywa dużą rolę.