ŁOPUSZNA. Wielu mieszkańców nowotarskiej gminy, a i mieszczan też – miało okazję do obcowania z Teatrem przez duże „T”. Piotr Cyrwus, aktor rodem z Waksmundu, wystawił na scenie łopuszniańskiego GOK-u „Emigrantów” Sławomira Mrożka. Był w tym spektaklu i aktorem, i reżyserem.
Czerwcowa premiera reżyserskiego dzieła Piotra odbyła się w Teatrze Polskim im. Arnolda Szyfmana w Warszawie. Inscenizacja Mrożkowego utworu z roku 1974, uznawanego za jeden z najlepszych powojennych polskich dramatów, okrzyknięta została szybko najlepszym spektaklem warszawskiego sezonu. Recenzenci zwracali uwagę na „piorunującą moc” tej inscenizacji, na rewelacyjne aktorstwo zarówno Piotra Cyrwusa, jak i Szymona Kuśmidra; na żywotność postaw i dylematów wpisanych w tekst dramatu.
Piotr wcielił się w rolę XX – zaharowanego dusigrosza i niewolnika odmóżdżającej, wyniszczającej fizycznie roboty, natomiast jego partner – w rolę intelektualisty piszącego dzieło swego życia: psychologiczne studium niewolnictwa. Obiektem i analiz i obserwacji z pozoru panującego nad swoimi emocjami perfekcjonisty AA jest prymitywny, żywiołowy, niepoprawnie łakomy XX. Obaj żyją „jak gonokok w towarzystwie pierwotniaka” – to cytat z Mrożkowego tekstu – we wnętrznościach i w odgłosach anonimowej budowli, części wielkomiejskiego organizmu w nieokreślonym kraju, czyli w klitce pod schodami, w plątaninie rur.
Dramat tych dwóch emigrantów, boleśnie oderwanych od swojej tożsamości i miejsca na ziemi, rozdartych, zmęczonych, stęsknionych i obolałych – rozgrywa się między dwoma polowymi łóżkami, czajnikiem kranem i muszlą klozetową. Prócz konserw z psim, rzadziej ludzkim jedzeniem i deficytowej herbaty, karmią się oni, jak XX – ułudą powrotu do domu lub – jak AA – mirażem stworzenia dzieła życia. Doświadczają nienawiści, furii, ale też współczucia, rozczulenia i mocniejszego niż wszystko inne przywiązania. Ich kreacje są brawurowe, przejmujące, ale – kiedy trzeba – wymownie ciche, skupione w niedokończonym geście.
Ze strony Piotra Cyrwusa wystawienie tego dzieła na łopuszniańskiej scenie – było prezentem dla rodzimej i rodzinnej publiczności, ale też hołdem dla śp. ks. prof. Józefa Tischnera, który egzystencjalne pytanie „mieć czy być” i kwestię ludzkiej wolności uczynił centralnymi zagadnieniami swojej filozofii.
Dla widzów, właściwie uczestników spektaklu, było to sceniczne dzieło ziomka wyrastającego na reżyserską osobowość – wydarzeniem dużej miary, a jednocześnie mocnym osobistym przeżyciem. I podhalańska społeczność umiała być wdzięczną publiką.
„Emigranci” według Piotra Cyrwusa – scena w Łopusznej
Fot. Anna Szopińska